środa, 7 września 2011

Świt Nowy Dwór Mazowiecki

Świt Nowy Dwór to jeden z tych klubów, które były czynnie zaangażowane w ustawianie meczów, m.in. za czasów gdy trenerem drużyny był Janusz Wójcika. Wątek dotyczący tego klubu znalazł się w akcie oskarżenia dotyczącym tzw. gangu Fryzjera.


04 października 2016 Proces b. działacza Świtu Nowy Dwór Maz. jednak we Wrocławiu
14 kwietnia 2016 nowe badania b. działacza i sponsora Świtu NDM
16 marca 2016 - Janusz Wójcik musi do końca odcierpieć karę dyscyplinarną
18 czerwca 2015 - znamy wyniki badań Wojciecha Sz. 
25 maja 2015 - kolejne badania Wojciecha Sz.  
3 lutego 2015 proces Grzegorza G. przeniesiony do Katowic 
5 listopada 2014 wyrok ws. Janusza Wójcika prawomocny
15 października 2014 - odwołanie ws. kary dla Radosława J. odrzucone
9 października 2014 - Janusz Wójcik skazany
30 września 2014 - b. sędzia Adam K. skazany za udział w ustawieniu meczu Świtu
17 września 2014 - zeznania Krzysztofa W. ws. korupcji w Świcie Nowy Dwór Maz.
14 września 2014 - Radosław Jasiński ukarany za próbę ustawienia meczu Świtu 
12 września 2014 proces ws. Janusza Wójcika rozpoczęty
18 sierpnia 2014 - jak Grzegorz G. ustawiał mecz Świtu - szczegóły
16 lipca 2014 - Grzegorz G. oskarżony o udział w ustawieniu meczu Świtu
26 czerwca 2014 proces Wójcika znowu odroczony 
21 czerwca 2014 - Sąd wzywa Wójcika na proces
22 maja 2014 - Janusz Wójcik chce się poddać karze?
15 maja 2014 - sąd wyznacza nowy termin procesu Janusza Wójcika
12 marca 2014 - proces ws. Janusza Wójcika zostaje we Wrocławiu
27 lutego 2014 Sąd Najwyższy wyznaczył termin posiedzenia ws. Janusza Wójcika
06 lutego 2014 - Wojciech Szymański dożywotnio wykluczony z PZP
05 lutego 2014 - proces Janusza Wójcika przeniesiony do Warszawy?
05 grudnia 2013 - kara dyscyplinarna za korupcję w Świcie NDM
03 października 2013 - proces Wójcika znowu odroczony 
25 lipca 2013 - proces Janusza Wójcika znowu odroczony
07 lipca 2013 - proces byłego sponsora Świtu Nowy Dwór Mazowiecki zawieszony na rok!
11 czerwca 2013 - proces Janusza Wójcika odroczony
10 czerwca 2013 - Janusz Wójcik może odpowiadać za korupcję we Wrocławiu
05 maja 2013 proces Wójcika w czerwcu?
11 kwietnia 201 - kolejny b. piłkarz Świtu ukarany za korupcję
05 października 2012 - b. piłkarz Świtu ukarany za korupcję - czytaj tutaj.
27 września  2012 - Janusz Wójcik zdyskwalifikowany na cztery lata! - czytaj.
18 kwietnia 2012 - proces Janusza Wójcika przeniesiony do Warszawy - czytaj.
17 kwietnia 2012 - nadal nie ma wyroku ws. Wojciecha Sz. - czytaj.
5 kwietnia 2012 - b. sponsor Świtu Wojciech Sz. znowu chce się poddać karze - czytaj tutaj
10 lutego 2012 - b. piłkarz Świtu skazany za korupcję - czytaj.
09 lutego 2012 - postępowanie ws. Wójcika znowu odroczone - czytaj.
29 grudnia 2011 - były piłkarz Świtu oskarżony o korupcję - czytaj
05 grudnia 2011 - kolejny raz sprawa Wójcika odroczona - czytaj.
28 października 2011 - WD PZPN: będą świadkowie ws. Wójcika - czytaj.
22 września 2011 - Janusz Wójcik zgłasza się do WD bez adwokata - czytaj.
01 września 2011 - Janusz Wójcik nie zgadza się na postępowanie w WD PZPN bez obrońcy - czytaj.
19 sierpnia 2011 - b. wiceprezes Świtu zdyskwalifikowany za korupcję - czytaj.
29 lipca 2011 - kary dyscyplinarne dla piłkarzy za ustawianie meczów Świtu - czytaj.
8 lipca 2011 - b. piłkarz Świtu skazany - czytaj
09 czerwca 2011 - rzecznik dyscyplinarny PZPN chce 4 lat dyskwalifikacji dla Wójcika - czytaj.
1 czerwca 2011 - wyrok ws. korupcji w Świcie Nowy Dwór - czytaj
25 lutego 2011 - Oskarżony o korupcję w Świcie Wójcik nadal bez licencji trenera - czytaj.
21 stycznia 2011 - Wójcik z zakazem sędziowania i zarzutami dyscyplinarnymi - czytaj.
11 stycznia 2011 - zawieszona licencja Wójcika - czytaj
6 stycznia 2011 - zarzuty Janusza Wójcika - b. trenera Świtu - czytaj.
6 stycznia 2011 - Wójcik z licencją na trenowanie - czytaj.
19 grudnia 2010 - wywiad Wójcika dla Kołtonia - czytaj.
14 października 2010 - jak ustawiał mecze Świt Nowy Dwór - czytaj i tutaj
8 sierpnia 2010 - jak Świt z Lechem chciał mecz ustawić - czytaj i tutaj.
30 lipca 2010 - akt oskarżenia ws. tzw. gangu Fryzjera, m.in. ws. Świtu Nowy Dwór - czytaj
17 kwietnia 2009 Sergiusz W. zwolniony do domu - czytaj.
16 kwietnia 2009 - zatrzymany Sergiusz W. - czytaj.
7 listopada 2008 - Janusz Wójcik nie trafi jednak do aresztu - czytaj.
27 października 2008 - zażalenie na aresztowanie Wójcika - czytaj.
24 października 2008 - sąd odmawia aresztowania Wójcika - czytaj.
23 października 2008 - wniosek o aresztowanie Wójcika - czytaj.
23 października 2008 - zarzuty dla Wójcika - czytaj.
22 października 2008 - Wójcik zatrzymany - czytaj.
6 czerwca 2008 - b. sędzia Mariusz Górski potwierdza, że Świt kupił mecz - czytaj.  
1 czerwca 2008 - kary dyscyplinarne za korupcję dla. b. piłkarzy Świtu - czytaj.


WYJAŚNIENIA


Ryszard F. - pseudonim Fryzjer (czytaj całe wyjaśnienia):
Opowiem też jak Świt Nowy Dwór po sprzedanych barażach został w pierwszej lidze, mimo, że powinien zostać zdegradowany jak Szczakowianka. Mecze barażowe Szczakowianka - Świt były ułożone. Szczakowianka kupiła baraże od Świtu. Afera ta zakończyła się pozostaniem drużyny, która mecz sprzedała, w pierwszej lidze. Zdegradowano natomiast Szczakowiankę Jaworzno. Za tą decyzją o niezdegradowaniu Świtu stał Marcin Stefański - ówczesny dyrektor departamentu rozgrywek PZPN. O tym, że on stał za tą decyzją mówił mi Eugeniusz Stanek, członek prezydium PZPN. On mi mówił, że Stefański chodził i załatwiał tę decyzję. Stefański załatwiał to na prośbę ówczesnego prezesa Świtu Wojciecha Szymańskiego, który obecnie działa w Widzewie Łódź. Stefańskiego teściową jest siostra Szymańskiego. To była wręcz śmieszna decyzja PZPN bo Szczakowianka, która mecz kupiła została zdegradowana, a Świt, który mecz sprzedał został w lidze.
Wiem, że Szczakowianka grał mecz barażowy jeszcze raz. Na tym meczu sędzią głównym był Tomasz M., a obserwatorem był Krzysztof P. Dusza mi opowiadał, że przedstawiciel z klubu Szczakowianka pojechał do Poznania i wspólnie z P. wysyłali arkusz ocen, w którym P. oceniał M. za ten mecz. Wcześniej ten mecz był załatwiony z M. i P. Tomasz M. postawił warunek, że musi go chronić obserwator i musi dostać określoną notę. Po meczu ten przedstawiciel Szczakowianki pojechał do Poznania do P., dał mu część pieniędzy i powiedział, że resztę pieniędzy dostanie wtedy gdy wyśle arkusz obserwacyjny z uzgodnioną wcześniej notą. Ta nota dla M. była wcześniej z P. ustalona, ale ten przedstawiciel Szczakowianki bał się, że P. może nie dotrzymać słowa i w ten sposób P. przypilnował. Faktycznie P. postawił taką notę jaką ustalili i resztę pieniędzy dostał. Nie wiem jaka to była kwota i który przedstawiciel Szczakowianki ją wręczył. To może będzie wiedział Marian D., który mi o tym opowiadał.
Chcę także powiedzieć, że obecny poseł Samoobrony Janusz Wójcik kupił wszystkie swoje sukcesy, jakie w piłce nożnej zdobył. Wiem, że wydzwaniał do sędziów i ustawiał z nimi mecze. Wójcik był trenerem Świtu Nowy Dwór. Wiem na pewno, że dzwonił do mnie przed meczem Świtu, który sędziował Grzegorz K. (11 czerwca 2004 roku Świt - Górnik Polkowice 0:0 - dop. dpanek). Zadzwonił do mnie i powiedział, że ten mecz będzie sędziował K. i poprosił mnie o numer telefonu do Grzegorza K. Dałem mu ten numer. Świt jednak ten mecz zremisował. Ten mecz był na wiosnę 2004 roku o ile dobrze pamiętam. był to mecz w Świcie. Skoro był to mecz z Górnikiem Polkowice to podejrzewa, że tam do K. pewnie podchodzili ludzie z Górnika bo K. dobrze żył z ludźmi z Polkowic. Nie wiem tego, to są tylko moje przypuszczenia. Na pewno jednak przed tym meczem Wójcik dzwonił do K. bo ode mnie brał telefon. Później rozmawiałem z K. i on mi powiedział, że dzwonił do niego Wójcik i mu proponował pieniądze za korzystny wynik dla Świtu. Z tego co pamiętam zadzwoniłem do K. i zapytałem czy mogę dać jego numer telefonu Wójcikowi. On powiedział, że mogę ale po chwili zastanowienia żebym dał numer telefonu do jego asystenta.

Ryszard Niedziela - b. właściciel Odry Opole (całość czytaj tutaj): 
Po tym meczu Marian Nowacki poleciał na dwa tygodnie do USA. Zostałem sam i mogłem decydować. Zbliżał się kolejny mecz ze Świtem Nowy Dwór. Musieliśmy ten mecz wygrać aby liczyć się w dalszej walce o ewentualny awans. Uzgadniałem to z F. Nowacki nie przeszkadzał bo był w USA. Uzgodniliśmy, że kupimy ten mecz. Uzgodniliśmy, że musi to być kwota 70 tys. zł. dla niektórych zawodników Świtu, a także by sędzia nie przeszkadzał w tym meczu zapremiujemy go 10 tys. zł. Ja na dzień przed meczem zawiozłem 10 tys. zł. sędziemu Tomaszowi Pacudzie z Częstochowy. Obiecał, że będzie sędziował pod Odrę. On na tym spotkaniu bardzo pozytywnie wypowiadał się o F. Powiedział, że F. dużo może i, że jak się z nim trzyma to wszystko wychodzi. On mi też powiedział, że ciężko będzie nam awansować bo inne zespoły, które się liczą w walce o awans robią wszystko by wpłynąć na wynik tego meczu. On ma lepszą propozycję dotyczącą meczu ze Świtem. Padła kwota 30 tys. zł., ale zrobi to dla Fryzjera i weźmie 10 tys. zł. ode mnie. W ten temat kupienia tego meczu i uzgodnień z sędzią włączony był trener Bochynek, który też wcześniej znał się z Fryzjerem i miał bezpośrednio przekazać te 70 tys. zł. komuś ze Świtu. Myśmy ten mecz wygrali 1:0. Zarówno sędzia jak i niektórzy piłkarze Świtu pomogli nam w wygraniu tego meczu. Nie było nic widoczne by zawodnicy Odry nie chcieli wygrać tego meczu.

B. sędzia Jarosław Ż. (całość znajdziecie tutaj):
Wiosną 2003 odbyła się telekonferencja moja, Forbricha i Żelazki. Ja rozmawiałem przez jeden telefon z Forbrichem, a on przez drugi z Żelazko i ja słyszałem treść tej rozmowy, która była puszczona przez funkcję głośnomówiącą. Żelazko nie wiedział, że ja słyszałem jego rozmowę z Forbrichem. I podczas tej rozmowy padały stwierdzenia, że on czyli Żelazko jedzie na mecz, który ja sędziuję.(...)  Ja podczas rozmów telefonicznych z Forbrichem przed meczem ze Świtem nie wiedziałem, że któraś z tych rozmów może być słyszana przez inną osobę, w szczególności przez Janusza Wójcika. Nie wiedziałem, że Forbrich prowadzi równolegle rozmowę ze mną i Wójcikiem, bądź, że Wójcik przysłuchuje się mojej rozmowie z Forbrichem. Chciałem dodać, że ja byłem umówiony na spotkanie z Wójcikiem w Czoznowie, ale ja się spóźniłem bo jechałem z Warszawy gdzie odwoziłem Nowaka jako delegata i Kostrzewskiego jako obserwatora. I Wójcik powiedział, że on już nie może jechać na spotkanie i powiedział, że przyjedzie ktoś inny. I przyjechał działacz, którego znałem już wcześniej z meczów Świtu, które również prowadziłem, domyślam się z zarzutów, że on nazywa się S. Ja mogłem od niego dostać większą kwotę niż 5 tys. zł - mogło to być 10 tys. zł. Ja tymi pieniędzmi nie dzieliłem się z obserwatorem Sz., ale S. wspominał, że musi jechać bo musi się jeszcze spotkać z obserwatorem. Pamiętam jeszcze, że wracałem z Gilewskim z meczu międzynarodowego z Bukaresztu, to pojawiła się informacja o zatrzymaniu Janusza Wójcika. Gilewski zapytał czy ja też sędziowałem mecze Świtu za czasu Wójcika i ja powiedziałem, że tak. I wtedy Gilewski powiedział mi, że ja też mam problem. Ja nic nie powiedziałem i nie ciągnęliśmy tego tematu.
Jeśli chodzi o mecz ze Świtem to F. w swoim stylu zapowiadał możliwość otrzymania pieniędzy za wygrany mecz z Odrą. I powiedział, że w tej sprawie zadzwoni do mnie Wujo, chodziło o W. I potem jak już zadzwonił do mnie W. to już dokładnie określił kwotę jaką mi proponują. Ja jej dokładnie nie pamiętam, było to 10 może 20 tys. zł. Ja te pieniądze otrzymałem od tego działacza o nazwisku S. Pamiętam, że po meczu dzwonił do mnie W. i próbował się dopytać jaką dokładnie kwotę dostałem. Wyglądało to jakby sprawdzał czy dostałem tyle ile miałem obiecane. Ja nie mogłem z W. otwarcie rozmawiać bo jechałem samochodem z asystentem i obserwatorem i delegatem meczu z Warszawy - Kostrzewskim i Nowakiem. Na mecz Świt - Odra ja przyjechałem bardzo późno i nie wiedziałem się osobiście z W. ani przed ani po meczu. Miałem z nim kontakt telefoniczny. Nie było takiej sytuacji żebym rozmawiał z W. i Sz. o tym meczu.
Przesłuchanie 6.11.2009:
Wracając do meczu Świt - Odra Wodzisław z 10 kwietnia 2004 to wydaje mi się, że miałem przed tym meczem informację, że obserwatorem tego spotkania będzie Sz. Po tej informacji F. poinformował mnie, że jest zielone światło. W jego slangu oznaczało to, że obserwator jest poinformowany w zainteresowaniu działaczy Świtu podejściem pod ten mecz i, że będzie mnie ochraniał na tym meczu w razie w przypadku jakiś działań zmierzających do jego ustawienia. Ja przed tym meczem nie miałem kontaktu telefonicznego ze Sz. Nie rozmawiałem z nim o tym układzie, sposobie sędziowania i jego życzliwości co do mojej postawy na boisku. Ja potwierdzam, że miałem przed meczem Świt - Odra kontakty zarówno z Januszem W. jak i Ryszardem F. Nie kojarzę natomiast i nic nie wiem żeby Ryszard F. prowadził jednoczesną rozmowę telefoniczną ze mną i Januszem W. z dwóch różnych aparatów. Zdarzało się natomiast, że podczas rozmów telefonicznych ze mną F. prowadził rozmowę z innego aparatu telefonicznego z kimś innym. Nie pamiętam żeby taka sytuacja miała miejsce przed meczem Świt - Odra. (...) Było dla mnie jasne, że F. i W. współdziałali przy tym meczu i docierali do mnie wspólnie. F. zapowiedział W. w kontaktach telefonicznych ze mną.  Nie wiedziałem, że F. prowadził rozmawiając ze mną, drugą rozmowę ze Sz.  Myślę, że bardziej musiało chodzić o to by Sz. przekonał się, że jestem w układzie niż ja, że to obserwator jest dopuszczony do tego układu. Nie potrafię odtworzyć szczegółów akurat tej rozmowy z F., ale generalnie dogadywaliśmy tutaj szczegóły związane z tym meczem, propozycję ze Świtu i wtajemniczenie Sz. Ani F. ani W. ani S. nie sugerowali mi, że z tych pieniędzy, które otrzymałem w związku z tym meczem mam jakąś część dać Sz. Ja domniemuję, że Sz. jeśli był wprowadzony w ten układ i miał też gwarantować swoje zachowanie wobec mojej postawy na boisku to też otrzymał pieniądze. Nie wiem kto mu je ewentualnie przekazywał, kojarzę, że S. na spotkaniu ze mną mówił, że śpieszy się jeszcze na spotkanie z obserwatorem. Przed meczem ze Sz. nie rozmawiałem. Pamiętam, że on cały mecz oglądał w towarzystwie Gosia, który także był na tym spotkaniu. O tym, że na tym spotkaniu będzie G. dowiedziałem się od F. przed meczem, który w swoim stylu powiedział, że na meczu będzie Jerzy Pierwszy - tak nazywał Gosia. F. powiedział też, że w związku z obecnością Gosia mogę się też czuć spokojniejszy na boisku. To mogło sugerować, że Goś mógł coś wiedzieć na temat tego układu i porozumienia, ale to są moje domysły wynikające ze słów F.
Gdy omawialiśmy z F. ten temat układu z W. w związku z tym meczem Świt - Odra to F. nie wtajemniczał mnie więcej jakie są dalsze zamierzenia jego i W. w dalszych meczach Świtu. Ten zespół był wtedy w beznadziejnej sytuacji. Jak mówił o pieniądzach za ten mecz to mówił, że zajączek wielkanocny będzie upasiony, on używał takich kolorowych porównań w tym kontekście. Na pewno powiedział mi ogólnie, że ten Świt się spina, że będzie chciał zawalczyć i, że on im w tym pomaga.
Analizując mecze Świtu po przyjściu W. do tej drużyny mogę stwierdzić, w oparciu o swoje doświadczenie, że ta obsada nie była przypadkowa. Jeśli chodzi o mój mecz to obserwator Sz. to była osoba mająca bardzo dobre układy nie tylko z F. ale i Gosiem. Jeśli chodzi o obsadę meczu Amika - Świt - sędzia Piotr Siedlecki o obserwator Edward Heldt to jest drużyna F. Piotr Siedlecki i F. byli w bardzo dobrych układach.
Jeśli chodzi o obsadę meczu Świt - Górnik Łęczna - sędzia Słupik i obserwator Ćwiek, to dobrze ich nie znałem. Ćwięk to okręg śląski - obszar wpływów Duszy - bliskiego człowieka F. Wiem, że Słupik był człowiekiem Gosia, ale nie wiem nic specjalnie na temat relacji Słupika z Perkiem. Perek był dla mnie zamkniętą, tajemniczą osobą. Ze Słupikiem nie miałem niemal żadnych kontaktów.
Jeśli chodzi o mecz Świt - Polonia Warszawa - sędzia G. i obserwator P. to tutaj była taka sytuacja, że F. mógł mieć dotarcie do G. przez Wita Ż. P. był z Wielkopolski, jego relacje z F. były zmienne - raz dobre, raz złe.
Jeśli chodzi o Roberta Małka i Zbigniewa Z. - sędziego i obserwatora meczu Świt - Lech Poznań to słyszałem, że Małek był w dobrych relacjach z D., przełożenia F. na Z. nie znam. Myślę, że bardzo ważne byłoby też prześledzenie awansów sędziów na sędziów międzynarodowych. To tworzyło różne zależności i zapewniało wpływ na sędziów, którzy chcieli być sędziami międzynarodowymi. Mecz Świt - Górnik Polkowice i sędzia K. z Poznania to jasny wpływ P. i F.

B. sędzia Krzysztof S. (całość tutaj):
Kolejny mecz odbył się 24 kwietnia 2004. Był to mecz o mistrzostwo I ligi Świt Nowy Dwór - Górnik Polkowice. Wynik zawodów 1:0 dla Świtu. O tym meczu już wyjaśniałem. Podtrzymuje te swoje wyjaśnienia. Chciałbym jedynie uzupełnić, że po meczu rozmawiałem na korytarzu z działaczem Świtu, on był tam jakimś wiceprezesem, ale bardziej pamiętałem go jako przedsiębiorcę produkującego pierogi. On mnie podczas tej rozmowy zapraszał m.in. na swoje pierogi. Opowiadał, że ma najlepsze pierogi w okolicy. On mi powiedział, że wie, że przed tym meczem kontaktował się ze mną Wójcik i, że oni mieli przygotowane dla mnie pieniądze, z tego co pamiętam w kwocie 15 tys.  On mi w tej rozmowie powiedział, że wie, że ja nie podjąłem tematu meczu przed spotkaniem i dlatego on w ramach naszej przyszłej współpracy, żebyśmy się rozstali w pokoju, daje mi 5 tys. zł.Dał mi te pieniądze w kopercie, wsadził mi te pieniądze do marynarki. Dał mi też swoją wizytówkę, ale tę później wyrzuciłem. Później gdy przeliczyłem te pieniądze to nie było 5 tys. a coś koło 4 tys. Były to banknoty w nominałach około 100 zł. Przed meczem nie spotkałem się z Januszem Wójcikiem.

Wojciech Sz. - były sponsor Świtu (całość czytaj tutaj): 
Jeśli chodzi o moje prezesowanie w świcie Nowy Dwór to w kwietniu 2004 roku ja zatrudniłem jako pierwszego trenera Janusza Wójcika - byłego trenera reprezentacji. Świt miał wtedy po rundzie jesiennej chyba 6 pkt, jego sytuacja w tabeli była bardzo zła. Uważam, że Świt był w rundzie jesiennej kręcony przez sędziów i to bardzo mocno. W rundzie wiosennej do meczu z Zabrzem trenerem był Władysław Stachurski. Od meczu z Odrą Wodzisław trenerem był Janusz Wójcik, ale chyba jeszcze przez miesiąc do protokołu był wpisywany Zmitrowicz. Wójcik nie miał wtedy jeszcze jakiegoś wymaganego dokumentu z zagranicy, gdzie wcześniej trenował. Zmitrowicz później został drugim trenerem Świtu. Wójcika jako trenera zaproponował mi Wojtek Jagoda - doradca d/s sportu burmistrza Nowego Dworu. On i burmistrz byli na pierwszych rozmowach z Wójcikiem, a jak doszło do szczegółów, szczególnie dotyczących wynagrodzenia Wójcika to rozmawiałem ja. Z Wójcikiem spotkaliśmy się w hotelu przy Krakowskim Przedmieściu, nie pamiętam jego nazwy. Doszliśmy do porozumienia, uważałem, że trener reprezentacji to niezły pomysł, postanowiłem spróbować. Zależało mi na pozostaniu Świtu w I lidze. Ustaliliśmy z Wójcikiem stawkę za trenowanie zespołu do końca rundy - to było 50-60 tys. zł. Już przed meczem z Odrą Wodzisław w związku z trudną sytuacją Świtu doszło do mojej rozmowy z Wójcikiem, on przeliczył ile mamy punktów, ile zostało meczów do końca  rundy i powiedział mi, że "to nie czas na trenowanie, a na załatwianie". Użył ładnego słowa, że "organizacja" meczu kosztuje 20 tys. przed tym meczem z Odrą Wodzisław. Wygraliśmy 3:1. Po meczu była euforia i Wójcik zaczął pić, pił przez kilka dni i nie było go w klubie. Na mecz z Amiką przyjechał pijany, pamiętam, że pomylił szatnie i chciał wejść i zrobić odprawę w szatni Majewskiego, trenera Amiki. O meczu z Odrą Wójcik nie mówił za dużo, powiedział jedynie, że to jego zasługa. Ja wiem, że przed tym meczem z Odrą i kolejnymi Wójcik dużo wydzwaniał, ja słyszałem fragmenty tych rozmów, ale były takie slogany i słowa "Misiu". Na mecz do Amiki jechałem samochodem z moim szwagrem. Przed tym meczem Wójcik dostał kolejne 20 tys. na "sprawy organizacyjne". Obejrzałem ten mecz. Tam na początku meczu wyleciał za czerwoną kartkę nasz bramkarz Peskovic. Sędzia nie uznał jednej z naszych bramek, moim zdaniem prawidłowej. Mecz zakończył się remisem 2:2. Wójcik powiedział żebym zabrał go do domu. Powiedziałem, że nie ma problemu. gdy wyjeżdżaliśmy z Wronek on powiedział żebyśmy podjechali do jego znajomego. Ja powiedziałem, że dobrze, nie wiedziałem gdzie jedziemy. Podjechaliśmy do jakiegoś domu za Wronkami. Wójcik kazał wjechać mi do garażu. Weszliśmy do jakiegoś domu, ja, Wójcik i mój szwagier. Wyszedł do nas gospodarz i ja zobaczyłem Ryszarda F. Ja  nie znałem wcześniej tego mężczyzny osobiście, skojarzyłem go wtedy z gazety. Widziałem wtedy F. po raz pierwszy i ostatni. Jedliśmy kolacje w kuchni i piliśmy bardzo dużo wódki. Nie pił jedynie mój szwagier, on prowadził samochód. Widziałem też tam żonę tego F., taką blondynkę. Ona nie siedziała z nami przy tej kolacji. Popiliśmy. F. mówił o tej aferze ze Szczakowianką. Odniosłem wrażenie, że on trochę się mnie bał w związku z tą aferą ze Szczakowianką i moją krytyką sędziów. Relacje F. i Wójcika wyglądały na dobre, na pewno nie znali się pięć minut. Nie pamiętam czy rozmawialiśmy na tej imprezie o meczu Amica - Świt. Nie mam pewności, ale Wójcik i F. wychodzili gdzieś na rozmowy. Ja byłem już potem mocno pijany i nie pamiętam szczegółów. Ja po tym spotkaniu wnioskuję, że F. i Wójcik mieli ze sobą dobry układ. Na podstawie rozmów Wójcika z F. na tej imprezie ja wywnioskowałem, że Wójcik niektórych sędziów załatwia przez F. Za mecz z Amiką pieniądze nie zostały rozliczone, tzn. nie wróciły do mnie.
Kolejny mecz to było spotkanie z Górnikiem Łęczna z 24 kwietnia 2004 zakończone naszą wygraną 1:0. Sędzią spotkanie był S. i tutaj ponownie przekazałem 20 tys. na sprawy organizacyjne. Wydaje mi się, że zawodnicy Górnika nie byli specjalnie zaangażowani w ten mecz. Tutaj otrzymałem informacje po meczu, że sprawa była załatwiana z jednym lub z dwoma piłkarzami Łęcznej, którzy znali Wójcika bądź kiedyś u niego grali. Tę informację dostałem bądź od kogoś z zarządu klubu - może od pana S. bądź od któregoś z naszych piłkarzy. Dowiedziałem się, że ktoś z zarządu jechał przed meczem do tych zawodników Łęcznej. W tym czasie w zarządzie było 7-8 osób, to byli lokalni biznesmeni też żywotnie zainteresowani wynikami i łożący mniejsze pieniądze na klub. (...) Nie wiem dokładnie jaka tam poszła kasa do zawodników, ale podejrzewam, że nie mniejsza niż 20 tys. (...) Po meczu Wójcik znowu pił.
Pamiętam, że jeśli chodzi o mecz w Płocku to Wójcik powiedział, że nic się nie da załatwić. Wójcik był wtedy w  konflikcie z D., oni się nie znosili. To był jeszcze konflikt z czasów gdy Wójcik trenował reprezentację, ale nie wiem o co poszło. Ten mecz przegraliśmy, przed meczem nie dawałem Wójcikowi pieniędzy na sprawy organizacyjne.
Kolejne spotkanie to Świt - Polonia Warszawa z 8 maja 2004, zakończony wygraną naszej drużyny 2:1. Wiem, że tu mecz był załatwiany z piłkarzami Polonii. Przed meczem przekazałem Wójcikowi pieniądze. To była kwota większa niż 20 tys. Pamiętam, że Wójcik powiedział, że on załatwiał tę sprawę z piłkarzami Polonii, ale oni się nie godzą na 20 tys. i musiałem dać więcej. To było 30 tys. Dokładnie było tak, że ja dałem 20 tys., a na resztę była zrzutka pozostałych członków zarządu, ale nie wszystkich. Nie wszyscy chcieli się zrzucać. Na pewno potrafili się zrzucić J. i S. Wójcik powiedział, że załatwia tę sprawę z bramkarzem Polonii Warszawa. Faktycznie ten bramkarz bardzo pomógł Świtowi. Zrobił błąd i to chyba przy obu bramkach. Chodzi o Artura S. Od Wójcika wiem, że on ten mecz załatwiał z S. Cała kasa miała iść do S. 
Mecz wyjazdowy z Legią nie był załatwiany, to nie miało sensu, nie mieliśmy szans.
Kolejne spotkanie to mecz Świt - Lech Poznań z 22 maja 2004, wygrany przez nas 1:0. Ten mecz był ułożony. Aby opisać ten mecz muszę wrócić do historii. Był taki sezon, była to runda wiosenna 2002. Wtedy Lech Poznań walczył o awans. Świt nie grał już o nic. Przed meczem Świt - Lech przyjechał do mnie prezes Lecha pan Majchrzak. On powiedział, że zależy im na zwycięstwie, że walczą o awans i chca by zawodnicy Świtu odpuścili ten mecz. Zaproponował dla piłkarzy mojej drużyny 50 tys. Ja powiedziałem, że ja nie podejmę takiej decyzji, że przedstawię tę propozycję zarządowi i piłkarzom. Zarząd i piłkarze wyrazili zgodę na takie rozwiązanie, na odpuszczenie tego meczu, za takie pieniądze. Lech wygrał to spotkanie - to było jakieś 5-2 czy 4-2. Po meczu Majchrzak zostawił w klubie te obiecane 50 tys. Pieniądze te dostała chyba rada drużyny czy kierownik i rozdzielili je. Ten temat odpuszczonego meczu wrócił właśnie przed tym meczem z Lechem wiosną 2004. Wiem, że negocjacje w tej sprawie prowadził Janusz S. On dzwonił do Poznania i był w Poznaniu, rozmawiał tam z działaczem, nie pamiętam jego nazwiska. Kojarzę - mógł to być E. Wiem, że w Lechu początkowo była konsternacja, ale oni zgodzili się nam zrewanżować, odpuścić mecz i oddać punkty. Ja nie przekazywałem na ten mecz żadnych pieniędzy dla zawodników Lecha, nie wiem czy i jakie pieniądze poszły dla zawodników Lecha. Byli też u nas w zarządzie inni panowie do płacenia, nie mogłem wszystkiego finansować tylko ja, a inni byliby tylko do orderów.
Kolejny mecz to spotkanie Świt Nowy Dwór - Dyskobolia z 8 czerwca 204 przegrany przez nas 1:3. Tutaj Wójcik powiedział, że on nie ma szans i nie ma dojścia. Nie przekazałem mu pieniędzy na sprawy organizacyjne. My szukaliśmy dojścia do Drzymały, rozmawiał z nim nawet pośrednik, jakiś prawnik, który grał z nim w tenisa, ale Drzymała nie chciał słuchać. Ten mecz to był wstyd i klęska. Wójcik upił się tak, że nie pamiętał tego meczu, on nie wiedział nawet kogo i na kogo zmienia.
Następnie przyszedł mecz ostatniej szansy z Górnikiem Polkowice z 11 czerwca 2004. My musieliśmy ten mecz wygrać. Tylko zwycięstwo dawało nam szanse na baraże z Cracovią, ale też wiedziałem, że w meczach z Cracovią nie mamy szans bo oni była mocna "organizacyjnie". Mecz z Górnikiem załatwiał Wójcik, on miał dojście do sędziego. Wójcik gdzieś wydzwaniał, mówił, że to będzie kosztowało 100 tys. zł, tyle chciał sędzia. Cała sytuacja rozgrywała się 3 godziny przed meczem. Właśnie wtedy Wójcik powiedział, że te 100 tys. mają zostać zawiezione sędziemu do hotelu w Łomiankach. Tam ten sędzia nocował po meczu. Pieniądze przed meczem zawiózł Ireneusz J. To było załatwiane na szybko, przed meczem. J. o tym, że ma jechać z pieniędzmi do tego hotelu, do sędziego powiedziałem ja, ja z tego co pamiętam byłem wtedy w Warszawie, miałem z J. kontakt telefoniczny.  W związku z tym nie dawałem mu pieniędzy, z tego co wiem on wziął swoje pieniądze. On prowadził piekarnie, załatwienie przez niego takich pieniędzy, nie było problemem. Widziałem się z tym J. na meczu, on powiedział, że był w tym hotelu, że przekazał temu sędziemu te pieniądze.  Mecz zakończył się remisem. Sędzia nie pomagał Świtowi, można powiedzieć, że on sędziował normalnie. Po meczu było wielkie rozczarowanie. J. pojechał do tego sędziego, odebrał te pieniądze, ale nie wiem czy z tego hotelu. J. nic mi nie przekazał czy ten sędzia się jakoś tłumaczył dlaczego nam nie pomógł. Ten mecz był również ważny dla Polkowic, gdyby przegrali oni by spadli z ligi. Po tym meczu rozstałem się z Wójcikiem, podziękowałem też zarządowi i władzom miasta, ogłosiłem, że odchodzę z klubu.    (...)
Chcę powiedzieć, że w drugim meczu barażowym Świt - Szczakowianka nie grało kilku podstawowych zawodników świtu, w tym trzech przedstawiło zwolnienia lekarskie, a dwóch trener musiał zmienić bo nie angażowali się w grę.  W zamian za jednego zawodnika musiał wpuścić bramkarza bo nie było innego zawodnika z pola do zmiany. Ja chciałem żeby ci zawodnicy grali w tym meczu, natomiast oni ewidentnie nie chcieli w tym meczu grać. Pierwszy mecz barażowy wygraliśmy tylko dlatego, że padła przypadkowa bramka. W drugiej połowie meczu zawodnicy Świtu ewidentnie starali się żeby Szczakowianka doprowadziła do wyrównania, zawodnicy Szczakowianki mieli kilka sytuacji sam na z naszym bramkarzem Peskoviciem, ale on wyśmienicie bronił.  

Przesłuchanie z 20 października 2008
Ja w Świcie zacząłem działać gdy ten klub był w III lub IV lidze. Wcześniej ten klub prowadził pan Nowakowski - piekarz, który klub zostawił. Do mnie zgłosiła się Rada Miejska Nowego Dworu, która zaproponowała mi i spytała czy nie chciałbym temu klubowi pomóc. I tak działałem w tym klubie 7 czy 8 lat czy nawet kilkanaście. Gdy ja przyszedłem do tego klubu to tam nic właściwie nie było. Nie było piłkarzy, boiska, trybun, To był mały, lokalny, miejscowy klub. Ja tworzyłem zarząd tego klubu z innymi miejscowymi przedsiębiorcami. Ja zaprosiłem do współpracy swoich kolegów mających swoje firmy. To był klub miejski i ja nie zamierzałem sam wykładać pieniędzy i dlatego ściągnąłem innych biznesmenów.  To byli lokalni przedsiębiorcy. Początkowo to były niewielkie pieniądze potrzebne na działanie klubu w niższych ligach. (...)
Pamiętam, że Wójcik powiedział, że przejrzał mecze Świtu i powiedział, że wynika z jego analizy, że część meczów Świt ma szanse wygrać, a część meczów nie ma szansy wygrać.  On mi nie mówił jakie mecze Świt ma szanse wygrać, a jakich nie ma szansy, a ja go nie dopytywałem. Ale Wójcik wierzył, że może wygrać każdy mecz, wierzył, nawet, że może wygrać z Legią, tam nawet Świt wyrównał. Po tych słowach Wójcika, że trzeba organizować ja chciałem wiedzieć ile i komu trzeba płacić i jak to ma wyglądać. Wójcik mówił, że to różnie będzie, że będzie 5 tys., 10 tys., może więcej, to zależy od sytuacji. Ja jeszcze chcę powiedzieć, że w klubie był taki pośrednik, to był wiceprezes S. On mówił, że zna kogoś w Warszawie, że coś gdzieś może załatwić. Ja mu dawałem pieniądze na załatwianie spraw, ale nie wiem co załatwiał. S. wiem, że też miał dawać pieniądze tam gdzie Wójcik coś załatwiał. Jak Wójcik mówił, że będą potrzebne pieniądze to ja się domyślałem, że na załatwianie meczów, ale nie dopytywałem dokładnie na co czy na sędziów czy na zawodników. Wójcik nigdy nie mówił gdzie i co załatwiał. Ale uważam, że wszystko wiedział S. bo od niego dowiadywałem się, że wszystko jest załatwiane w danym meczu. To pan S. był osobą od spraw "organizacyjnych", tj. od kontaktu z innymi osobami, które miały pomóc w wygraniu meczu. Ja pieniądze na organizacje meczu dawałem bądź S. bądź Wójcikowi. Ja uważam, ze praktycznie w całej tej rundzie wiosennej gdy było zwycięstwo to ja przekazywałem pieniądze na cele "organizacyjne" Wójcikowi lub S. Pamiętam, że jeśli chodzi o mecz z Polkowicami to pieniądze przekazywałem J., bo to była duża kwota. Na ten mecz zrzucałem się ja, J. i S. Dokładnie ja powiedziałem żeby J. zapłacił, tzn. zastawił swoje pieniądze, ja mu powiedziałem, że mu zwrócę swoją dolę. Ten kontakt z sędzią w tym meczu załatwiał Wójcik. Wiem, że J. miał te pieniądze, które przekazał sędziemu tego meczu, w domu. Ustalenia były takie, że te pieniądze wyłożymy po połowie, a może ja powiedziałem, że wyłożę 70 tys. O tym, że będziemy próbować podchodzić pod sędziego wiedzieliśmy wcześniej, miał to załatwiać Wójcik. O kwocie dowiedzieliśmy się chyba 4 godziny przed meczem. Wiem, że pieniądze od sędziego odbierał J., ja powiedziałem po meczu żeby jechał odebrać pieniądze. Nie wiem gdzie je odebrał,  może w hotelu Malwa gdzie nocowali sędziowie i gdzie J. zawoził pieniądze przed meczem sędziemu. J. to był oddany działacz, ciągnął ten Świt jeszcze po mnie.
O tym, że Wójcik powiedział, że trzeba załatwiać mecze rozmawiałem z J., S. i Sz.  Ja ich nie pytałem czy mam przekazywać te pieniądze na cele "organizacyjne" czy nie bo ja wykładałem pieniądze. Ale rozmawialiśmy na ten temat. Ja rozmawiałem tylko z nimi z zarządu bo pozostali członkowie to nie byli moi ludzie. Ja wiedziałem, że jedynie J. będzie mógł wyłożyć jakieś większe pieniądze. On ze dwa razy zrzucał się na te cele organizacyjne. Sz. nie mógł dawać pieniędzy bo by go żona zastrzeliła. S. mógł wyłożyć 1 lub 2 tys. zł. Ja wykładałem pieniądze, a tym by one trafiały dalej zajmował się S. i w jednym przypadku J. Wójcik też dostawał pieniądze na cele organizacyjne ale on współdziałał ze S. Wyglądało to tak, że Wójcik lub S. mówili , że na dany mecz będzie potrzebna taka, a nie inna kwota, ja je dawałem, a później S. mówił, że wszystko jest załatwione. O tym procederze wiedział też L. ale ja mu tego nie mówiłem. Ja nie pamiętam czy dawałem jakieś pieniądze L.  na sprawy organizacyjne. Mogło tak być. Mogło tak być, że L. wymieniał dla mnie jakieś pieniądze w kantorze, nie pamiętam tego. Ja nie wiem czy L. przekazywał pieniądze za załatwianie meczów. Ja osobiście nigdy nie przekazywałem pieniędzy ani obserwatorom ani sędziom. Nie przypominam sobie żebym był świadkiem przekazywania pieniędzy.
Jeśli chodzi o mecz z Odrą Wodzisław to tu na pewno sprawy organizacyjne załatwiał Wójcik. Tutaj poszło na ten mecz 20, może 15 tys. zł. Ja podawałem wcześniej 20 tys., ale minął rok od poprzedniego przesłuchania, wtedy pamiętałem lepiej. Ja z sędzią tego meczu nie widziałem się ani przed ani po spotkaniu. O tym, że sprawa jest dogadana i trzeba dać kasę wiedziałem jakieś dwa dni przed meczem. W dniu meczu przywoziłem pieniądze na stadion i dawałem je S. lub Wójcikowi. O tym, że temat jest dogadany i trzeba dać pieniądze dowiadywałem się przeważnie od Wójcika, a o tym, że temat jest dograny i przekazano pieniądze od S.  Wiem, że S. dawał jakieś pieniądze zawodnikowi Górnika Łęczna o nazwisku S. S. i Wójcik spotkali się z tym S. w Warszawie i tam S. dał mu pieniądze za odpuszczenie tego mecz. Tego S. znał Wójcik.
Może i byłem świadkiem, że sędzia odbierał pieniądze w klubie, ale tego dokładnie nie pamiętam. Pamiętam natomiast, że pieniądze przekazywał sędziom S. na sali MOSIR-u, gdzie umawiał się z sędziami. 
Jeśli chodzi o mecz z Amiką Wronki to Wójcikowi pieniądze przekazałem dzień przed meczem albo w dniu wyjazdu na mecz. Ja nie mam pewności czy Wójcik jechał ze mną i z moim szwagrem na ten mecz czy też jechał z drużyną. Na pewno wracaliśmy razem z tego meczu moim samochodem, który prowadził mój szwagier. Pamiętam, że w meczu z Amiką nasz bramkarz dostał czerwoną kartkę, chyba za rękę poza polem karnym. Tę kartkę bramkarz dostał w pierwszej połowie. Wójcik powiedział, że na ten mecz będą potrzebne pieniądze na załatwienie sędziego.  (...)
Ja wiem, że tam w Amice był jeszcze taki trener Czyżniewski, przyjaciel Wójcika. Oni po meczu się przywitali i wycałowali. Ja po tym meczu byłem lekko wypity. Wójcik pił już wcześniej, pomylił nawet szatnie. Ja byłem ugoszczony w Amice i już tam trochę wypiłem. Na tym poczęstunki w restauracji na stadionie było kilka osób, ja, mój szwagier, Wójcik, był też Czyżniewski. Tam było sporo osób, działaczy Amiki. Po meczu Wójcik powiedział, że chce żebyśmy pojechali do jego dobrego znajomego.(...)
Ja wtedy właśnie doszedłem do wniosku, że Wójcik współpracuje w związku z meczami Świtu z Fryzjerem. Ale nie rozmawiałem z Wójcikiem na te tematy. Wojcik utrzymywał układy w tajemnicy. On mówił, że trzymanie numerów w telefonie jest niebezpieczne, on miał wszystko w zeszycie. Ja po walce Gołoty pojechałem ze szwagrem do domu, w domu byłem gdzieś ok. 9.00. Mój szwagier nie interesował się piłką, ale znał Wójcika, wiedział, że on jest trenerem Świtu. (...)
Jeśli chodzi o mecz z Łęczną to wiedziałem, że on był załatwiany z zawodnikiem Górnika S. Wiem, że S. się z nim spotykał, a załatwiał wszystko Wójcik. Wójcik powiedział, że załatwia ten temat właśnie z zawodnikami. Wiem, że S. spotkał się ze S. w Warszawie. Wiem, że w tym układzie było trzech zawodników Łęcznej. Rozmowy były ze S., a on miał rozmawiać z dwoma innymi piłkarzami. Jednym z nich był W. O tym wszystkim wiem od S., on mi to mówił. S. mówił, że spotykał się gdzieś w ciemnej uliczce w Warszawie i po te pieniądze przyjechała żona piłkarza. (...) Ja na ten mecz wyłożyłem 20 tys. Czy ktoś jeszcze dołożył jakieś pieniądze tego nie wiem. Nic mi nie wiadomo na ten temat by ten mecz był załatwiany z sędziami.
Wójcik za prowadzenie zespołu chciał 60 tys., takie były ustalenia. Za awans nie było ustalone ile dostanie.
(...)
Ja nie miałem żadnych informacji, że na nasze mecze przyjeżdżają wybrani sędziowie, wiem, że raz tylko na dwie godziny przed meczem został zmieniony sędzia, ale nie pamiętam w którym meczu. Wójcik nie informował mnie kto będzie sędzią lub obserwatorem naszego meczu, zresztą czegoś dowiedzieć się od Wójcika to nie było możliwe. 
Jeśli chodzi o mecz z Polonią Warszawa to wiem, że temat był załatwiany z bramkarzem Polonii Arturem S. 20 tys. przekazałem Wójcikowi chyba 2 dni przed meczem. S. powiedział mi, że tam jest wszystko dogadane.  To S. powiedział mi, że wszystko jest dograne z S.
Jeśli chodzi o mecz z Legią to nie było żadnej rozmowy. Wójcik się do mnie nie zgłaszał w sprawach organizacyjnych. Wójcik wiedział, że na Legii nie mamy żadnych szans. On poza tym był zakochany w Legii.
Jeśli chodzi o mecz z Lechem Poznań to ten mecz był załatwiony z drużyną Lecha. O tym już wyjaśniałem. S. prowadził negocjacje z E. Jeździł chyba cztery czy trzy dni przed meczem na rozmowy do Poznania lub pod Poznań. Rozmawiał też ze S. i był na tych rozmowach obecny jakiś zawodnik Lecha. Lech nie chciał oddać tego meczu za darmo. Tam z tego co pamiętam poszły jakieś pieniądze, ja też musiałbym wyłożyć jakieś pieniądze na ten mecz ale dokładnie nie pamiętam tego. S. jechał na to spotkanie sam, on znał działaczy Lecha lepiej nawet niż ja. To wszystko wiem od S.
Ja nie wiem nic o meczu Górnik Polkowice - Lech Poznań. Nie pamiętam żebym na ten mecz przekazywał jakieś pieniądze. Nie wiem nic o układzie z Lechem Poznań żeby wygrali ten mecz z Górnikiem.
Kolejny mecz to spotkanie Groclin ze Świtem. Tutaj próbował dotrzeć do sędziów Wójcik ale nie miał możliwości. Mówił, że nie może nic załatwić. Pamiętam też, że dyrektor klubu L. powiedział mi, że ma znajomego lekarza, który gra w tenisa z Drzymałą. Powiedział mi, że on poprosi tego lekarza o rozmowę z Drzymałą o odpuszczeniu tego meczu. Wiem od L., że ten lekarz miał rozmawiać z Drzymałą, ale, że Drzymała nie zgodził się odpuścić tego meczu. Ten lekarz miał zapytać Drzymały czy nie chciałby zarobić paru groszy.
Mecz z Górnikiem Polkowice załatwiał Wójcik. To on powiedział, że potrzebne jest 100 tys. dla sędziego. Tę informację dostałem od Wójcika gdy byłem w restauracji w Warszawie i jadłem spaghetti. Hasło było proste - hotel Malwa i 100 tys. dla sędziego. Wójcik powiedział, że te pieniądze muszą trafić do sędziego przed meczem. Ja pamiętam, że tam były dzień wcześniej jakieś tarcia z sędzią, on nie chciał się zgodzić czy coś takiego. Ja zaraz po tej rozmowie zadzwoniłem do J. żeby jechał z pieniędzmi do tego hotelu. Wcześniej ustaliłem z J., że ma mieć przygotowane pieniądze na ten cel. Ja nie pamiętam czy to w związku z tym meczem nastąpiła wymiana sędziego przed meczem. Ja po meczu, chyba od J. dowiedziałem się, że Górnik wyłożył na ten mecz 150 tys.
Ten znajomy S. z Warszawy to był G. On pracował w jakiejś firmie w Piasecznie, która robiła telewizory.  S. mówił, że ten gość miał duży wpływ na sędziów i, że może spowodować żeby sędziowie nam nie przeszkadzali. S. brał ode mnie pieniądze - to było po 5 tys. dla tego G. Dawałem S. te pieniądze w rundzie jesiennej, dałem też ze dwa razy w rundzie wiosennej. Gdy mecz był przegrany to S. oddawał te pieniądze, które miały trafiać do G. (...)
Pieniądze, które przekazywałem S. i Wójcikowi to były moje pieniądze, moje oszczędności. (...)
Jeśli chodzi o te negocjacje S. z E. to tam początkowo tematu pieniędzy miało nie być, tylko oddanie meczu za mecz z wcześniejszego sezonu. Dopiero po rozmowach ze S. i tym piłkarzem, którym mógł być R., ale nie jestem pewien czy to ten piłkarz, pojawił się temat pieniędzy.  Decyzję o zapłaceniu pieniędzy musiałbym podjąć ja bo ja wykładałem pieniądze. Ale nie pamiętam dokładnie jak to się skończyło i czy tam poszły pieniądze. Ja pieniądze na ten cel dawałem czasem w złotówkach, a czasem w dolarach. Wynikało to z tego, że ja trzymałem swoje oszczędności w dolarach. Ja pieniądze na ten cel miałem w sejfie, pod ręką. Mówiąc o tych kwotach w złotówkach mówiłem bo taki był przelicznik. Czasami przekazywałem kwoty w wysokości 10 tys. dolarów, czasem 5 tys. największa kwota jaka była z tego co pamiętam to 10 tys. dolarów.
Kolejne przesłuchanie:
Była sytuacja w II lidze, że płaciliśmy sędziom, ale to było tak, że przyszedł (16 maja 2003 - dopisek dpanek) trener Libor Pala (obecnie trener Wisły Płock - dopisek dpanek) i powiedział, że trzeba by coś dać sędziemu żeby uczciwie sędziował. I zawodnicy zrzucili się na kwotę 5 tys. zł dla takiego sędziego. (...)
Zawodnicy Świtu nie dostawali premii, bo z regulaminu klubu wynikało, że jak są w strefie spadkowej to nie otrzymują premii. Mieli otrzymać premię w przypadku utrzymania się w lidze. Obiecałem im chyba milion złotych. Nie było nic ustalone, że zawodnicy będą mieli potrącane z tych obiecanych pieniędzy za utrzymanie te kwoty, które poszły na łapówki. (...) Nigdy nie zdarzyło się tak byśmy wręczyli pieniądze sędziemu gdy nasza drużyna przegrała mecz.

Janusz S. - b. członek zarządu Świtu (całość wyjaśnień tutaj)
Początek rundy wiosennej (2004 - dopisek dpanek) był słaby, został zwolniony trener Stachurski, chyba po meczu z Górnikiem Zabrze.  W klubie pojawił się trener Wójcik. ja byłem tym zdziwiony, ja byłem zaskoczony. Ja mimo, że byłem w zarządzie nie decydowałem o tym, nikt mnie nie informował, że są takie plany. Pewnego dnia przyjechał Wójcik i Sz. powiedział, że to będzie nowy trener klubu. Pamiętam, że już na pierwsze spotkanie w klubie Wójcik przyjechał pijany, przywiózł go kierowca. Wójcik zrobił odprawę z zawodnikami, najpierw na płycie boiska, a później w klubie Olimp w Moserze. Byłem w tym klubie, Wójcik właściwie krzyczał na tych zawodników, mówił, że trzeba zapieprzać, był wulgarny. (..) Ja zaraz po przyjściu Wójcika nie wiedziałem, że Świt będzie kupował mecze i będzie przekupował sędziów i zawodników innych drużyn. Liczyłem na fachowość Wójcika. Jednak już przed pierwszym meczem Wójcika z Odrą Wodzisław miała miejsce taka sytuacja, po której ja zacząłem wiedzieć o co chodzi. Było dokładnie tak, że dwie godziny przed meczem Wojciech Sz. podszedł do mnie przed budynkiem klubowym, na terenie klubu i powiedział żebym wziął samochód i zawiózł pieniądze w paczce sędziemu Ż. Dokładnie było tak, że po tym jak mi to powiedział ja wszedłem z nim do budynku klubu bo nie miałem przy sobie kluczyków do samochodu. Weszliśmy do gabinetu i tam Sz. wręczył mi paczkę z pieniędzmi. To był taki papier zawinięty taśmą klejącą. Wyczułem, że tam są pieniądze. Ta paczka była dość gruba, ale weszła mi do wewnętrznej kieszeni marynarki. Ja mam do czynienia z większymi ilościami banknotów, gdyż prowadzę biznes i odbieram takie paczki na przykład w banku. Oczywiście nie tak zawinięte, ale tej wielkości. Na podstawie tego sądzę, że jeżeli w tej paczce było nominały 100 zł, to mogła to być kwota około 30 tys. To jest jedynie moja ocena gdyż Sz, mi nie powiedział ile tam jest pieniędzy. Sz. powiedział mi, że te pieniądze mam zawieźć na plac przed hotelem posła Witaszka w Czosnowie. On powiedział, że ja wiem gdzie to jest. Sz. powiedział, że tam będzie na mnie czekał sędzia Ż. i odbierze pieniądze. Ja znałem tego sędziego z widzenia, z wcześniejszych meczów, które on sędziował, ale również z telewizji, gdy oglądałem sędziowane przez niego mecze. Dla mnie było jasne, że te pieniądze mają trafić do Ż. za pomoc w dobrym wyniku dla Świtu. Ja się na to zgodziłem, bo prosił mnie prezes, a po drugie sam chciałem pomóc klubowi. Po za tym już wcześniej sędziowie nas kręcili i wiedziałem, że bez płacenia im nie można uzyskać dobrego wyniku.  Wcześniej tylko raz wręczałem pieniądze sędziemu.  Było to jeszcze w tym sezonie przed aferą barażową, podejrzewam, że to mogło być około 2000. (...) Wracając do tego meczu. Sz. powiedział żebym już jechał, a tam Ż. będzie na mnie czekał. Podjechałem swoim samochodem na plac przed tym hotelem i faktycznie stał tam jeden samochód. Podjechałem do tego samochodu, zaparkowałem równolegle do niego w odległości około 15 m.  Z tego co pamiętam ja nie miałem powiedziane jakim samochodem będzie Ż., ale miałem wrażenie, że on mógł wiedzieć jakim samochodem ja podjadę, gdyż jak podjechałem to on wysiadł ze swojego samochodu i podszedł do mnie, ja też gdy go zobaczyłem i poznałem to wyszedłem z samochodu. Podszedłem do niego i powiedziałem, że mam dla niego przesyłkę.  On już wiedział o co chodzi, bo ją tylko wziął i wrócił do samochodu. Wiedziałem, że w jego samochodzie siedzą jeszcze jakieś osoby, nie wiem kto to był i ile było tych osób, bo był już zmrok.  Kojarzę, ale mogę się mylić, że to był ciemny samochód.  Wróciłem do klubu, postawiłem samochód i jakoś od razu napatoczył się Janusz Wójcik. On mnie zapytał czy przekazałem przesyłkę sędziemu.  Ja odpowiedziałem, że tak. Dla mnie w tym momencie stało się logiczne, że Wójcik w tej sprawie współdziałał z Sz. Nigdy nikomu nie opowiadałem o tym, nie chwaliłem się,  to nie jest mój styl bycia, nie lubię chwalić się czymś co może narazić mnie na konsekwencje. Mecz wygraliśmy i wszyscy byli zadowoleni w klubie. Przebiegu tego meczu dokładnie nie pamiętam, podejrzewam, że wygraliśmy bo przecież dałem pieniądze. Nie jestem jednak specjalistą od sędziowania i nie jestem w stanie powiedzieć czy sędzia coś specjalnie skręcił na naszą korzyść czy też na przykład się pomylił. Jeśli chodzi o mecz Amica - Świt to ja na ten mecz jechałem sam swoim samochodem. Gdy już byłem w trasie otrzymałem telefon od Sz. On powiedział, że mam się zgłosić do Janusza Wójcika do Poznania. Nasza drużyna przed tym meczem z Amicą nocowała w hotelu w Poznaniu przy Malcie. Sz. nie powiedział mi po co, powiedział jedynie, że Wójcik powie mi co mam dalej robić. Powiedział także, że on czyli Sz. da mi paczkę, a Wójcik mi powie co z nią zrobić. Ja nie znałem dobrze Poznania więc pytałem taksówkarzy jak tam trafić na Maltę. Gdy przyjechałem pod hotel, wszedłem do restauracji, spotkałem tam Wójcika. On mnie zobaczył i powiedział, że dobrze, że jestem. Wtedy powiedział mi, że mam zawieźć przesyłkę do Szamotuł.  Dał mi kartkę na której była nazwa tej miejscowości i marka i kolor samochodu, a może też, tego nie jestem pewien, numer rejestracyjny samochodu, którym ma przyjechać osobą z którą mam się spotkać i przekazać jej paczkę. Właściwie za  chwilę przed tym hotelem spotkałem Sz., który zapytał mnie czy ja rozmawiałem z Wójcikiem. Ja powiedziałem, że tak i wtedy on dał mi tę paczkę. Były to pieniądze zawinięte w papier i taśmę klejącą. Czułem dotykowo, że tam zawinięte są pieniądze. To wszystko działo się w czasie gdy zawodnicy zbierali się już do wyjazdu na mecz. Zawodnicy na stadionie powinni być około 1,5 godziny przed meczem, było więc gdzieś około 2,5 - 3 godzin przed meczem. Wtedy wyjechałem do tych Szamotuł, miałem spotkać się z tym człowiekiem na stacji paliw w Szamotułach, na pierwszej przy wjeździe do Szamotuł. Tak mi powiedział Wójcik. Ja wjechałem na pierwszą napotkaną stację przy wjeździe do Szamotuł po lewej stronie. Tam nikt na mnie nie czekał. od razu spytałem człowieka z obsługi czy tam jest jakaś inna stacja. On mi powiedział, że 200 m dalej jest stacja po prawej stronie. Pojechałem na tę stację. Gdy dojeżdżałem zobaczyłem, że stoi tam samochód opisany przez Wójcika. Podjechałem do tego samochodu i podszedłem do mężczyzny, który w nim siedział. On siedział sam. Zapytałem czy on czeka na przesyłkę, odpowiedział tak, więc mu ją dałem. Pamiętam, że on tak ostro do mnie powiedział ile może czekać. Samochód zgadzał się z opisem, był czerwony lub ceglastego koloru. Tył samochodu był podłużny, skośny. Nie wiem czy nie było to auto trzydrzwiowe, ale nie jestem pewien. Ten mężczyzna był młodym człowiekiem, w wieku gdzieś do 30 lat. Ale ja go widziałem tylko przez chwilę. Ta paczka była porównywalnej grubości do tej co dostał ją Ż. Nigdy nie powiedziano mi ile wiozę pieniędzy. Ten mężczyzna na pewno nie był sędzią piłkarskim bo sędziów widziałem później na stadionie. Ten mężczyzna był ubrany na sportowo. Kojarzę, że ten samochód był na poznańskich tablicach rejestracyjnych. Odjechałem z tej stacji i pojechałem do Wronek. Z tego co kojarzę drużyna Świtu przyjechała na stadion 15-30 minut po mnie. Wójcik i Sz. na stadion weszli razem. Odniosłem wrażenie, że Wójcik był pijany. Wtedy kiedy kazał mi zawieźć tę paczkę jeszcze nie był. Pamiętam, że ten mecz zremisowaliśmy przed końcem. Po meczu byłem chwilę w restauracji klubowej. P:o drodze spotkałem Sz. z trenerem Amiki Majewskim. Majewski narzekał na brak zaangażowania w grę swoich piłkarzy. Z tego co się mówiło wtedy w środowisku to tam był konflikt między piłkarzami Amiki a trenerem Majewskim. Następnie wróciłem do domu. Sz. został jeszcze na obiekcie jak ja wyjeżdżałem.
Jeśli chodzi o mecz Świt NDM - Górnik Łęczna to sytuacja była taka, że również zawoziłem paczki. Tym razem to były dwie paczki. W tygodniu przed meczem, myślę, że mogło to być w czwartek zadzwonił do mnie Wojciech Sz. i zapytał czy pojadę do Warszawy. Odpowiedziałem, że pojadę. Sz. powiedział mi, że spotkamy się w Łomiankach. Faktycznie spotkaliśmy się i tam on przekazał mi dwie paczki z banknotami.  Były to pieniądze zawinięte w papier i oklejone taśmą klejącą. Pamiętam, że te paczki były większe niż poprzednio, nie weszły mi do kieszeni marynarki. Włożyłem je do skrytki w samochodzie. Sz. powiedział, że mam przekazać te paczki, ale wcześniej skontaktować się z Wójcikiem, który ma mi powiedzieć komu i gdzie mam te paczki zawieźć. Gdy wjechałem do Warszawy i byłem na Wisłostradzie, zjechałem do zatoczki, zatrzymałem się i zadzwoniłem do Wójcika. Janusz Wójcik powiedział mi, że mam podjechać z tymi paczkami pod hotel mieszczący się przed lotniskiem Okęcie. Do lotniska z tego hotelu było około 3-4 kilometry. On podał mi nazwę tego hotelu, ale teraz tej nazwy nie pamiętam. Wójcik powiedział, że tam będzie na mnie czekała kobieta i tej kobiecie mam te paczki oddać. On powiedział, że ta kobieta się do mnie zgłosi. Gdy podjechałem pod ten hotel nie było żadnej kobiety i samochodu. Zadzwoniłem wtedy do Wójcika i powiedziałem mu, że tutaj żadnej kobiety nie ma. On mi kazał spokojnie czekać, wyjaśnił jakim samochodem ta kobieta podjedzie, chyba nawet podał mi numery rejestracyjne, ale tego nie jestem pewien.  Dokładnie tego samochodu nie pamiętam, nie przyglądałem się, nie interesowało to mnie. Wydaje mi się, że to był taki nieduży, kobiecy samochód. Wtedy już było ciemno. Myślę, ale nie jestem pewien, że to mogła być godzina 19-20. Później się dowiedziałem, że to była żona zawodnika Górnika Łęczna o nazwisku Skwara. O tym dowiedziałem się później, ale nie pamiętam od kogo. Musiała być o tym mowa w klubie, być może dowiedziałem się o tym w związku z sytuacją, która miała miejsce później. Około tygodnia po tym przekazaniu pieniędzy, Wojtek Sz. powiedział mi w klubie, że nie przekazałem wszystkich pieniędzy. Powiedział, że kasa się nie zgadzała. Ja to odebrałem w ten sposób, że on mnie podejrzewa, że część pieniędzy zabrałem dla siebie. Ja jemu odpowiedziałem, że nie otwierałem tych paczek. Później po jakimś czasie sytuacja się wyjaśniła. Sz. powiedział mi, że jednak ta kasa się zgadzała. Okazało się, że Ci co dostali tę kasę źle ją policzyli. Ta kobieta której przekazałem te pieniądze była młoda, chyba blondynka. Tak mi się wydaje, ale wtedy było ciemno. Ona podjechała koło mojego samochodu, ja podszedłem do jej samochodu, bo skojarzyłem, że to ona. Wsiadłem do jej samochodu na tylne siedzenie i przekazałem jej pieniądze w dwóch paczkach. Po przekazaniu  tych paczek zapytałem czy ona je liczy, powiedziała "dobra, dobra" i wysiadłem z samochodu. Ona ich przy mnie nie liczyła. Z tego co pamiętam to na samym meczu z Łęczną nie byłem bo wtedy miałem chorą nogę. Według mojej oceny, na moje oko, przy założeniu, że były tam banknoty 100 zł w dwóch paczkach mogło być 80, może 100 tys. Oczywiście pewności nie mam, bo nie wiem jakie były nominały i mówię to na oko po grubości paczek.
Jeśli chodzi o mecz z Wisłą w Płocku to pamiętam, że D. przy bufecie rzucił do mnie i innych osób z Nowego Dworu: "wy i tak już spadliście".
(...) Chciałem powiedzieć, że jeśli chodzi o przekazanie tej paczki z pieniędzmi przed Amiką w Szamotułach to paczki z pieniędzmi dostałem od Sz. jeszcze w Nowym Dworze przed wyjazdem na mecz. Było to w dniu meczu.  Pieniądze te mogłem także dostać w Leoncinie w firmie Sz., tego dokładnie nie pamiętam, ale na pewno dostałem je jeszcze przed wyjazdem na mecz.  Już z tymi paczkami pojechałem do Poznania do Wójcika, który zgodnie z poleceniami Sz. miał mnie poinstruować co mam robić dalej. Przeanalizowałem to sobie i jestem pewien, że w tych Szamotułach przekazałem człowiekowi dwie paczki, nie jedną. Przemyślałem to sobie i jestem pewien, że Ż. przekazałem jedną paczkę, a w pozostałych przypadkach dwie. (...) Następny mecz to był mecz z Polonią Warszawa. W tym meczu nie podejmowałem żadnych działań. Ani Sz. ani Wójcik nie prosili mnie o to. Ja wczoraj powiedziałem, że opowiem o sytuacji z obserwatorem tego meczu, ale chodziło mi o innego obserwatora i inny mecz. Wyjaśnię to później. Ja nie miałem żadnych zadań w związku z meczem Świt - Polonia, także dlatego, że to było krótko po tym jak były te pretensje z niezgadzającą się kwotą dla Górnika Łęczna i do mnie były jakieś pretensje. ja w ogóle tego meczu z Polonią Warszawa nie pamiętam. Mogło mnie na nim nie być w związku z tą zwichniętą nogą. W chwili obecnej nie potrafię dokładnie odtworzyć na którym meczu w Świcie mnie nie było w związku ze zwichniętą nogą. Wczoraj powiedziałem, że to był mecz z Górnikiem Łęczna, ale teraz po zastanowieniu się uważam, że to był mecz z Polonią Warszawa.
Jeśli chodzi o kolejny mecz z Legią Warszawa to znowu nie było żadnych zdań dla mnie. Sz. nic nie zlecał.
(...)
Kolejny mecz to spotkanie z Groclinem Dyskobolia, tutaj nie miałem żadnych zadań, nie wiem nic o podejściach związanych z tym meczem i czy gdzieś trafiły jakieś pieniądze.
I nadszedł ostatni mecz z Górnikiem Polkowice, w którym nam potrzebne było zwycięstwo. Była jeszcze jakaś nadzieja, ale Sz. przed tym meczem powiedział, że jeśli my nie wygramy to on się wycofuje i wszyscy z klubu odejdą. Ja nic nie wiem żeby w tym meczu były jakieś podejścia i pod kogo. Nie dostałem żadnej takiej informacji.  Sz. nic mi nie kazał i nic nie zlecał. Nie wiem nic nawet z plotek. Sam mecz był meczem wyrównanym, mecz walki, nikt nie odpuszczał.  Po meczu był smutek i wszystko się rozpierzchło. Na kateringu było z 15 osób i wszystko trwało kilkanaście minut. Sz. był zły, szybko wsiadł w samochód i odjechał. (...)
Ja pamiętam, że na samym początku rundy wiosennej pierwszej ligi, chyba po pierwszym meczu z Widzewem ja pojechałem do PZPN bo chciałem złożyć skargę na jakość sędziowania. Klub dostał po tym meczu czy następnym karę i byłem opisany w protokole. Ja i Jadczak nawrzucaliśmy wówczas sędziom, że są nieuczciwi i są złodziejami. To zostało opisane w protokołach sędziowskich. Ja pojechałem do PZPN walczyć o anulowanie kary. Spotkałem się z panem Stefańskim bo on był dyrektorem departamentu d/s rozgrywek. Stefański powiedział żeby złożyć ten apel o uczciwe sędziowanie do kolegium sędziów. Wtedy przypomniałem sobie o panu G. G. był u nas w klubie jak był obserwatorem - około 2000. Ja wtedy poznałem G. przez dyrektora naszego klubu Zbigniewa Szczypińskiego. Wtedy ja się tylko zapoznałem z G. i to była rozmowa kurtuazyjna. Później okazało się, że ten G. jest w kolegium sędziów. Ja udałem się do tego G. w PZPN i poskarżyłem się na sędziowanie. G. powiedział, że jak będzie rozmawiał z sędziami to zwróci im uwagę by sędziowali uczciwie. Ja też wtedy dostałem numer telefonu komórkowego do G. Jakiś czas potem, chyba po następnym meczu, ja powiedziałem Sz., że ja pojadę do G., że chcę z nim porozmawiać o sędziach naszych meczów i sposobie sędziowanie i może on coś pomoże. Ja postanowiłem, że dam G. jakieś pieniądze, że to coś może pomoże z tymi sędziami. Sz. nie mówiłem, że zamierzam mu dać pieniądze. Ja tego G. dobrze nie znam, założyłem, że zaproponuję mu pieniądze, jak się nie zgodzi to mnie najwyżej pogoni i sobie pójdę.  Ja zadzwoniłem do G., umówiłem się z nim na spotkanie, powiedziałem, że się chcę spotkać gdzieś na ulicy. Umówiliśmy się przy ul. Grójeckiej na Ochocie. Było to po południu, rozmawialiśmy u mnie w samochodzie, G. przyszedł chyba na piechotę. Ja się zacząłem użalać, że sędziowie nas krzywdzą, czy może coś zrobić żeby się uspokoiło. On powiedział, że postara się, że porozmawia z sędziami naszych meczów żeby nie oszukiwali. Ja wtedy dałem mu 2 tys. zł.  To były moje własne pieniądze, które wziąłem ze sobą. On się trochę wzbraniał, ja mu wsadziłem pieniądze do bocznej kieszeni marynarki. On wysiadł, a ja odjechałem. To spotkanie nie trwało długo. Ja o tym opowiedziałem Sz., powiedziałem, że dałem G. pieniądze. On zapytał ile - ja odpowiedziałem, że dwa tysiące.  Sz. powiedział, że mi odda, ja powiedziałem, że nie potrzebuję. Wtedy Sz. powiedział, że mi dołoży i, że trzeba jeszcze dołożyć G. bo 2 tys. to była śmieszna kwota. Sz. dał mi 3 tys. dla G. z tego co pamiętam po meczu z Wisłą Kraków. Ja znów umówiłem się z G. w tym samym miejscu na Ochocie, ponownie rozmawialiśmy w moim samochodzie. Prosiłem o wpłynięcie go na sędziów żeby nas nie krzywdzili , żeby chociaż wyznaczał na nasze spotkania sędziów, którzy są według niego uczciwi. On powiedział, że się postara, że zrobi co się da, ale to było jakoś mało konkretne.  Wtedy przekazałem mu te 3 tys. od Sz. To były pieniądze w kopercie. Jakieś 4-5 dni później postanowiliśmy, że przekażemy G. jeszcze 5 tys., że może to się przyda, że może on coś zrobi. Ponownie spotkaliśmy się po raz trzeci w tym samym miejscu. Spytałem się G. czy jest jakaś szansa czy wizja poprawy tej sytuacji. G. był  taki niechętny, powiedział, że on już niewiele może, że nie ma już wpływów. Ja łudząc się, ze to coś da przekazałem mu jeszcze te 5 tys., które dostałem od Sz. Wtedy G. powiedział, że zrobi co się da, ale żebym już nie przyjeżdżał. Po około 2 tygodniach od tej sytuacji Sz. powiedział mi, żebyśmy sobie dali spokój z tym G., że on nic nie może.  I tak się skończył temat z G. ja jeszcze ze dwa razy próbowałem do G. zadzwonić, ale on już nie chciał rozmawiać.     
Świt za czasów Sz. to był jego klub. On łożył na ten klub  i o wszystkim decydował. Była sytuacja, że zarząd miał pretensje, że nie uczestniczy w decyzjach, i, że Sz. nic z nimi nie ustala, to Wojtek mówił, że to on płacił i on rządził. Również w tych zdarzeniach z przekazywaniem pieniędzy było dla mnie jasne, że to Sz. podejmował decyzję, przecież to on przekazywał mi właściwie krótkie polecenia, gdzie i po co mam jechać i gdzie przekazać paczki z pieniędzmi, które mi wręczał.  Było dla mnie jasne, że współdziałał w tym zakresie z Wójcikiem, bo zwykle w tych sytuacjach to Wójcik mnie instruował gdzie mam jechać, gdzie przekazać pieniądze i z kim się skontaktować.  Sz. nie wtajemniczał mnie w żadne szczegóły, w  tych tematach panowała konspiracja, nie było się czym chwalić, chodziło o to by informacje o tych działaniach się nie rozeszły.
(...)
Tak jak mówiłem wcześniej przed tym wręczeniem pieniędzy sędziemu Ż.  raz przekazywałem pieniądze sędziemu Szydłowskiemu. Był to sędzia z Krakowa, to było gdzieś około 2000. To było w II lidze, pamiętam, że to był jakiś ważniejszy dla nas mecz, postanowiliśmy sobie pomóc i zapłacić sędziemu. Postanowiliśmy też tak zrobić bo sędzia Szydłowski był znany z nieuczciwości i kręcenia meczów. Baliśmy się tego sędziego i dlatego postanowiliśmy mu zapłacić.  W tej sprawie rozmawiałem z Wojtkiem Sz. - zapytałem się czy nie przekazalibyśmy temu sędziemu z 2 tys.  Wojtek się zgodził. Tę rozmowę i decyzję przeprowadziłem z Wojtkiem podczas pierwszej połowy meczu gdy zobaczyłem, że ten sędzia kręci nas na boisku. Podszedłem do tego sędziego w przerwie gdy on szedł do łazienki. Wtedy powiedziałem do niego, że za uczciwe sędziowanie dostanie od nas 20 baniek. W moim odczuciu chodziło mi o 2 tys., taki był mój zamysł. On jednak to moje stwierdzenie 20 baniek odebrał jako propozycję 20 tys. i dlatego później z tego się zrobiła afera. W drugiej połowie już sędziował dobrze, nie pomagał nam, ale też nie sędziował na drugą stronę. Trudno mi ocenić czy sędzia sędziuje uczciwie czy też nie, ale przynajmniej wiedziałem, że nas nie kręcił, a czy nam pomagał trudno ocenić.  Ja za pomoc uważam na przykład podyktowanie rzutu karnego, a on tego nie zrobił.  Nie pamiętam wyniku, ale skoro dałem mu pieniądze to chyba żeśmy wygrali. Gdybyśmy przegrali to bym mu pieniędzy nie dał. Po meczu gdy sędziowie szli do szatni podszedłem do niego i dałem mu w budynku klubu 2 tys.  On wziął do ręki te pieniądze i od razu powiedział - co ja mu daję, przecież była mowa o 20 tys., on tych pieniędzy nie liczył, ale przecież od razu dotykowo wyczuł, że to nie 20 tys. Ja powiedziałem, że rozmawiając z nim myślałem o 2 tys. Na tym rozmowa się skończyła bo ja się odwróciłem i odszedłem. Któryś kolejny z meczów graliśmy w Krakowie z Hutnikiem. Tam na stadionie pojawił się sędzia Szydłowski. On nie sędziował, był tam widzem, być może przyszedł tam specjalnie.  On podszedł do mnie i upomniał się o resztę pieniędzy. Ja powtórzyłem to co poprzednio, że dałem mu tyle ile mu w mojej ocenie proponowałem. Znowu się odwróciłem i odszedłem. Na tym się sprawa skończyła.
Chciałem jeszcze opowiedzieć o sytuacji, którą wczoraj zacząłem wyjaśniać, a która dotyczy zdarzeń z obserwatorem meczu Świt - Górnik Łęczna. Wczoraj powiedziałem, że chodziło o Polonię Warszawa, ale chodziło o mecz z Górnikiem Łęczna, na spotkaniu z Polonią mnie w ogóle, z tego co pamiętam, nie było.  Sytuacja wyglądała tak, że ja byłem na obiekcie już ze dwie godziny przed meczem, a nawet wcześniej. Wiem, że na obiekcie byli już sędziowie i obserwator, którego ja kontaktowałem z dowódcą ochrony. Zadzwonił do mnie mniej więcej w tym czasie Wójcik i zapytał czy ja wiem kto "pisze". Tak w slangu mówi się o obserwatorze. Ja podałem mu nazwisko tego obserwatora, którego teraz dokładnie nie pamiętam. Wójcik powiedział, że to dobrze i na tym rozmowa się skończyła. Zanim dojechał na stadion Wójcik rozmawiał ze mną Sz. To była rozmowa na placu przed budynkiem klubowym. On powiedział, że trzeba będzie dać obserwatorowi z 5 tys. żeby dopilnował sędziów żeby nas nie skrzywdzili. Spytał mnie czy ja to załatwię. Ja powiedziałem, że mogę to załatwić. Sz. dał mi wtedy kopertę z pieniędzmi.  W tym czasie na stadionie pojawił się Wójcik i poprosił mnie żebym poprosił do niego obserwatora. Ja poszedłem do tego obserwatora, powiedziałem, że chce z nim porozmawiać Wójcik i zaprowadziłem go do pokoju Wójcika. Widziałem, że oni się przywitali, widać było, że się znają. Po około 10 minutach szedłem korytarzem klubowym i jak mnie zobaczył Wójcik to zawołał mnie do swojego pokoju. Tam spytał mnie czy dałem już kasę obserwatorowi.  Z tego wynikało, że wie o układzie i że mam pieniądze dla obserwatora do Sz.  Ja powiedziałem, że jeszcze nie dałem i wtedy Wójcik powiedział, żeby mu dać kopertę i on załatwi z organizatorem sam. Ja dałem Wójcikowi tę kopertę z pieniędzmi. Na tym kończy się moja wiedza na temat tej sytuacji. Ten obserwator był mężczyzną dość dużej postury, trochę przy tuszy w wieku 50-60 lat (na zdjęciu podejrzany rozpoznał obserwatora Jana Ć. - dopisek dpanek).

Ireneusz J. - były członek zarządu Świtu (całość wyjaśnień tutaj):
Działaczem Świtu NDM byłem od około 2002, może 2003. Zostałem poproszony przez Wojtka Sz. abym pomógł mu we współfinansowaniu klubu. W związku z tym, że on mi zrobił pewną dobrą przysługę postanowiłem się zrewanżować. Generalnie współfinansowałem ten klub, ale w bardzo małym stopniu w porównaniu z Wojtkiem Sz. Wspierałem go w działaniach zarządu, mówiliśmy jednym głosem. Pamiętam, że po aferze barażowej byliśmy z Sz. w Austrii i tam dostaliśmy informacje, że Świt będzie grał w I lidze. Na początku była euforia, a potem uświadomienie, że nie mamy składu, czasu, mamy kłopoty z uzyskaniem licencji. Pojawiły się wątpliwości czy nie przerasta to nas organizacyjnie. Dokonaliśmy pewnych wzmocnień, ale to był koniec okresu transferowego i mieliśmy zawodników z łapanki. Jesień była tragiczna.  Drużyna nie grała, zmienialiśmy trenerów, ale to nic nie dawało. Drużyna cały czas przegrywała. Na wiosnę nic się nie zmieniło. W pewnym momencie w klubie pojawił się trener Wójcik, przywiózł go Sz. W klubie decyzje generalnie podejmował Wojciech Sz.
Odniosłem nawet wrażenie, że Wójcik otworzył nam drzwi na salony piłkarskie, miał nazwisko. Gdy przyszedł Wójcik to zrobił odprawę dla zawodników. On zaczął od opieprzania zawodników. Myślałem, że może poukłada ten zespół.
Pozbyłem się złudzeń gdzieś po pierwszym meczu Wójcika, kiedy po pierwszych rozmowach z  Wojciechem Sz. wywnioskowałem, że to nie jest za darmo, że na to idą pieniądze. Powiem tak - patrzyłem na to szerokim kątem, a jestem człowiekiem domyślnym. Sz. wprost mi nie powiedział wtedy, że płacił za zwycięstwo, ale tak to wynikało z rozmowy prowadzonej nie wprost. Wprost dowiedziałem się, że te wyniki kosztują Sz. po mecz z Amiką. Ja myślałem, że my byliśmy w stanie sami wywalczyć sobie ten remis z Amiką, ale następnego dnia Wojtek powiedział mi, że to nie było za darmo, że ten wynik kosztował. Powiedział mi wtedy, że byli po meczu u Fryzjera. Fryzjer był znaną postacią, ja widziałem czym się zajmuje. 
Pokojarzyłem fakty, słowa Sz. i spotkanie z Fryzjerem, zostałem obdarty ze złudzeń co do tego zwycięstwa. Ja powiedziałem w tym zdziwieniu, że oglądałem mecz, że było widać walkę, a Wojtek mi odpowiedział, że to było załatwione, wyreżyserowane i zapytał czy ja jestem naiwny. Pamiętam, że Wojtek już po walce o utrzymanie w I lidze powiedział mi, że te łapówki kosztowały go 700 (?) tys. zł. W tym czasie gdy nastał Wójcik Wojtek przejął w zasadzie całą kontrolę nad tym co się działo w klubie. Nie było już posiedzeń zarządu, nie pytał nas o zdanie, zaczął trzymać z Januszem Wójcikiem i razem o wszystkim decydowali. Inne osoby z zarządu klubu robiły swoje, a wszystkim rządził Sz. Pamiętam mecz Świtu z Lechem Poznań. Ten mecz graliśmy u siebie. Z tym spotkaniem wiąże się taka historia, że odpuściliśmy w jakimś sezonie w II lidze mecz z Lechem. W sprawie odpuszczenia tego meczu do Świtu przyjechał prezes Lecha o nazwisku Majchrzak. Rozmawiał z Wojtkiem Sz., ze mną, S. i chyba Andrzejem Prawdą. Zgodziliśmy się odpuścić ten mecz za kwotę, o ile dobrze pamiętam, 40 lub 45 tys. zł, mieli też nam oddać punkty w następnym sezonie.
My o te punkty upomnieliśmy się przed meczem Świtu z Lechem z 22 maja 2004. Pamiętam, że spotkałem się z dwoma osobami z Lecha Poznań, takim mniejszym i większym mężczyznom, oni chyba byli prezesami, w hotelu Marriott w Warszawie. Jednym z mężczyzn był Majchrzak - on był niższy i szczuplejszy. Ja byłem sam na tym spotkaniu, Wojtek wysłał mnie samego na rozmowy. Ja chciałem żeby oni odpuścili nam ten mecz za darmo, zgodnie z umową. Oni powiedzieli, że zarząd klubu był gotów się na to zgodzić, ale nie zgodzili się zawodnicy ze względu na premię za zwycięstwo. Nie pamiętam czy była mowa, że mamy im zapłacić. Oni powiedzieli, że będą jeszcze rozmawiać z zawodnikami żeby tę sprawę załatwić. Ja teraz jednak sobie przypominam, że była mowa o pieniądzach. Ci prezesi Lecha powiedzieli, że trzeba będzie zapłacić za odpuszczenie meczu.  Była mowa z tego co pamiętam o 100 tys. Ja się oburzyłem, powiedziałem, że były inne, wcześniejsze ustalenia i, że ja muszę zdać relację Sz. Ustaliliśmy, że będziemy w kontakcie telefonicznym. Ja powiedziałem o tych żądaniach Sz., padły epitety. Wtedy całą sprawę przejął Wojtek do dalszych rozmów. Efektem tych rozmów była nasza wygrana z Lechem 1:0. jaki był ciąg dalszy rozmów z działaczami Lecha musi wiedzieć Sz. ja jeszcze chyba po tych rozmowach raz jeszcze dzwoniłem do Majchrzaka chcąc go namówić do dotrzymania słowa. To była krótka rozmowa, spuścił mnie na drzewo. Była jeszcze jedna sytuacja związana z meczem Górnik Polkowice - Lech Poznań. To był dla nas bardzo wazny mecz, gdyby Górnik wygrał to my byśmy odpadli z walki o utrzymanie. Chodziło o zdopingowanie Lecha i zapewnienie żeby walczyli. Wiem, że miało być zapytanie jak Lech się nastawia na ten mecz z Górnikiem. To były rozmowy z Robertem D., który był wcześniej u nas masażystą, a później w tym właśnie czasie był w Lechu. Były nasze obawy, że Lech może odpuścić ten mecz z Polkowicami. Wydaje mi się, że te rozmowy prowadził Sz. Sz. powiedział, że trzeba podrasować piłkarzy Lecha, żeby im się chciało grać. Ja później sobie pomyślałem, że przecież Lech bez powodów nie odpuści meczu bo przecież oni mieli płacone premie za zwycięstwa.
Wydaje mi się, że zawodnicy Lecha mieli za zwycięstwo w meczu premię w wysokości 100 tys. Pomyślałem sobie, że pewnie chodzi o to żeby Polkowice ich nie podpłaciły za odpuszczenie tego meczu.
Sz. powiedział mi przed meczem, że dogadał się z Lechem, że ta drużyna jest zmobilizowana i będzie walczyła o wygraną, i że muszę jechać do drużyny Lecha przekazać im pieniądze. Sz. powiedział, że Lech ma zgrupowanie gdzieś pod Poznaniem, że mam tam jechać, a dokładniej umówić się z Robertem D. Sz. powiedział mi też, że nie zdążył wymienić pieniędzy i, że daje mi dla Lecha dolary. Ile było tych dolarów ja chyba wtedy nie wiedziałem, może powiedział, że jest tego coś ponad 30 tys. dolarów, coś kojarzę, że to było 34,5 - 35 tys. Ja te dolary otrzymałem w jakiejś reklamówce, takiej kolorowej. Poza tym Sz. dał mi szarą kopertę taką formatu A-4 z informacją, że mam to przekazać Wójcikowi w Novotelu w Poznaniu.  Być może Wojtek powiedział mi w jakim pokoju Wójcik mieszka. Nie zaglądałem do tej koperty, ale czułem po dotyku, że tam są pieniądze. Ja najpierw pojechałem z Nowego Dworu do Poznania, do tego hotelu gdzie przebywał Wójcik. Tak przynajmniej to pamiętam. Przyszedłem do jego pokoju, takie mam wrażenie, że ktoś był w łazience. Wójcik w pokoju był sam. Dałem mu kopertę i powiedziałem mu, że Wojtek kazał to mu przekazać. Wójcik wziął tę kopertę i schował do nesesera. Później byliśmy z Wójcikiem w restauracji hotelowej, coś tam zjedliśmy, ja wypiłem małe piwko i kawę. Wójcik w rogu restauracji zamienił parę słów z jakimś mężczyzną, ja byłem wtedy przy stoliku z dziewczyną, która przyszła do restauracji z Wójcikiem. Wójcik był zadowolony z siebie, pamiętam, że był ubrany w klubową marynarkę koloru granatowego. Ten mężczyzna, z którym rozmawiał Wójcik był w średnim wieku, chyba jego wzrostu. Ja widziałem tego rozmówcę Wójcika z odległości chyba 20 metrów, nie pamiętam nawet jego twarzy. Ja później pojechałem do hotelu, w którym przebywali piłkarze Lecha. Kierował mnie telefonicznie D. Pojechałem do hotelu w miejscowości Komorniki. D. już czekał na mnie w holu hotelu i zaprowadził mnie do pokoju chyba w prawym skrzydle. Ja wszedłem z D. do pokoju, tam było chyba dwóch zawodników Lecha. D. mnie przedstawił, że jestem ze Świtu i, że przywiozłem umówione pieniądze. Do jednego z tych zawodników D. zwracał się Wuja czy Wujo. Ten zawodnik miał się zająć tym wszystkim. Ten Wujo wysypał dolary na łóżko i je przeliczał układając na kupki po tysiąc lub dwa tysiące. Odniosłem wrażenie, że ci zawodnicy nie byli przygotowani, że te pieniądze są w dolarach i tam była kwestia przeliczania na złotówki. Tam Wujo przeliczał w telefonie te dolary na złotówki. Była tam jakaś kwestia, że tych dolarów w jednej paczce czyli w jednym pliku było za mało. Tych dolarów było chyba 34 lub 34,5 tys. To były trzy pliki po 10 tys., tak były pierwotnie spięte i jeszcze mniejszy plik. W jednym z tych plików gdzie miało być 10 tys. dolarów brakowało jakiejś drobnej kwoty. Miało brakować jakiejś małej kwoty. Ja się z tym głupio czułem. Ale w końcu ci zawodnicy odpuścili tę kwestię brakującej drobnej sumy. Ja później, chyba jeszcze w samochodzie, zadzwoniłem do Sz., że tam brakowało jakiejś drobnej kwoty i on potwierdził, że rzeczywiście jakieś pieniądze pomyłkowo zabrał. Pożegnałem się i wyszedłem z hotelu. Myślę, że byłem w tym hotelu jakieś 15-20 minut. Tam w tym hotelu zrobiło się zamieszanie, zawodnicy śpieszyli się na jakąś odprawę. Ja pamiętam, że na to spotkanie spóźniłem się jakieś pół godziny. Wojtek mi powiedział na którą godzinę mam być i się spóźniłem. Ja podczas tego wyjazdu miałem problemy z samochodem, nie było chłodzenia i silnik się grzał. Gotowała mi się woda w chłodnicy. Następnie pojechałem do Grodziska na mecz z Groclinem. (...) Pamiętam, że w przerwie meczu z Groclinem, chyba w przerwie, lub w czasie pierwszej połowy zadzwonił do mnie D. i powiedział, że chłopcy czyli zawodnicy Lecha chcą więcej  pieniędzy (...). D. powiedział, że jest ciężki mecz, że wynik nie jest korzystny dla Świtu i chłopcy żeby jeszcze lepiej zagrać chcą  większą kwotę pieniędzy, dokładnie jak pamiętam, 10 tys. zł. Skontaktowałem się telefonicznie lub osobiście na stadionie z Sz. i zapytałem go czy wyraża zgodę. On wyraził zgodę. Ja przekazałem zgodę D., pamiętam, że on dla uwiarygodnienia tej zgody przekazał słuchawkę innej osobie i ja musiałem tej innej osobie powiedzieć osobiście, że zgadzam się na propozycję. Pamiętam, że padło pytanie kiedy pieniądze zostaną przywiezione. Ja odpowiedziałem, że w najbliższym czasie. Później miałem kilka nieprzyjemnych telefonów od D. żebym załatwił tę sprawę. Ja chodziłem z tym do Wojtka żeby ten temat załatwić, ale on się na nich wypiął, że dostali dostatecznie dużo pieniędzy, Mówił, że ich olewamy. (...)
Powiem tak, ja się z tego wyłączyłem już w momencie gdy pieniądze szły w setkach tysięcy złotych, gdy były to tak duże kwoty. Ja pośrednio, bardziej lub mniej bezpośrednio o takich kwotach słyszałem. Nikt się zresztą nawet mnie nie pytał czy bym się na takie kwoty złożył. Sz. zawsze sam załatwiał pieniądze, brał ze swoich. Nie było mowy, że ja mam się  składać. Ja owszem łożyłem jakieś pieniądze na klub, na odżywki czy też inne rzeczy, ale nie na łapówki. Ja się składałem na łapówki, dawałem jakieś 1000, 2000 czy 5 tys., ale jeszcze w II lidze. Tutaj były to za duże kwoty w I lidze. Mam na myśli II ligę przed awansem do I ligi, a nie po spadku. w mojej ocenie przekazywać sędziom pieniądze w tym klubie mógł sam Wójcik, mógł też Kazek Grabczak. Sz. miał pełne zaufanie do tego Kazika. Ja przekazywałem pieniądze tylko w sytuacjach gardłowych, gdy nie miał kto jechać. To były tylko takie przypadki gdy do ostatniej chwili toczyły się negocjacje, nie było wiadomo jak kiedy i gdzie załatwić sprawę. Gdy pojawiała się w ostatniej chwili kwestia, ze trzeba przekazać pieniądze to Sz. dzwonił do mnie, bo nie miał nikogo innego pewnie pod ręką. 
Nie mam wiedzy o innych sytuacjach związanych z innymi meczami. Tak jak już chyba mówiłem w pewnej chwili przyszedł Wójcik, o wszystkim Sz. decydował z nim. Ja zostałem tak jak inni odsunięty. Sz. nie opowiadał mi o tych sprawach korupcyjnych, wszystko było tajemnicą. Ja miałem tylko zawieźć pieniądze. (...)
Chcę jeszcze dodać, że Janusz S. miał dobre kontakty z Jerzym G., który miał wpływ na to jaka obsada sędziowska i jaki obserwator będzie sędziował dany mecz. W klubie to nazwisko pojawiało się często, często była mowa, że Janusz S. ma załatwić u G. to czy tamto. Chodziło o to by G. wysłał na mecze Świtu odpowiednie grupy sędziowskie. Z informacji, które ja posiadam to wyglądało to tak, że G. miał wysłać swoich sędziów i obserwatorów na mecze, miał im powiedzieć, że mają korzystnie sędziować dla Świtu i, że dostaną za to od Świtu pieniądze. G. też dostawał pieniądze od Świtu, wręczał te pieniądze S. Pamiętam, że była taka sytuacja, że w klubie byłą mowa, że G. trzeba zapłacić bo G. się upomina o pieniądze. Tak się działo gdy graliśmy w II lidze. Później ten układ z G. się skończył bo G. przestał układać te składy sędziowskie. Pamiętam, że w klubie pojawiały się nazwiska tych samych sędziów, którzy za sprawą G. byli przychylnie nastawieni do Świtu. To wszystko działo się w II lidze przed awansem.

Robert D. - były masażysta Lecha Poznań i Świtu Nowy Dwór (całość wyjaśnień tutaj)
Ja byłem zatrudniony w Lechu Poznań w latach 2003/2004 i 2004/2005 na stanowisku trenera odnowy biologicznej. Trafiłem do tego klubu za pośrednictwem Libora Pali - ówczesnego trenera Lecha. Pala wcześniej był trenerem w Świcie Nowy Dwór, w którym ja również pracowałem. Wcześniej też pracowaliśmy z Palą w Polonii Warszawa i stamtąd się znaliśmy. Gdy Pala trafił do Lecha zaproponował mi w nim pracę. Jeśli chodzi o mój pobyt w Świcie NDM to najbliższy kontakt z działaczy miałem z Irkiem J. Miałem też kontakt z Wojtkiem Sz. Z J. zbliżyliśmy się do siebie, nadawaliśmy na tych samych falach, myślę o stosunkach międzyludzkich. Jeśli chodzi o sam mecz Lecha z Górnikiem Polkowice (8 czerwca 2004 - dopisek dpanek) to pamiętam, że na jakiś czas przed tym meczem, myślę, że maksymalnie na pięć dni przed terminem spotkania skontaktował się ze mną Ireneusz J. On powiedział, że chciałby się spotkać z zawodnikami Lecha Poznań ws. meczu z Górnikiem Polkowice. J. powiedział mi, że chodzi mu o wspomożenie zawodników Lecha jakąś kwotą pieniędzy żeby nie odpuszczali tego z Polkowicami i żeby zapewnili wynik korzystny dla Świtu. Chodziło o zwycięstwo z Polkowicami. Taka była intencja wypowiedzi J., z tego co pamiętam on podał mi kwotę jaką był gotów wyłożyć dla zawodników Lecha. Teraz jej dokładnie nie pamiętam. Myślę, że to była kwota między 50 a 80 tys., ale mogła to być wyższa kwota, ale teraz dokładnie tego nie pamiętam. Ja pamiętam, że ten mecz Lecha był bardzo ważny zarówno dla Świtu jak i Górnika. Oba te zespoły walczyły o utrzymanie. Ja podjąłem ten temat i przekazałem propozycję J. zawodnikom Lecha. Rozmawiałem na ten temat ze Zbyszkiem W. (...) Ja powiedziałem mu, że kontaktował się ze mną prezesa Świtu, że proponuje pieniądze za zwycięstwo Lecha z Polkowicami. W. powiedział, że porozmawia jeszcze z chłopakami z drużyny. Finał był taki, że Zbyszek powiedział, że się zgadzają na tę propozycję Świtu i, że zgadzają się na spotkanie z J. i przekazanie pieniędzy za ten mecz z Polkowicami. Ja przekazałem tę wiadomość J., nie wykluczam, że dałem numer telefonu do W., ale teraz dokładnie tego nie pamiętam. J. umówił się ze mną, że przywiezie te pieniądze dla zawodników Lecha w dniu meczu przed spotkaniem. My przebywaliśmy wtedy na zgrupowaniu w Green Hotelu w Komornikach. Ja byłem w kontakcie telefonicznym z J., pilotowałem go w drodze do hotelu . Do tego hotelu przyjechał J. i pojawił się wspólnie z zawodnikiem Świtu Piotrem Jackiem. Ja wtedy pokojarzyłem, że Piotr Jacek też jest wtajemniczony w tę sytuację i, że też mógł się dobrze znać z Wójcikiem. Ja wprowadziłem ich do pokoju gdzie przebywali Zbigniew W. i Piotr Reiss. Ja z tego co pamiętam zostawiłem ich w tym pokoju. Nie kojarzę tego dokładnie, ale tego nie wykluczam, że ja te pieniądze ze Świtu miałem niejako w depozycie w czasie tego meczu Lech - Polkowice. Teraz dokładnie nie pamiętam. Sam mecz do przerwy zakończył się wynikiem 0:0. W przerwie meczu  rozmawiałem z W. lub Reiss i pojawił się temat dopłacenia przez Świt pieniędzy za wygraną Lecha. Chodziło z tego co pamiętam o 50 tys. Ja się zgodziłem zadzwonić w tej sprawie do J. Powiedziałem mu, że zawodnicy domagają się podniesienia stawki o tę kwotę, że mecz jest ciężki i źle to wygląda. J. powiedział mi chyba, ze musi o tym porozmawiać z Wojtkiem Sz. Ostatecznie on mi przekazał informację telefoniczną, że oni się zgadzają, że dopłacą te pieniądze. Taką informację przekazałem zawodnikom. Ja pamiętam, że J. chyba jeszcze komuś potwierdzał tę obietnicę, ja podałem słuchawkę chyba Zbyszkowi albo Reiss, z którym rozmawiał jeszcze J. i powiedział, że są gotowi dopłacić. Mecz zakończył się wygraną Lecha 2:0. (...) Ja nie mam żadnej wiedzy o zdarzeniach dotyczących meczu Świtu z Lechem Poznań w tej samej rundzie, który Świt wygrał 1:0. Ja nie mam żadnej wiedzy czy tam poszły jakieś pieniądze ze strony Świtu, mogłem się tego domyślać po wyniku, ale to były tylko moje przypuszczenia. Ja byłem zły za ten wynik, pamiętam, że nawet nie podałem ręki swojemu koledze ze Świtu Jackowi Olejnikowi. On był tam wtedy masażystą. Mnie nikt ze Świtu nie prosił o kontakt z działaczami czy piłkarzami Lecha, w niczym nie pośredniczyłem. W Świcie rządził i podejmował wszystkie najważniejsze decyzje Wojtek Sz. Bez dwóch zdań rządził wtedy w Świcie Sz. i jego pieniądze.

Zbigniew W. - były piłkarz Lecha Poznań (całość czytaj tutaj):
Ja nie wiedziałem jaka była konkretna kwota, którą dostaliśmy od Świtu NDM. Ja pamiętam, że przed tym meczem Świt - Lech Poznań (chodzi o mecz z 22 maja 2004 - dopisek dpanek) zadzwonił do mnie Piotr Reiss i powiedział, że chciałby się ze mną spotkać. Nie pamiętam na ile przed tym meczem zadzwonił do mnie Piotrek, ale myślę, że było to gdzieś na tydzień przed tym meczem. Ja przyjechałem do Piotrka Reissa do domu. Na tym spotkaniu oprócz mnie, Reissa byli inni zawodnicy Lecha. Na pewno był Waldek K., Krzysiek Piskuła. Może był Michał Goliński, ale tego nie jestem pewien. Piotrek Reiss powiedział, że zaistniała taka sytuacja, że Świt chce żebyśmy im odpuścili ten mecz ligowy. Piotrek podał kwotę jaką możemy dostać za to odpuszczenie. Ja kojarzę, że mówił o kwotach 30-40 tys. dla piłkarzy Lecha. Z tej wypowiedzi Reissa wynikało, że temat był załatwiany odgórnie przez prezesów. Tak powiedział Piotrek, że nie mamy się co bać wchodzić w ten temat bo góra wszystko wie. Piotrek powiedział, że tych pieniędzy ze Świtu miało być więcej ale część mieli wziąć prezesi. To, że góra czyli nasi prezesi o tym wiedzą mnie trochę uspokoiło. Bo my bardzo jako zawodnicy obawialiśmy się kibiców. Gdyby to się wydało to kibice nas by rozszarpali. Te pieniądze dla zawodników miały być do podziału dla tych zawodników, którzy uczestniczyli w spotkaniu. Piotrek powiedział, że na temat odpuszczenia tego meczu rozmawiał ze strony Lecha menadżer Przemysław E.  Na początku mieliśmy wątpliwości i obawy czy skorzystać z tej propozycji. Ale Reiss nas namawiał, powiedział, że jest to załatwione odgórnie i żebyśmy się zgodzili. Ustaliliśmy, że przyjmujemy te propozycje i odpuszczamy mecz ze Świtem. Po tym spotkaniu u Reissa, a jeszcze przed meczem dzwonił do mnie Fryzjer. On w rozmowie powiedział, że dobrze, że zgodziliśmy się opuścić mecze ze Świtem, że dobrze zrobiliśmy. Z tego co pamiętam do Fryzjer rozpoczął rozmowę od pytania czy się zgodziłem odpuścić mecz ze Świtem. Oczywiście to nie było powiedziane tak wprost, powiedziane otwartym tekstem, ale taki było kontekst jego pytania. Z tej rozmowy z Fryzjerem wynikało, że on jest świetnie zorientowany w całym temacie odpuszczenia meczu Świtowi i negocjacji w tej sprawie. Fryzjer też zadzwonił do mnie po meczu ze Świtem, który przegraliśmy i powiedział, że to wszystko dobrze wyglądało, że zagraliśmy tak, że nie było widać wprost tego, że odpuściliśmy, a wynik był taki jak ustalenia. Powiedział żebym się nie martwił całą sytuacją, czy coś w tym stylu. Po meczu wróciliśmy do Poznania i chyba dwa dni po meczu zadzwonił do mnie Przemysław E. Umówiliśmy się na spotkanie, ja byłem wtedy w mieście i umówiliśmy się przed kinem. Ja byłem samochodem, E. też przyjechał samochodem. Ja później od niego zresztą kupiłem ten samochód. E. wtedy jeździł czarnym seatem toledo. On chyba miał jeszcze jakiś samochód. Ja wówczas wynajmowałem mieszkanie w Poznaniu (...). Podczas tego spotkania przed kinem w samochodzie E. wręczył mi kopertę. W tej kopercie były pieniądze - coś między 5 a 7 tys. E. powiedział mi, że to są pieniądze za mecz ze Świtem. Chciałem powiedzieć, że ten E. to była jakaś rodzina Reissa. E. już wcześniej, podczas tego spotkania w domu, powiedział, że to E. będzie się z nami rozliczał. Ja uważam, że E. też miał dostać jakąś działkę (...). E. był pośrednikiem w kontaktach między zawodnikami a górą czyli zarządem. (...)

Nie chcieliśmy się zgodzić odpuścić tego meczu (z Górnikiem Polkowice - dopisek dpanek) za darmo, chcieliśmy pieniądze. Padła z naszej strony kwota, o ile dobrze pamiętam, 100 tys. zł. za odpuszczenie meczu. (...) My się nie chcieliśmy zgodzić na to oddanie meczu za darmo gdyż albo już wtedy wiedzieliśmy, że jest propozycja finansowa ze Świtu albo przypuszczaliśmy, że taka propozycja będzie, gdyż znaliśmy sytuację w tabeli i wiedzieliśmy, że Świtowi będzie zależało na tym naszym zwycięstwie. Nie umiem umiejscowić tej naszej wiedzy w czasie, było na pewno tak, że w pewnym czasie mieliśmy przypuszczenie, a później pojawiła się konkretna propozycja, ale czy ta oferta była już podczas rozmów z Polkowicami nie pamiętam. (...) Generalnie po tych rozmowach z Polkowicami powstała taka dziwna sytuacja, że my im nie chcieliśmy odpuścić tego meczu za darmo, ale oni jakby byli przekonani, że my to zrobimy. W pewnym momencie pojawiła się konkretna propozycja ze strony Świtu. W sprawie tej oferty zadzwonił do mnie mój kolega Piotr Jacek, który wcześniej grał w Lechu, a wówczas w Świcie. On zaproponował nam, w tej rozmowie ze mną, za wygranie ze świtem 34 tys. dolarów. On w rozmowie ze mną powiedział, że ma do mnie zaufanie i może ze mną rozmawiać na ten temat. Powiedział, że przywiezie przed meczem te pieniądze. O tym telefonie powiedziałem całej drużynie w szatni przed treningiem. Powiedziałem, że mamy ofertę ze Świtu i mamy do podziału te pieniądze. Wszyscy się zgodzili, byli zadowoleni, że nie musimy za darmo odpuszczać tego meczu Polkowicom i, że możemy dodatkowo zarobić pieniążki. Nie mam wiedzy czy góra czyli zarząd był zaangażowany i wiedział o tej propozycji ze Świtu. Ja po tych rozmowach z Piotrem Jackiem nie rozmawiałem już z Polkowicami, być może rozmawiał z nimi jeszcze Piotrek Reiss. Ja rozmawiałem telefonicznie z Piotrkiem Jackiem, powiedziałem mu, ze wchodzimy w tę propozycję. Piotrek powiedział, że pieniążki zostaną nam przywiezione przed meczem. Jacek powiedział, że pieniążki dostaniemy w dolarach amerykańskich. My przed meczem z Polkowicami mieliśmy zgrupowaniu w hotelu Gren Hotelu w Komornikach pod Poznaniem. W dniu meczu zadzwonił do mnie ponownie Piotr Jacek i zapytał gdzie mają przyjechać z tymi obiecanymi pieniędzmi. Ja powiedziałem, że do tego Green Hotelu i podałem mu numer pokoju. Piotrek powiedział, że przyjdzie do nas z pieniędzmi ktoś jeszcze. Piotrek przyjechał z jakimś mężczyzną. Weszli do mnie do pokoju lub do pokoju Piotra Reissa. Tego mężczyznę, który przyjechał z Piotrem Jackiem ja widziałem po raz pierwszy. On się przedstawił, to mogło być nazwisko J., ale nie jestem pewien. To był jakiś pracownik czy działacz Świtu. Gdy on wszedł z Piotrkiem Jackiem do pokoju byłem tam z Piotrem Reissem. To my przyjęliśmy ich w imieniu drużyny. Piotr Jacek powiedział, że on zostawi tego działacza, a sam wyjdzie. Powiedział, że on jedzie na swój mecz, który wtedy rozgrywał Świt. Ten działacz Świtu wyciągnął plik dolarów, one były owinięte, z tego co pamiętam, gumką. On wyciągnął je z jakiejś teczki. Powiedział, że jemu zależy żebyśmy prowadzili z tymi Polkowicami do przerwy. Powiedzieliśmy, że spróbujemy, ale może być ciężko prowadzić już w pierwszej połowie i, że nie możemy tego zagwarantować. Piotr Reiss liczył te pieniądze w pokoju przy tym facecie ze Świtu. Z tego co pamiętam tam wszystko się zgadzało, kwota była taka jaką obiecano. Teraz mi się przypomniało, że gdy Piotr Jacek do mnie zadzwonił to podawał mi obiecaną kwotę w złotówkach - to było 100 tys. zł. I kiedy ten facet przywiózł dolary to Piotr Reiss je przeliczył, a później przeliczył chyba na kalkulatorze kurs dolara żeby sprawdzić czy ta kwota w dolarach odpowiada kwocie 100 tys. zł. Wszystko wyglądało, że się zgadza. Ten działacz po przeliczeniu dolarów zostawił nas i wyszedł.  Chciałem dodać, że w Lechu Poznań pracował wówczas masażysta Robert D. Wiem, że on wcześniej pracował w Świcie i znał działaczy tego klubu. Robert D. był osobą, której przekazaliśmy z Piotrkiem Reissem pieniądze otrzymane od Świtu i on je przechowywał. Wiem też, że D. znał tego człowieka ze Świtu, który przywiózł nam te pieniądze. Z tego co wiem ten D. był wtajemniczony w ten układ, gdyż on należał do drużyny, dostał część pieniędzy. Poza tym ten D. pilotował ten układ z drugiej strony, tzn. kontaktował się z działaczami Świtu. On zresztą czekał w hotelu hotelu na tego działacza świtu i Piotra Jacka i się z nim przywitał. Pamiętam, że w przerwie meczu była taka sytuacja, że ten D. wszedł do szatni i poinformował nas, że miał telefon od tego działacza Świtu, który nam wcześniej przekazał pieniądze i oni obiecują nam dodatkowe pieniądze. Było to związane pewnie z tym, że do przerwy był wynik remisowy. D. wymienił wtedy dokładną kwotę, którą obiecał ten działacz Świtu, a ja tej kwoty dzisiaj nie pamiętam. My byliśmy zadowoleni z tej informacji D. Mecz zakończył się wygraną Lecha 2:0, ja zresztą strzeliłem jedną z bramek. (...) Po meczu, w autokarze, skontaktowałem się z Piotrem Jackiem, nie pamiętam czy on do mnie dzwonił czy ja do niego. Podziękowałem mu za pieniądze, które dostaliśmy i upomniałem się o obiecaną dopłatę. Piotr Jacek powiedział, że nic o tym nie wie. Wtedy od D. dostałem numer telefonu do tego działacza Świtu, z którym rozmawiał D. w przerwie meczu. Wydaje mi się, że to D. z mojego telefonu rozmawiał z tym działaczem. Mógł z nim rozmawiać też Piotr Reiss. Ja również zamieniłem z nim słowo bo chciałem potwierdzenia. Ten działacz powiedział, że on musi porozmawiać z kimś ze Świtu, kto ma wyłożyć te pieniądze. Ostatecznie nie dostaliśmy tych pieniędzy. Z tego co pamiętam ja później ponownie dzwoniłem do tego działacza i on powiedział, że ten kto miał wyłożyć pieniądze nie zgodził się. Te dolary podzieliliśmy w autobusie między całą kadrę, tzn. piłkarzy, trenera Michniewicza i drugiego trenera Rafała Ulatowskiego, kierownika, masażystów, w zasadzie wszystkich oprócz kierowców. Z tego co pamiętam to ci co grali w meczu i którzy weszli z ławki rezerwowych dostali większe kwoty, a pozostali niższe. O podziale zdecydowała rada drużyny. Dokładnie z tego co pamiętam do Piotrek Reiss miał laptopa i miał tam napisane kto ile miał dostać pieniędzy.  Chciałem podkreślić, że cała drużyna wiedziała o tych negocjacjach z Polkowicami i Świtem, wszyscy się godzili na takie rozwiązanie tej sprawy i wszyscy dostali pieniądze ze Świtu. Mówiąc o drużynie mam na myśli trenerów, kierownika i wszystkie te osoby, które są przy drużynie. Jeśli chodzi o Przemysława E. to on wiedział o tych rozmowach z Polkowicami, On do mnie dzwonił przed tym spotkaniem z Polkowicami i powiedział, że chcą się z nami spotkać ws. odpuszczenia tego meczu działacze z Polkowic i mówił żebyśmy się dogadali z Polkowicami, ale żebyśmy się dogadali o odpuszczenie meczu za pieniądze. Nie pamiętam czy E. wiedział o rozmowach ze Świtem. Pamiętam, że w tej sprawie dzwonił do mnie także Ryszard F. On wiedział o tych naszych rozmowach, wiedział o pieniądzach ze Świtu. F. mówił żeby pomóc Świtowi i wygrać ten mecz z Polkowicami. Mówił, że Świt walczy o utrzymanie i żeby za te pieniądze pomóc. Z tego co pamiętam to trenerzy dostali tyle samo pieniędzy co zawodnicy siedzący na ławce.

Były trener Świtu Nowy Dwór Mazowiecki Janusz Wójcik (całość wyjaśnień tutaj):
Chcę powiedzieć o meczu Groclin - Świt Nowy Dwór. Przyjechałem dzień przed meczem z zawodnikami do hotelu Novotel w Poznaniu w godzinach wieczornych. Mieliśmy krótką odprawę, kolację i praktycznie  czas wolny. Kierownictwo drużyny zrobiło sobie bankiet. Ten bankiet trwał do późnych godzin. Rano o godzinie 9 miało miejsce śniadanie i prowadzone były przygotowania do meczu. Mecz miał się odbyć ok. godz. 19, o 14 zawodnicy zjedli obiad. Przeprowadziłem odprawę przedmeczową i zawodnicy szykowali się do wyjazdu na mecz. Zresztą pojechałem z zawodnikami na mecz autokarem.  (...)
Gdy zawodnicy zjedli obiad ja czekałem na Sz., który był w drodze do hotelu. Gdy Sz. przyjechał z żoną i chyba z tym jego kuzynem to razem zjedliśmy obiad. Wsiadłem do autokaru i pojechałem na mecz Groclinu zostawiając w hotelu swoje rzeczy, których wszystkich nie zabrałem. Te rzeczy odebrałem po meczu, przyjechałem do hotelu z Sz. i wracałem rzem z nim samochodem do Warszawy. Kuzyna w drodze powrotnej nie było. W drodze powrotnej do Warszawy zatrzymywaliśmy się na stacji aby kupić coś do picia i jechaliśmy prosto do do domu, w innych miejscach się nie zatrzymywaliśmy. Natomiast po przyjeździe Sz. do hotelu przed meczem Sz. mnie poinformował i potwierdził w drodze powrotnej do Warszawy, że spotkał się zgodnie z planem z zawodnikami na parkingu i załatwił sprawę. mówił mi, że do tego spotkania doszło gdzieś 40 minut drogi przed Poznaniem. On powiedział jedynie do mnie, że sprawa jest załatwiona. Nie wiem z kim on mógł sprawę załatwić. To spotkanie mogą potwierdzić ludzie - świadkowie tego spotkania, którzy jechali najprawdopodobniej za samochodem Sz. O tym, że tacy ludzie jechali za samochodem Sz. przypomniałem sobie po pierwszym przesłuchaniu w prokuraturze. To byli kibice. Ja posiadam wiedzę kim byli ci kibice, ale to jest jedyna pełna moja wypowiedź dzisiaj na ten temat. Odmawiam odpowiedzi na pytania kim są ci ludzie, nie podam ich imienia i nazwiska, ale w sytuacji kiedy będzie zachodziła taka konieczność jestem w stanie doprowadzić do sytuacji, że ktoś taki się pokaże i powie. To będzie zależało od tego co powie pan Sz.,. co powie czy zatrzymywał się na parkingu i czy rozmawiał z kimś z innego samochodu. Chcę powiedzieć, że jeśli będzie taka potrzeba to skontaktuję się z adwokatem, który skontaktuje się z tymi osobami lub osobą, która potwierdzi moje wyjaśnienia.

Chcę powiedzieć, że w weekend po moim zatrzymaniu zacząłem sobie przypominać różne zdarzenia i m.in., że żaden piekarz J. nie wręczał mi żadnych pieniędzy, tzn. ja nie odbierałem od niego żadnych pieniędzy. Nie miałem z żadnym piekarzem spotkania i nie odbierałem od niego żadnych pieniędzy. W dniu meczu nie było nawet czasu żebym odebrał pieniądze od kogokolwiek. Przebywałem wtedy cały czas z zawodnikami albo z ekipą medyczno - szkoleniową, później przeprowadziłem odprawę przedmeczową, a później miałem kontakt z Sz. i ekipą, która przyjechała razem z nim. W związku z tym temat spotkania z P. jest niemożliwy i nielogiczny. Nie rozmawiałem również z P. i nie umawiałem się z nim na przekazanie tych pieniędzy. Nie odbierałem od nikogo żadnych środków płatniczych i nikomu nie przekazywałem żadnych środków płatniczych. Miałem czas żeby się nad tym zdarzeniem zastanowić i przypomniałem sobie, że nie było takiego zdarzenia. Zaprzeczam także żebym rozmawiał z P. i się z nim umawiał na przekazanie pieniędzy. Mówiąc o tym, że te pieniądze były w dolarach miałem na myśli to, że Sz. dał mi do zrozumienia, że brakuje mu złotówek i musi korzystać z dolarów. Ja zasugerowałem się tą zapamiętaną kwestią dolarów i powiedziałem, że te pieniądze dla S. przez P. były w dolarach, a takiego zdarzenia w ogóle nie było. Ja nie przekazywałem P. żadnych środków płatniczych.

To spotkanie Sz. na parkingu trwało około 15-20 min. Mówiąc o tym spotkaniu Sz., mimo, że nie wiem z kim ono było, uznałem, że jest to istotne skoro przed meczem ktoś się z kimś w takim miejscu spotyka. Chodzi o to, że normalnie na parkingu człowiek zatrzymuje się żeby się napić, zjeść coś, zrelaksować, natomiast Sz. spotkał się z ludźmi z innego samochodu.
Chciałbym złożyć uzupełniające wyjaśnienia na temat moich kontaktów z żoną piłkarza S. Chcę zaznaczyć, że zawodnicy Świtu zostali uruchomieni przez zarząd Świtu, przez ludzi, którzy mieli pieniądze, a nie przeze mnie bo ja nie miałem pieniędzy. Zawodnicy rozpoczęli rozmowy z zawodnikami Łęcznej na temat meczu i pytali czy oni chcą w ogóle podjąć rozmowy. Z treści odczytanych mi wyjaśnień wynika, że to ja byłem motorem napędowym podejścia pod S., a tak nie było. Ja trzymałem informację, że znajdą się jacyś zawodnicy z Łęcznej, którzy będą chcieli podjąć rozmowy na temat meczu. Wskazany mi został właśnie zawodnik S., który później wykonywał dalsze ruchy. Ja fizycznie w rozmowach, poza S. nie miałem kontaktu z innymi zawodnikami, chcę zaznaczyć, że było to za zgodą i całkowitą aprobatą ludzi z zarządu Świtu: Sz., S. i innych osób. Ja rozmawiałem jedynie z Sz. i S. nie wiem czy inni ludzie z zarządu wiedzieli, bo z nimi nie rozmawiałem. To oni wykładali pieniądze. Mój kontakt ze S. miał być potwierdzeniem, że obiecywane zawodnikom Łęcznej pieniądze przez tych, którzy pieniędzmi dysponowali w klubie, w każdym razie było to moje zapewnienie, że pieniądze z klubu zostaną przekazane. Miałem potwierdzić, że jeśli zawodnicy z Łęcznej pójdą na układ z zawodnikami ze Świtu to pieniądze zostaną przekazane, ja byłem gwarantem wypłacenia tych pieniędzy. Chcę dodać, że najprawdopodobniej spotkanie z panią S., żoną S., która miała odebrać pieniądze wyasygnowane przez klub nastąpiło we wtorek lub środę po meczu. Nie chcę dokładnie określać terminu bo nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to nie było w dniu meczu, a nawet na pewno nie było to w dniu meczu. Chyba to było po meczu a nie przed meczem. Do tego spotkania doszło w godzinach wieczornych już po treningu, do hotelu Novotel w Warszawie przy Żwirki i Wigury przyjechał pan S. Ja tam miałem prywatne spotkanie nie związane z piłką. Pojechaliśmy jego samochodem do hotelu na skrzyżowanie Żwirki i Wigury i 17 stycznia, była to Gromada lub Okęcie. Tam są dwa hotele i nie pamiętam dokładnie przy którym to było, ale raczej przy hotelu Okęcie. Tam pojechaliśmy razem ze S. Tam miała przyjechać pani S. Ja tej kobiety nie znałem z wyglądu, nie miałem z nią wcześniej żadnego kontaktu. Tam chyba czekał na nas jeden z zawodników Świtu, który wiedział jak wygląda żona S., żeby przekazać jej pieniądze. Tego nie jestem pewien czy pieniądze przekazywał S. czy ten zawodnik Świtu. Wydaje mi się jednak, że tam dojechał zawodnik Świtu i odebrał od S. pieniądze żeby przekazać je S. Chyba byłem przy przekazywaniu tych pieniędzy, ale dokładnie tego nie pamiętam. Ja tam pojechałem bo ja z tą żoną S. rozmawiałem przez telefon i byłem gwarantem przekazania tych pieniędzy. Zawodnicy do mnie przyszli i pytali czy mają negocjować z zawodnikami z Łęcznej, ja przekazałem tę informację Sz. i S., oni wyrazili zgodę, zawodnicy sami negocjowali cenę ze S. Z tego co wiem to S. nie chciał przyjechać z Łęcznej, nie chciał się pokazywać i wytypował swoją żonę na odbiór tych pieniędzy. Po przekazaniu tych pieniędzy ja wsiadłem ze S. do auta, teraz sobie przypominam, że najprawdopodobniej był jeszcze zawodnik ze Świtu. Po tym spotkaniu S. odwiózł mnie do mieszkania, a on odjechał w nieznanym kierunku. Pieniądze przywiózł S. Nie mogę na sto procent potwierdzić jaka to była kwota, ale tak jak wcześniej powiedziałem myślę, że to było ok. 50 tys. Nie mogę jednak dokładnie określić tej kwoty bo nie brałem udziału w negocjacjach. Te ustalenia prowadzili zawodnicy. Zawodnicy po tych negocjacjach powiedzieli mi jaka kwota została wynegocjowana, ale ja jej teraz nie pamiętam. Chcę zaznaczyć, że nie zgadzam się z tym bym miał taki sam zarzut jak i dostał taką samą karę jak Sz. bo nie miałem narzędzia jakim były pieniądze. Ja tych pieniędzy nie używałem jako narzędzi, ja nie miałem do nich dostępu, nie ustalałem sum i ich nie akceptowałem. To Sz. wykładał pieniądze na te akcje więc on powinien być surowiej potraktowany niż ja. Gdyby ktoś nie chciał kontynuować tego procederu to by po prostu powiedział, że nie ma pieniędzy i nic nie robimy. Żaden Fryzjer by się przy tym nie kręcił. To Sz. dał zielone światło Fryzjerowi na spotkanie we Wronkach, on mu powiedział "działaj". Chcę powiedzieć, że chodzi mi po głowie nazwisko tego zawodnika Świtu, który tej żonie Skwary przekazywał pieniądze, ale nie jestem pewien czy to na pewno on. Najprawdopodobniej to był W., ale nie jestem pewien. O ile dobrze pamiętam to żona S. była chyba blondynką. Nie ja byłem sprawcą tego całego procederu. Ja tam pojechałem na to spotkanie, po to o ile dobrze pamiętam po to, że ta żona S. chciała odbierać pieniądze od osoby, którą ona zna. Ja jestem znany z telewizji, ona natomiast nie znała S., chyba mogła nie znać tego zawodnika.
Przesłuchanie 25 marca 2009
Chcę powiedzieć, że ja podtrzymuję to co wcześniej powiedziałem, że o tym, że sędzią tego meczu będzie Ż. dowiedziałem się od F. i podtrzymuję to, że z nim rozmawiałem przed meczem. (....) To znaczy ja nawet nie wiedziałem przed meczem, że w grę wchodzą jakieś pieniądze dla sędziego tego meczu. Po meczu dopiero się dowiedziałem, że tam poszły jakieś pieniądze. Przed tym meczem ja pytałem zarząd klubu czy oni są przygotowani do ciężkiej walki o utrzymanie się w lidze. Stwierdzenie z ich strony padło jednoznacznie, że jesteśmy. Ja wtedy jeszcze nie wiedziałem co się za tym kryje, że chodzi o korupcję. Ja zadając to pytanie miałem na myśli to czy oni mają przygotowane premie, dla zawodników, które będą ich w sposób odpowiedni motywowały. To chyba tyle jeśli chodzi o ten mecz. Gdy ja się dowiedziałem od F., że sędzią tego meczu będzie Jarosław Ż. to powiedziałem to zarządowi i zapytałem czy go odpowiednio przyjmą. Ja wtedy w te tematy korupcyjne nie ingerowałem, gdyż nie wiedziałem czy po tym meczu pozostanę w klubie. Tak jak powiedziałem w swoich wcześniejszych wyjaśnieniach F. po informacjach prasowych, medialnych, że zostaję trenerem, po prostu tak jak wcześniej mówiłem, skontaktował się ze mną i zaproponował pomoc. Ja wcześniej F. nie znałem, to znaczy wiedziałem kto to jest i co robi, natomiast ja z nim nie działałem. Gdy on do mnie zadzwonił to przeprowadził ze mną rozmowę, którą już wcześniej w wyjaśnieniach opisałem. On mi podał tę informację kto jest sędzią i kwalifikatorem i zapytał czy chcemy z nim współpracować. Nie pamiętam co mu wtedy odpowiedziałem, ale mogę się domyślać, że powiedziałem mu, że nie wiem czy po tym meczu z Odrą będę w tym klubie pracował. (...)
Jeśli chodzi o ten mecz z Amiką to jako uzupełnienie tego co wcześniej mówiłem mogę dodać, że jeszcze w czasie tego meczu nie byłem trenerem, ale to ze względów proceduralnych, gdyż nie zdążono mnie zarejestrować w PZPN. (...)  Sądzę jednak, że jest bardzo ważne, że pomimo moich wcześniejszych wyjaśnień to wyraźnie z materiałów prasowych wynika, że w porównaniu do działaczy Świtu NDM Sz., S. i J. to ja nie miałem takiego doświadczenia w kontaktowaniu się z sędziami i obserwatorami jak oni. W związku z tym ciężar wszystkich rozmów spoczywał na nich, pomimo to, że F. kontaktował się głównie ze mną i po części z Sz. Myślę, że F. kontaktował się także z tymi osobami z zarządu bezpośrednio. Te kontakty są logiczne, gdyż to nie ja dysponowałem finansami. To chyba tyle jeśli chodzi o ten mecz. Poza tym podtrzymuję wyjaśnienia wcześniej złożone.
Kolejny mecz z Górnikiem Łęczna był pierwszym meczem kiedy prasa już o tym mówiła o tym, że występujemy w roli faworyta. Dokonywałem już częstych zmian w składzie Świtu co przynosiło efekt. Również statystyki pomeczowe wskazują na wyraźną przewagę Świtu NDM nad Górnikiem Łęczna. Chciałem zauważyć, wracając do poprzednich wyjaśnień, potwierdzam, że nie znałem wcześniej Grzegorza S., a jaki wpływ miał S. na mecz tego nie byłem w stanie wiedzieć ze względu na to, że jak się okazało S. wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie meczu czyli nie mógł być zawodnikiem decydującym o losach meczu. (...)  Odnosząc się do zarzutów wobec mojej osoby w związku z meczem z Wisłą Płock, uważam, ze zarzuty wobec mojej osoby nie są uzasadnione, dlatego, że pan sędzia Tomasz M. potwierdził moje wątpliwości co do uczciwości prowadzenia tych zawodów, ale występując przeciwko Świtowi NDM, a nie pomagając nam. W poprzednich moich wyjaśnieniach zaznaczyłem, że już przed meczem byłem informowany, że tam na sto procent przegramy. Dowodem, że nie było jakiejkolwiek pomocy sędziego dla Świtu jest to co wynika z materiału prasowego. Pan M. wyrzucił dwóch zawodników Świtu z boiska, co praktycznie uniemożliwiło prowadzenie jakiejkolwiek gry z Wisłą Płock. Z tego powodu zarzuty powinny paść wobec działaczy Wisły Płock, a nie mojej osoby. (...) Kolejny mecz to mecz Świt - Polonia Warszawa. Polonia Warszawa była również drużyną broniącą się przed spadkiem. Cała liga wiedziała, że Polonia ma bardzo dobre kontakty z sędziami i kwalifikatorami. Przed meczem byliśmy stawiani w roli drużyny z góry przegranej. Dla nas to był mecz o wszystko, a o tym, że drużyną lepszą był Świt NDM niech świadczą wypowiedzi Andrzeja Strejlaua, który był na tym spotkaniu i trenera Polonii Mieczysława Broniszewskiego, zamieszczone w Przeglądzie Sportowym. Polonia Warszawa była faworyzowana wszędzie, począwszy od PZPN po sędziów i obserwatorów. To wszystko co mam do dodania na temat tego meczu. (...)
O kolejnym meczu z Lechem bardzo dużo mówiliśmy w poprzednich wyjaśnieniach. Główne rozmowy pozaboiskowe prowadzone były przez Sz., S. i J. Mogę dodać do tych wyjaśnień, które wcześniej złożyłem, że według informacji, które uzyskałem od pani, która zajmowała się cateringiem w klubie Świt, której nazwiska nie pamiętam, ale jest to do ustalenia, ale zresztą osoba bardzo zaufana  dla wszystkich tych wymienionych osób, podobno zawiozła pieniądze Lechowi. Mam tę informację od świadka, który pewnie w sądzie będzie w stanie głośno to powiedzieć. Jest to jeden z piłkarzy Świtu NDM. Na dzień dzisiejszy, nie znając nazwiska osoby, która przekazywała pieniądze, nie chciałbym ujawniać nazwiska tego świadka. O tym Lechu to chyba wszystko co mam do powiedzenia.   
O meczu Groclin - Świt nie będziemy się chyba tutaj rozwodzili. Wygrał ten mecz zdecydowany faworyt, choć nie mogę zaprzeczyć, że były ze strony Świtu pewne próby do zarządu Groclinu - oficjalne i nieoficjalne - w celu uzyskania korzystnego wyniku. Nie przyniosły one jednak żadnego efektu. Podkreślić chcę, że nie byłem wiodącą osobą w prowadzonych rozmowach.
Ostatni mecz, gdzie jest podana najwyższa kwota w stosunku do pana sędziego K., mogę powiedzieć, że nie znałem i nie wiedziałem dokładnie o rozmowach, które miały być prowadzone z panem K. Z informacji pana F. wynikało jasno, że nie mamy szansy zrobienia czegokolwiek, wygrania meczu z Polkowicami ponieważ Polkowice miały mieć ustawionego sędziego, który faktycznie  w czasie meczu w niczym nie pomógł Świtowi, może nawet utrudniał, a informacja dotyczyła również piłkarzy Świtu, że mogą być niezainteresowani wygraną z Polkowicami. Z analizy meczu podanego przez prasę wynika, że w sytuacjach nawet 200 % zawodnicy Świtu przestrzeliwali, co jest trochę dziwne, mając na uwadze poprzednie mecze, ale pamiętajmy, że był to ostatni mecz i ostatnia deska ratunku. To o tym meczu tyle. (...)
Chcę zaznaczyć, że ja nie miałem przed działalnością w Świcie, ani po działalności w Świcie żadnych kontaktów z F. (...) W takiej sytuacji jak ze Świtem znalazłem się pierwszy raz.    


Jerzy G. - były obsadowy w PZPN (całość tutaj):
Kiedyś zadzwonił do mnie Janusz S. i zapytał się mnie czy mogę wpłynąć na to aby określony sędzia sędziował mecze Świtu. Ja mu powiedziałem, że nie mogę wpłynąć na obsadę. On wtedy powiedział żebym podał mu obsadę, on tak wymuszał na mnie, że w końcu się zgodziłem podać mu tę obsadę. To było wtedy gdy Świt walczył o utrzymanie w I lidze. To było wtedy gdy trenerem Świtu był Janusz Wójcik. Ja też wtedy podawałem obsadę Świtu F. S. mi mówił, że oni już wcześniej znają obsadę. S. przyjeżdżał do mnie w piątki. Ja mu podałem obsadę kilku meczów, nie pamiętam teraz których. On mi dał z tego co pamiętam za to raz 5 tys., raz 2 tys. i jeszcze raz 2 tys.

S. znałem około rok czasu wcześniej niż on przyjechał do mnie za czasów, gdy trenerem był Janusz W. Znałem go jako działacza Świtu w czasie gdy jeździłem na mecze Świtu. Pamiętam, że on do mnie zadzwonił i chciał się ze mną spotkać, przed moim domem. Pamiętam, że on przyjechał i prosił mnie żebym spowodował żeby wybrani sędziowie sędziowali mecze Świtu. Ja mu powiedziałem, że nie mam na to wpływu więc on mnie poprosił żebym podał im chociaż przed meczem obsadę.  On wtedy wyciągnął telefon na kartę i mi go dał mówiąc, żebym się niczego nie bał bo w ten sposób będziemy bezpiecznie rozmawiać. Powiedział, że on kupił kilka telefonów na kartę w Nowym Dworze. Podczas tego pierwszego spotkania dał mi 5 tys. On zadzwonił do mnie kilka razy, początkowo dzwonił i pytał o obsadę, ja mu ją przekazywałem. Później przestał dzwonić. Ja mu przekazałem obsadę na 3 lub 4 mecze. On w pewnym momencie mi powiedział, że to co ja mu podaję to ci jego przełożeni i tak już wiedzą. Mówił, że mają jakieś inne dojścia, ale nie powiedział przez kogo. On mówił, że to Wójcik gdzieś się tam dowiaduje i poznaje obsadę. W pewnym momencie on przestał dzwonić. Z tego co pamiętam ja byłem na meczu, którego sędzią był G., to był chyba mecz z Polonią Warszawa, nawet wtedy już nie widziałem tego S. On mnie w pewnym momencie przestał pytać, nie było tak, że ja nie chciałem mu dalej podawać obsady.

Grzegorz S. - były piłkarz Górnika Łęczna (całość wyjaśnień tutaj):
Jeśli chodzi o mecz Świt Nowy Dwór - Górnik Łęczna to przed tym meczem dzwonił do mnie Ryszard F. i Janusz Wójcik. Gdzieś tydzień przed tym meczem zadzwonił do mnie najpierw Ryszard F. i powiedział, że ws. tego meczu zadzwoni do mnie trener ze Świtu NDM. Gdy otrzymałem ten telefon od F. to już wiedziałem o co chodzi. (...) Ten telefon F. był dla mnie ważny. Gdyby on nie dzwonił to ja bym nie podjął rozmów z trenerem Świtu. Bałbym się, że to jakaś podpucha, że ktoś chce mnie sprawdzić, jak ja się zachowam. Gdy zadzwonił F. to ja już wiedziałem, że to nie jest podpucha, i, że mogę rozmawiać otwarcie, bez obaw. Faktycznie chyba tego samego dnia zadzwonił do mnie Janusz Wójcik, trener Świtu. On na początku rozmowy zapytał mnie czy wiem w jakiej sprawie on dzwoni czy uprzedzał mnie o tym telefonie Ryszard F. Powiedziałem, że tak. Wójcik powiedział, że ma dla mnie propozycję. Powiedział żebym znalazł sobie jeszcze z 2-3 zawodników Górnika i żebyśmy odpuścili mecz Świtowi. Oczywiście było wiadomo, że za pieniądze, ale w tej rozmowie nie padła żadna konkretna kwota. Ja powiedziałem Wójcikowi, że się zastanowię, że jeszcze się zdzwonimy. On zadzwonił następnego chyba dnia i wtedy już była mowa o pieniądzach. On zaproponował jakieś 40-50 tys., ja wiedziałem, że Świt musi ten mecz wygrać więc zacząłem się targować. Powiedziałem, że to musi być 80 tys. On się za bardzo nie targował, zbił jedynie tę kwotę do 75 tys. Ja się na to zgodziłem. Powiedziałem Wójcikowi, że wtajemniczyłem bramkarza i stopera, co nie było prawdą. Pomyślałem sobie, że może się uda bez wtajemniczania innych. Dokładnie było tak, że w taki układ musiałbym wprowadzić bramkarza Mioduszewskiego, bo bez bramkarza takich rzeczy się nie robi, a z Mioduszewskim nie żyłem najlepiej.(...)  O tej propozycji Wójcika powiedziałem mojej żonie. Ona sama zaproponowała, że może pojechać po te pieniądze. W kolejnej rozmowie z Wójcikiem powiedziałem mu, że pieniądze odbierze od niego moja żona. Przekazałem Wójcikowi numer telefonu do żony. Oni się już później razem kontaktowali. Wójcik określił miejsce przekazania tych pieniędzy. Z tego co pamiętam żona pojechała po te pieniądze w środę lub czwartek poprzedzający ten mecz. Pojechała do Warszawy.
Ja wtedy opiekowałem się dzieckiem. Wtedy mieszkaliśmy w Łęcznej. Z tego co mi opowiadała żona to pieniądze dostała od Wójcika, który był w towarzystwie jeszcze jednego mężczyzny związanego ze Świtem. Ona nie wiedziała i ja też nie wiedziałem co to był za mężczyzna. Z tego co pamiętam to Wójcikowi zależało żeby być przy przekazywaniu tych pieniędzy i mieć przekonanie, że ma zapewnione trzy punkty. Z tego co żona mi powiedziała to ten drugi facet ją zapytał z kim mam do czynienia i ona się przedstawiła. Jedynie tyle żona mi opowiadała o przekazaniu tych pieniędzy. Po powrocie do domu, chyba na drugi dzień liczyliśmy te pieniądze, i okazało się, że w jednej z kupek - chyba 10 tys. zł brakowało 500 zł.  Te pieniądze były z tego co pamiętam zapakowane w reklamówce w kupkach po 10 tys. i jedna kupka 5 tys. Z tego co pamiętam my nikomu nie mówiliśmy o brakującym 500 zł. Daliśmy sobie z tym spokój bo kwota i tak była duża. Moja żona powiedziała o tym jedynie, z tego co pamiętam, swojej siostrze. Podczas meczu ja nie grałem od samego początku. Wszedłem dopiero na zmianę w II połowie. Świt miał przewagę ale nie mógł strzelić bramki. W końcu jednak Zganiacz strzelił bramkę i przegraliśmy 1:0.
Był także mecz na zakończenie sezonu 2002/2003 przed barażami. My potrzebowaliśmy zwycięstwa żeby grać w barażach. Graliśmy wtedy ze Świtem. Wiem, że prezes Górnika Łęczna Zbigniew Krasowski zaproponował 200 tys. prezesowi Świtu NDM za odpuszczenie mecz. prezes Świtu nie zgodził się i zażądał 400 tys.  Krasowski na taką kwotę się nie zgodził. Któryś z zawodników naszej drużyny na polecenie przełożonych dotarł do zawodnika Świtu Rafała Ruty i proponował mu pieniądze. Ruta jednak zaczął szaleć z kwotami. Najpierw chciał 100 tys., a później 150 tys. Na to przełożeni się nie zgodzili. Przed meczem na odprawę wszedł Krasowski i powiedział nam, że daje nam dodatkową premię 100 tys. za zwycięstwo. Ten mecz udało nam się wygrać.

Piotr Reiss - były piłkarz Lecha Poznań (całość wyjaśnień tutaj):
Jeśli chodzi o zarzut I i mecz Świt - Lech to wiem, że ten mecz przegraliśmy 1:0. Wiem, że były podteksty dotyczące tego spotkania. Ale to jest sport mogliśmy przegrać i wygrać. Wiem, że w tym meczu graliśmy w osłabionym składzie, ze względu na to, że trener dał kilku zawodnikom odpocząć i w obawie przed otrzymaniem kolejnych żółtych kartek, które by eliminowały tych zawodników w rozegraniu rewanżowego meczu Pucharu Polski z Legią Warszawa. Żadnych korzyści majątkowych w związku z tym meczem nie otrzymałem. Ten mecz był krótko po meczu z Legią w Poznaniu, wygranym przez nas 2:0. (...) Ja chcę powiedzieć, że w Lechu pracował masażysta, który wcześniej był zatrudniony w Świcie. To był Robert D. Ja uczestniczyłem w rozmowie z D. w szerszym gronie piłkarzy Lecha, podczas której on powiedział, że jest propozycja Świtu o dofinansowaniu nas w meczu z Górnikiem. Świtowi zależało na tym żebyśmy z Górnikiem wygrali, albo inaczej żebyśmy nie odpuścili Górnikowi. Ja nie pamiętam kiedy dokładnie pojawiła się ta oferta Świtu i D. Nie pamiętam czy spotykając się z przedstawicielami Górnika wiedziałem o tej ofercie D. Nie wykluczam tego, ale dokładnie nie pamiętam. Oferta D. to była bardzo dobra oferta. Można było wygrać i dostać dodatkową premię. Dlatego zespół przyjął ją na tak. Ta sytuacja była omawiana przez cały zespół w szatni po jakimś z treningów. Przed spotkaniem Górnik - Lech trafiły (pieniądze? dpanek) do zespołu. Przed tym meczem byliśmy na zgrupowaniu w Green Hotelu w Komornikach. Tam zostały dostarczone pieniądze. (...) tymi pieniędzmi dysponował przed meczem D., bo on nie grał w meczu. Z tego co pamiętam to ja widziałem te pieniądze w hotelu, chyba przyszedł z nimi któryś z chłopaków. Ja nie przypominam sobie żebym widział tą osobę, która przywiozła te pieniądze. Ja widziałem te pieniądze fizycznie w tym hotelu, była to kwota w dolarach. Ja nie wiedziałem jaka to jest suma, wydaje mi się, że D. mówił mi jaka to miała być kwota, ale ja nie brałem udziału w przedmeczowych pertraktacjach co do wysokości kwoty. I nie wiem czy kwota była taka jak w zarzutach. W tych pertraktacjach mógł brać udział Zbyszek W. jako najstarszy w tym zespole, może ja powiedziałem jaka kwota wchodzi w rachubę. Myślę, że E. nie brał udziału w tych negocjacjach. E. jest mężem mojej kuzynki. Ja nie pamiętam czy było jakieś zaskoczenie, że te pieniądze ze Świtu są w dolarach, mogło być coś takiego, ale dokładnie nie pamiętam. Lech wygrał mecz z Górnikiem i pojawił się problem z podziałem tych pieniędzy. W trakcie powrotu do Poznania, a autobusie klubowym pojawiły się kwestie jak te pieniądze podzielić czy po równo, czy tylko między tych co grali w tym meczu. Jak ostatecznie zostały podzielone nie wiem, nie brałem udziału w tym podziale i zrezygnowałem z kwoty, która miała być dla mnie. Nie dostałem żadnych pieniędzy za ten mecz ze strony Świtu. (...)
O tych propozycjach ze strony Górnika Polkowice i Świtu my zawodnicy informowaliśmy działaczy i zarząd Lecha. Mogło tak być, że to ja informowałem E. My w Lechu byliśmy jak jedna rodzina i chciałem żeby zarząd wiedział co się dzieje w klubie. Nic mi nie wiadomo aby przedstawiciele zarządu zajmowali jakieś stanowisko co do tych ofert i mówili, którą przyjąć, a którą odrzucić.
Wracając do tego meczu Świt - Lech to tam były podteksty, bo każdy kibic reagował, że mecze ze Świtem i Polkowicami i wyniki w tych meczach są podejrzane.
Ja nie pamiętam żeby ktokolwiek kontaktował się ze mną w związku w sprawie tego meczu. To spotkanie musieliśmy rozegrać i tyle, a naszym priorytetem były mecze Pucharu Polski.
Nie przypominam sobie żeby kontaktowali się ze mną jacyś zawodnicy Świtu w sprawie tego meczu i jego ewentualnego odpuszczenia. Być może było spotkanie, w którym uczestniczyłem i w którym omawiana była kwestia odpuszczenie meczu ze Świtem za pieniądze. To spotkanie mogło się odbyć w moim domu. Mógł uczestniczyć w nim Przemysław E. Nie pamiętam czy pan E. mówił coś o odpuszczeniu tego meczu za pieniądze, mogła być taka rozmowa. Myślę, że w tym spotkaniu mógł uczestniczyć Zbyszek W., jako najstarszy zawodnik. Osobą, która miała tę wiedzę o propozycjach ze strony Świtu mógł być E., ale wiem też, że być może byli zawodnicy Lecha i Świtu, którzy znali się ze sobą i mogli rozmawiać na ten temat. Jeśli chodzi o to spotkanie to stawiałbym, że mogli brać udział: K., Kaczorowski, Bosacki. Wiadomo, że jak się omawia sprzedaż meczu to się rozmawia z obrońcami, nie napastnikami. To byli starsi zawodnicy i obrońcy, więc z takimi osobami się rozmawiało. W tym spotkaniu mógł uczestniczyć także bramkarz, ten co bronił w tym meczu. Zatem w tym spotkaniu mogli uczestniczyć ci starsi obrońcy, których wymieniłem i bramkarz. Z tego co pamiętam to ktoś kto przyszedł i znam ten temat i propozycję rzucił pierwszy w czasie tego spotkania ten temat. Tą osobą był E. To on zaczął rozmowę, mówił, że jest propozycja finansowa ze strony Świtu za odpuszczenie meczu. Z tego co pamiętam on mógł wymienić taką kwotę, która jest wymieniona w zarzucie. Chcę powiedzieć, że w takich sytuacjach jest tak, że najpierw z taką propozycją zapoznaje się trzon zespołu i to trzon zespołu podejmuje decyzję czy wchodzimy w ten temat. Dopiero po takiej decyzji trzonu zespołu przekazuje się informacje pozostałym zawodnikom drużyny. Tak też było w tym wypadku. Najpierw podczas tego spotkania trzon zespołu podjął decyzję. Podczas tego spotkania my odpowiedzieliśmy E., że się zgadzamy. Chcieliśmy grać na zwłokę. Chyba tuż przed meczem, dzień przed meczem powiedzieliśmy, że się jednak nie zgadzamy. Ktoś musiał tę naszą zmienioną decyzję przekazać działaczom Świtu. Ja za ten mecz nie dostałem żadnych pieniędzy. W takich sytuacjach gra się na zwłokę dlatego, że my nie wiedzieliśmy kto wyjdzie na mecz w pierwszym składzie. Przed tym meczem raczej Janusz Wójcik się ze mną nie kontaktował, nie pamiętam tego dokładnie. Jeśli  Janusz Wójcik się ze mną kontaktował przed tym meczem to w tym celu żeby się zorientować czy ja wiem o tych uzgodnieniach i propozycji ze strony Świtu. Nawet chyba tuż przed tym meczem zaczepił mnie w tej sprawie na obiekcie aby się upewnić. Ja nie wiem z kim na temat tego meczu rozmawiał Przemysław E. W szczególności nie wiem czy kontaktował się w tej sprawie z Ryszardem F. (...) F. też mógł do mnie zadzwonić przed tym spotkaniem. Może nawet tak było, że dał mi do telefonu Janusza Wójcika i właśnie wtedy Wójcik mógł się mnie zapytać czy wszystko jest okej, ja potwierdziłem, że tak. Ja za ten mecz nie otrzymałem jednak od E. pieniędzy. ja nie wiem do kogo trafiły te pieniądze ze Świtu. Ja z żadnym z działaczy Świtu nie spotkałem się przed tym meczem osobiście. (...) Nie pamiętam żeby ktoś z zawodników Świtu się ze mną kontaktował. Być może dochodziło do jakiś rozgrywek zarządu Lecha z Wójcikiem, ja nie pamiętam żadnej awantury między zawodnikami a zarządem klubu. Przemysław E. jest moją rodziną, ale wtedy był także moim przełożonym, poza tym teraz jest nieformalnym menadżerem. Wtedy on w związku z tym nie tłumaczył mi się z tego z kim rozmawia i gdzie wyjeżdża. (...)
Nie pamiętam aby była w przerwie meczu  z Górnikiem Polkowice taka sytuacja, że działacze Świtu nam podwyższają obiecaną kwotę za zwycięstwo z Polkowicami.
Nie wiem czy trener Lecha wiedział o propozycjach ze strony Świtu w tych dwóch meczach. Mógł wiedzieć o tej podpórce z Polkowicami, bo głośno mówiło się o tym w autobusie. Trener Michniewicz tak jak ja był we Wronkach w Amice, więc mógł znać F. z tego klubu.

Piotr Dziurowicz - b. prezes GKS Katowice (czytaj tutaj):
Kto wyszedł z inicjatywą załatwienia tego meczu (w sezonie 1999/2000 - dopisek dpanek) to ja już nie pamiętam. Było to tak, że nasza drużyna przyjechała do Konstancina pod Warszawą gdzie nocowaliśmy. Niedaleko hotelu znajdującego się w Ośrodku Szkolenia Kadr ja spotkałem się z przedstawicielami Świtu NDM i na pewno był to Pyskaty bramkarz (...). Spotkanie to odbyło się w uliczce, w takim miejscu zaciemnionym i tam przekazałem Pyskatemu kwotę około 40 tys. zł aby nasz klub wygrał mecz. Pieniądze te były ze środków klubowych lub od osoby prywatnej, nie przypominam sobie skąd były te pieniądze.  GKS wygrał ten mecz chyba 1:0 o ile sobie dobrze przypominam. Z tego co pamiętam o tym, że mecz będzie załatwiony wiedział kapitan naszej drużyny Marek Świerczewski i z tego co pamiętam to on dzwonił w tej sprawie do Pyskatego. Drużyna przeciwna dostała pieniądze raczej Pyskaty i jeszcze ten drugi, natomiast kto jeszcze dostał z tej drużyny pieniądze to nie wiem gdyż ani Pyskaty ani ten drugi tego nie powiedzieli. Jedynie słyszałem jak Pyskaty powiedział, że jeszcze innym z tego trzeba zapłacić, wymienił jakieś nazwiska, ale ja nie pamiętam.
 
Tomasz W. - b. sędzia z Opola (całość wyjaśnień tutaj):
Kolejne spotkanie w tym samym sezonie to mecze Polar Wrocław - Lech Poznań we Wrocławiu i Świt Nowy Dwór - Lech Poznań. (...) Przed meczem ze Świtem też zadzwonił ktoś z Lecha i powiedział, że jest taka sama propozycja, ale, że nie napracuję się dużo bo te spotkania także są załatwiane z zawodnikami drużyn przeciwnych, a ja jestem zabezpieczeniem w razie katastrofy.

Mirosław D. - b. trener Górnika Polkowice:
Z tego co pamiętam to o utrzymanie w I lidze walczył wtedy też Świt NDM i z opowieści wiem, że zawodnicy Świtu zapłacili wtedy pieniądze zawodnikom Lecha żeby wygrali z Górnikiem. Kwoty nie kojarzę. Nie mam pewności co do tego, że płacili zawodnicy Świtu, również mogli płacić zawodnicy Polonii Warszawa bo Polonia na tym meczu bardzo zyskiwała.
 
Paweł Kryszałowicz - b. piłkarz Amiki Wronki: 
Grałem w meczu Amica Wronki - Świt NDM z 17 kwietnia 2004. Pamiętam ten mecz. W tygodniu przed tym meczem, albo w poniedziałek, albo we wtorek przed treningiem, przed wyjściem na płytę boiska przyszedł do szatni trener Majewski i powiedział głośno do wszystkich zawodników, że doszły go słuchy, że ktoś ze Świtu kontaktowałem się z którymś z zawodników, z kontekstu wynikało, że w celu kupienia meczu. On tak wprost chyba nie powiedział, ale taki był komunikat. Wtedy wstał Paweł Skrzypek i powiedział, że dzwonił do niego trener Wójcik w tej sprawie. Z tego co pamiętam, to chyba nawet było tak, że Skrzypek nawet starszym zawodnikom powiedział wcześniej o tym telefonie Wójcika niż był tam trener w szatni. Mogło też być tak, że Skrzypek mówił nam o tym telefonie już po tym jak trener Majewski wszedł do szatni i o tym powiedział. Skrzypek powiedział to m.in. mi i innym starszym zawodnikom. Nie pamiętam co on dokładnie powiedział, ale Skrzypek coś mówił, że dzwonił Wójcik i pytał czy będziemy grać na sto procent czy też nie. Coś w tym stylu. Na pewno Skrzypek mówił to jeszcze Jackowi Dembińskiemu, Bieniukowi, generalnie tym osobom, które stanowiły trzon drużyny. Generalnie mnie to nie interesowało, ja ze Skrzypkiem nie kontynuowałem rozmowy, nie dopytywałem co się za tymi słowami kryje. Wydaje mi się nawet, coś mi się tak kojarzy, że Skrzypek powiedział sam Majewskiemu o tym telefonie Wójcika i później dopiero Majewski wszedł do szatni z tą informacją, że wie o tym telefonie. Skrzypek wtedy w tej sytuacji wstał i powiedział, że dzwonił Wójcik, że pytał czy będziemy grać na sto procent, czy będziemy grać o zwycięstwo, tak relacjonował Skrzypek, natomiast nie wiem jaką rzeczywiście rozmowę przeprowadził z Wójcikiem. Być może to było takie zaproszenie nas do pertraktacji, ale my, przynajmniej ja, nie byłem zainteresowany wejściem w ten układ. Później uważałem, że przez to, że Majewski wszedł do szatni z podejrzeniami, to ten mecz jedynie zremisowaliśmy. Ja grałem w tym meczu pierwszą połowę, drugą oglądałem spoza murawy. W mojej ocenie, zawodnikom naszej drużyny trzęsły się nogi, poprzez tę psychozę podejrzeń i dlatego tylko ten mecz zremisowaliśmy. Uważam, że ten mecz nie był przez nas sprzedany, bo ktoś musiałby zapłacić naprawdę duże pieniądze. (...) Jestem zdziwiony tym co powiedział Wójcik, bo z tymi zawodnikami co on oprócz mnie wymienił, to ja się nawet nie kolegowałem. (...) Skrzypek mi zrelacjonował tę rozmowę z Wójcikiem, w taki sposób jak ja ją opisałem, mówił, że to do niego dzwonił Wójcik, że pytał czy będziemy grali na poważnie, ja zapytałem Skrzypka co odpowiedział Wójcikowi, on powiedział, że powiedział Wójcikowi, że będziemy grać o zwycięstwo. Na tym temat się skończył bo mnie nie interesowały te tematy.(...) Nie brałem nigdy pod uwagę, że ten mecz Amica - Świt miałby być sprzedany, wiedziałem, że po tych telefonach, tych uwagach Majewskiego, nastąpiła psychoza i dlatego chłopacy słabo zagrali i ten mecz tylko zremisowali.


Lista oskarżonych o korupcję w polskim futbolu.  
Lista skazanych za korupcję  
Lista ustawionych meczów  
Kto ustawił/próbował ustawić najwięcej meczów - zobacz listę
Mapa korupcji w polskim futbolu  

Zobacz nasz profil na Facebooku 
Zobacz nasz profil na Twitterze    

Reklamy, które widzicie od jakiegoś czasu na blogu nie sprawiają, że zarabiam jakieś duże pieniądze. Są to jednak pieniądze, które  pozwalają opłacić rozmowy telefoniczne lub bilety na pociąg, gdy zdobywam newsy na bloga. Jeżeli więc czytasz moje artykuły - na pewno warto kliknąć!