niedziela, 13 maja 2012

Siarka Tarnobrzeg

Siarka Tarnobrzeg to kolejny z klubów, o których niewiele w śledztwie dotyczącym korupcji w polskim futbolu. Nazwa ta jednak pojawia się więc i ja postanowiłem o klubie tym krótko napisać. 


10 stycznia 2009 - Andrzej B. "Mały Fryzjer" - pomagałem Siarce Tarnobrzeg - czytaj

WYJAŚNIENIA:

Arkadiusz B. - były zawodnik Korony Kielce (całość czytaj tutaj):
Na początku tygodnia, z tego co pamiętam, zadzwonił do mnie zawodnik Siarki Tarnobrzeg, nie pamiętam jego nazwiska i zaproponował mi, że za pieniądze odpuszczą nam ten mecz. Ten zawodnik był starszym zawodnikiem w Siarce, on nie grał w tym meczu. Z tego co pamiętam to pewna grupa starszych zawodników Siarki została odsunięta od zespołu. Oni właśnie próbowali sobie dorobić takimi propozycjami przy wykorzystywaniu znajomości z grającym zawodnikami tego klubu. On w rozmowie zażądał określoną kwotę za odpuszczenie meczu. To była dużo wyższa kwota niż ta, którą ostatecznie w negocjacjach uzgodniliśmy.  Ostatecznie uzgodniliśmy, że każdy z wtajemniczonych w układ zawodników Siarki dostanie po 2000. Tych zawodników wtajemniczonych miało być pięciu. Teraz sobie przypominam, że ten mężczyzna, który do mnie dzwonił nazywał się prawdopodobnie, o ile się nie mylę, G.  Po jego pierwszym telefonie ja mu nie dałem odpowiedzi czy w to wchodzimy, ale poszedłem z tym do Wdowczyka.  Przedstawiłem Wdowczykowi propozycję ze strony Siarki. Wdowczyk mi powiedział, żebym trzymał temat, że w tym meczu nie będziemy współpracować z B. i wchodzimy w temat z zawodnikami Siarki. Tak jak wcześniej mówiłem, uważam, że o takich sprawach, a właściwie o wszystkich sprawach trener powinien wiedzieć i dlatego poszedłem z tym do Wdowczyka. Gdyby Wdowczyk nie wyraził na to zgody to byśmy nie weszli w ten temat. To był chyba jedyny mecz w tej rundzie, w którym nie współdziałaliśmy z B., mieliśmy mecz załatwić sobie sami. Generalnie po tym naszym buncie z powodu coraz wyższych kwot chcieliśmy zerwać współpracę z B. Po tej zgodzie Wdowczyk skontaktował się z G. i uzgodniliśmy warunki odpuszczenia tego meczu. On miał podać nam nazwiska zawodników, którzy będą w układzie. Miało to być początkowo pięć osób, później w trakcie kolejnych rozmów on wymieniał nazwiska jedynie, o ile pamiętam, trzech osób, z ostrzeżeniem, że nie jest pewien czy trener wstawi te osoby do składu. On podał nazwiska starszych zawodników. Na temat tego meczu rozmawiałem także z zawodnikami z naszej drużyny. Oni zgodzili się na ten układ. Przed meczem zebraliśmy, złożyliśmy na tę kwotę pieniędzy,który żądał ten G. Te pieniądze zebraliśmy dla pięciu zawodników Siarki, mimo, że wszystkich nazwisk nie znaliśmy. Ostatecznie mieliśmy się dogadać już przed samym meczem.  Zebraliśmy 10 tys. zł, z tym G. było umówione tak, że przed samym meczem, przed wejściem na murawę jeden z zawodników Siarki miał mi dać znać czy temat jest dogadany i czy odpuszczają ten mecz. On wymienił nazwisko tego zawodnika. Teraz dokładnie nie pamiętam, ale było tak, że ten zawodnik powiedział przy wejściu na murawę, że nie wchodzą w ten temat, albo nawet, że tego wymienionego zawodnika nie było w podstawowej jedenastce i dlatego do odpuszczenia tego meczu nie doszło. W każdym razie mecz odbył się na normalnych zasadach i ten mecz przegraliśmy 2:0.
(...) Chcę także dodać, że Wdowczyk posądził mnie ostatecznie o to, że ja sprzedałem ten mecz z Siarką. Twierdził, że prowadziłem rozmowy w sprawie kupienia tego meczu, a w końcu sam go sprzedałem. To jest nieprawda. My ten mecz oglądaliśmy i analizowaliśmy kilkakrotnie, wydaje mi się, że Wdowczyk doszedł do takich podejrzeń na podstawie analizy meczu.

Były prezes GKS Katowice Piotr Dziurowicz (całość wyjaśnień tutaj):
 Wracając do meczu z Siarką Tarnobrzeg spotkaliśmy z przedstawicielami Śląska Wrocław w hotelu w Krakowie.  Kiedyś ten hotel nazywał się Intercontinental. Był on koło salonu Mercedesa. Przedstawiciele Śląska Wrocław zatrzymali się właśnie w tym hotelu gdyż jeden ze sponsorów tej drużyny miał tam kasyno. (...) O ile pamiętam to ja jedynie na tym spotkaniu reprezentowałem GKS Katowice. (...) Tam ustaliliśmy, że na ten mecz ja załatwiam piłkarzy Siarki Tarnobrzeg, a oni załatwiają sędziego. Postanowiliśmy zrobić zrzutkę i zebraliśmy 150 tys. 100 tys. było dla piłkarzy, 50 tys. dla sędziego. Prowadziłem rozmowy z przedstawicielem Siarki Tarnobrzeg ówczesnym prezesem tego klubu (...).  (...) Do tej osoby dostałem numer telefonu od ojca. Skontaktowałem się z nim telefonicznie i ustaliliśmy zasady podpórki. Był jednak jeden problem. On chciał abym pieniądze przekazał jemu, natomiast ja obawiałem się, że on te pieniądze zabierze i nic nie powie zawodnikom, a oni wezmą od Górnika Łęczna. W razie wygranej Siarki lub remisu on by zabrał pieniądze dla siebie. Takie były moje obawy. Dlatego ja dałem te pieniądze w jego obecności zawodnikom. Około godziny przed meczem przyjechałem do siedziby klubu do prezesa. Tam u niego w pokoju przekazywałem w jego obecności pieniądze zawodnikom. On wcześniej ustalił listę i wskazywał komu i ile mam dać. Zawodnicy z szatni byli przywoływani do pokoju prezesa i wchodzili pojedynczo. Każdemu z nich wręczyłem pieniądze w różnych kwotach. Pamiętam dokładnie, że bramkarzowi dałem 10 tys. zł. Tych zawodników było pięciu lub sześciu. Oni po wręczeniu pieniędzy zdeponowali je u prezesa z zamiarem odebrania po meczu. Do przerwy Siarka przegrywała 2:0 i byłem święcie przekonany, że część zawodników wzięła pieniądze również od Górnika Łęczna. Ponieważ bali się, że sportowo nie podołają zwycięstwu woleli wziąć łatwiejsze pieniądze za przegraną, a nie wątpliwe pieniądze za remis lub wygraną. Dlatego w przerwie meczu powiedziałem zawodnikom Siarki i prezesowi, że dostaną oni te pieniądze nawet w razie remisu. Wcześniej była rozmowa tylko o wygranej. Remis również eliminował Górnika z dalszej walki o awans lub znacznie ograniczał ich szanse. Trener Siarki wymienił w przerwie lub tuż po przerwie dwóch zawodników Siarki i to przyniosło efekt. Zaczęli grać do tyłu, zaczęli grać do przodu i osiągnęli remis 2:2. Po meczu wszedłem do szatni i im wszystkim podziękowałem, a pieniądze zostały u nich. (...) Wracając do meczu Siarki z Łęczną chcę dodać, że po mojej wypowiedzi dla Gazety Wyborczej (czytaj tutaj) jeden z zawodników Siarki potwierdził Gazecie anonimowo, że pieniądze wówczas im dałem.

B. sędzia liniowy Adam K. 
Przypominam sobie jeszcze mecz z sezonu 2002/2003 rozegrany w rundzie wiosennej 2003 pomiędzy Siarką Tarnobrzeg a Stalą Rzeszów. Po meczu trener Siarki przekazał nam przez Ogonka kopertę z pieniędzmi. Tych pieniędzy było około 1,5 tys. zł. Z tego co pamiętam w związku z tym meczem kontaktował się z Ogonkiem Blacha.Blacha z tego co pamiętam złożył Ogonkowi propozycję w imieniu Siarki. Ogonek przed meczem w drodze na mecz poinformował nas o tym i powiedział, że są w związku z tym meczem przygotowane pieniądze dla nas.

Ryszard M. - były działacz Górnika Łęczna:
Marka M. znam jeszcze z II ligi. W II lidze sędziował jeden mecz z Siarką w Tarnobrzegu. Poznaliśmy się z M. przed tym meczem w Sandomierzu na stacji benzynowej. (...) Tam proponowaliśmy M. jakieś pieniądze za pomoc w wygranej z Tarnobrzegiem. To były śmieszne pieniądze. M. nie odmówił, ale sędziował ewidentnie przeciwko nam. Dostaliśmy czerwoną kartkę i przegraliśmy 1:0. Siarka była wtedy bardzo mocna organizacyjnie i musiała nas przebić. To był rok 1997 lub 1998.
 

Lista oskarżonych o korupcję w polskim futbolu.  
Lista skazanych za korupcję  
Lista ustawionych meczów  

Zobacz nasz profil na Facebooku 
Zobacz nasz profil na Twitterze