poniedziałek, 23 maja 2011

ŁKS Łódź

ŁKS Łódź to jeden z tych klubów, o którego rzekomym ustawianiu meczów na razie nie wiemy zbyt dużo. W tym artykule zbieram te informacje, które do tej pory przeciekły ze śledztwa. Ten klub prokuratura dopiero rozpracowuje.



12 maja 2016 rozpoczął się proces Daniela G.
4 marca 2016 nie udało się rozpocząć procesu Daniela G.
5 lutego 2016 Jacek Ż. ukarany za korupcję
24 listopada 2015 Jacek Ż. skazany za udział w ustawianiu meczów ŁKS
28 czerwca 2015 - akt oskarżenia ws. Jacka Ż. i Daniela G.
13 kwietnia 2015 - Dwaj byli piłkarze ŁKS skazani za korupcję 
3 lutego 2015 proces Grzegorza G. przeniesiony do Katowic
15 grudnia 2014  Umorzenie śledztwa ws. ustawienia meczu Cracovia - ŁKS.Szczegóły
10 grudnia 2014  umorzenie śledztwa ws. ustawienia meczu Cracovia - ŁKS
23 września 2014 - sędzia Krzysztof Z. oskarżony o udział w ustawieniu dwóch meczów ŁKS
3 września 2014 - b. sędzia Piotr K. oskarżony o ustawienie meczów ŁKS
28 sierpnia 2014 - oświadczenie b. trenera ŁKS
18 sierpnia 2014 - jak Grzegorz G. ustawiał mecz ŁKS - szczegóły
11 sierpnia 2014 - Paweł G. podejrzany o udział w ustawieniu meczu z Cracovią
10 sierpnia 2014 - Marek Ch. podejrzany o ustawienie meczu z Cracovią
6 sierpnia 2014 - b. trener ŁKS podejrzany o udział w ustawieniu meczu z Cracovią
27 lipca 2014 sędzia Mariusz S. skazany za udział w próbie ustawienia meczu ŁKS
16 lipca 2014 - Grzegorz G. oskarżony o udział w ustawianiu meczów ŁKS
23 kwietnia 2014 b. sędzia Sławomir B. skazany za ustawienie meczu ŁKS
20 marca 2014 dwaj b. piłkarze ŁKS ukarani za korupcję
25 grudnia 2014 - akt oskarżenia ws. Sławomira B.
19 stycznia 2013 - wyjaśnienia b. piłkarza ŁKS Michała B. 
31 grudnia 2013 - akt oskarżenia ws. ustawienia meczu ŁKS
25 października 2013 - akt oskarżenia ws. ustawiania meczów ŁKS Łódź
 24 października 2013 - oświadczenie ŁKS ws. korupcji
16 października 2013 b. piłkarze ŁKS oskarżeni o korupcję
31 stycznia 2012 -  dwóch b. piłkarzy ŁKS skazanych za korupcję - czytaj.
18 stycznia 2012 - wniosek o przedłużenie śledztwa ws. korupcji w ŁKS Łódź - czytaj.
09 stycznia 2012 - piłkarz oskarżony o korupcję zatrudniony w ŁKS - czytaj
31 grudnia 2011 - jak ŁKS sprzedał mecz Zagłębiu Lubin - czytaj.
28 grudnia 2011 - b. piłkarze ŁKS dobrowolnie poddają się karze - czytaj.
27 grudnia 2011 - dwaj b. piłkarze ŁKS oskarżeni o korupcję - czytaj.
20 lipca 2011 - podejrzany o korupcję trener Grzegorz K. zatrudniony w ŁKS - czytaj
26.10.2010 - Jacek Kosmalski opowiada - zeszmaciłem się - czytaj.
30.09.2010 - B. piłkarze ŁKS już na wolności - czytaj
30.09.2010 - dwóch b. piłkarzy ŁKS zatrzymanych - czytaj.
07.10.2010 - akt oskarżenia ws. gangu Fryzjera - ŁKS chce kupić mecz z Jagiellonią - czytaj.
09.01.2009 - czy ŁKS ustawiał mecze w drodze po mistrzostwo - czytaj.

PRZESŁUCHANIA:

Były sędzia Mariusz S. z Opola (całość wyjaśnień tutaj): 
Ostatni mecz, który sędziowałem w II lidze gdzie została przyjęta przeze mnie korzyść majątkowa to mecz ŁKS Łódź - Zagłębie Sosnowiec z 21 sierpnia 2004 roku i zakończony wynikiem 2:2. O tym, że jadę na mecz poinformowałem telefonicznie (warszawskiego sędziego Grzegorza) G. Dzwoniłem na jego numer oficjalny. Nie pamiętam z jakiego telefonu dzwoniłem. Telefon ten wykonałem w dniu meczu. Powiedział, że zadzwoni do ŁKS i przekaże tę informację, Potem oddzwonił do mnie i powiedział, że jak przyjadę na miejsce to będzie ze mną rozmawiał kierownik drużyny gospodarzy Jacek Ż. (nadal jest kierownikiem ŁKS). Tak też się stało na miejscu jak przyjechałem. Jacek Ż. podszedł do mnie jak przyjechałem samochodem pod budynek. Szliśmy razem do szatni sędziowskiej. W trakcie drogi powiedział, że jest 5 tys. zł za zwycięstwo, z tego trzeba opłacić obserwatora. Ma być tak, że 3 tys. dla mnie, dwa dla obserwatora przy czym to on już miał załatwić tę sprawę z obserwatorem. Nie było żadnej rozmowy o remisie. Nie było świadków tej rozmowy. Obserwatorem meczu był Stanisław N.
24 kwietnia 2004 Polar Wrocław - ŁKS 1:3. ten mecz wpisałem dlatego, że byłem na tym meczu jako asystent. Widziałem jak B. drukuje dla ŁKS, wiem także, że B. miał dobre układy z ŁKS poprzez Grzegorza G. G. był rozprowadzającym wiele klubów. On wiedząc gdzie dany sędzia będzie sędziował zawsze wiedział co z taką wiedzą zrobić, do kogo zadzwonić żeby przeprowadzić transakcję.

Ryszard F. pseudonim Fryzjer (jego wyjaśnienia znajdziecie tutaj): 
W ŁKS załatwiał: Jacek Ż., Krzysztof Z., Artur Sz.

Były piłkarz Zagłębia Lubin Jacek M. (całość czytaj tutaj):
Jeśli chodzi o mecz z ŁKS Łódź to wiem to co sobie przypomniałem. Było spotkanie dzień przed meczem w hotelu, tam gdzie mieliśmy zgrupowanie przedmeczowe. W tym spotkaniu było sporo osób, zawodników Zagłębia Lubin - na pewno był Andrzej Sz., Grzegorz N., Ireneusz K., chyba Tomasz S., Sławomir P. czyli ci, którzy następnego dnia mieli grać w podstawowym składzie. Podczas tego spotkania była rozmowa żeby premie oddać dla zawodników ŁKS.  Wszyscy nie byli zgodni co do tego czy to uczynić. Z tego co pamiętam ktoś się skontaktował z zawodnikami ŁKS z propozycją odpuszczenia przez nich meczu właśnie za tę premię. Nie pamiętam kto się skontaktował z tymi zawodnikami. Nie pamiętam jaką kwotę zaproponowano tym zawodnikom. Z tego co ja  pamiętam to ja nie uczestniczyłem do końca w tym spotkaniu, nie pamiętam dzisiaj z jakiego powodu. Dlatego nie wiem jakie były rezultaty tej dyskusji. Z tego co pamiętam to później, gdy podpisywaliśmy premie meczowe, to się nie zgadzała kwota. Mogłem się wtedy domyślać, że te pieniądze poszły jednak na ten mecz. Przed samym meczem nikt mnie nie poinformował jak sprawa została załatwiona.  Z tego co dzisiaj pamiętam to podczas dyskusji przed meczem Wojciech Łobodziński nie zgadzał się na oddanie premii za ten mecz. Ja nie zajmowałem stanowiska w tej sprawie, bo miałem nie grać w tym meczu. W ostatnich kolejkach mało grałem i trener mi powiedział, że nie będę grał. Z tego co pamiętam to z tym tematem przyszedł Irek K. to znaczy Irek K. podczas tego spotkania, że jest kilku zawodników ŁKS, którzy chcą odpuścić ten mecz. (...)
Nie kontaktowałem się przed tym meczem z ŁKS z żadnym z zawodników tego klubu. Nigdy koledzy mnie nie prosili żebym to ja nawiązał jakiś kontakt z zawodnikami drużyn przeciwnych.

Były piłkarz Zagłębia Lubin Ireneusz K. (całość wyjaśnień tutaj):
Jeśli chodzi o mecz z ŁKS to nie przyznaję się do zarzutu. O tym, że ten mecz był kupiony dowiedziałem się 3-4 miesiące później od Andrzeja Sz. Ja wracałem z nim po treningu czy po meczu z Lubina do Wrocławia. Andrzej jechał dalej i mnie podrzucił do Wrocławia. Dokładnie to ja się dowiedziałem o tym jeszcze podczas gry w Lubinie czyli do czerwca 2004. Sz. powiedział mi, że ten mecz był załatwiony. Powiedział tylko tyle, ja byłem zaskoczony.

Piotr Dziurowicz - były prezes GKS Katowice (całość wyjaśnień znajdziecie tutaj):
W ostatnich czasach powszechnie mówiło się o nieuczciwie zdobytym tytule mistrza Polski przez ŁKS Łódź. Są to jednak zasłyszane opowieści w środowisku i nie mam wiedzy czy to jest prawda. Z relacji ojca wiem, że przedstawiciele ŁKS Łódź spotykali się w połowie drogi między Łodzią a Warszawą z sędziami i różnymi działaczami aby omawiać strategię kupowania kolejnych meczów. Ojciec opowiadał mi, że w spotkaniach tych uczestniczył również ówczesny minister sportu pan Dębski, który był kibicem ŁKS i pomagał panu Ptakowi, ówczesnemu właścicielowi klubu zbierać na ten cel pieniądze. (...) W rozmowie z jednym z dziennikarzy, chyba z Pawłem Zarzecznym powiedział mi on, że gdy rozmawiał z ówczesnym prezesem ŁKS przyznał on mu się, że kupił wiele meczów. Nie pamiętam nazwiska tego prezesa.

Andrzej Sz. - były zawodnik Zagłębia Lubin:
(...) był jeszcze mecz z ŁKS w tej samej rundzie. Tutaj sytuacja była podobna. Radę drużyny zawołał do siebie F. i powiedział żebyśmy załatwili ten mecz, powiedział wprost żebyśmy to załatwili przez Sławka P. On powiedział żebyśmy to zrobili przez niego bo Sławek przyszedł do nas właśnie z ŁKS. Powiedzieliśmy Sławkowi jaka jest sytuacja, ja z nim rozmawiałem na pewno. Jak zwykle zapytaliśmy pozostałych zawodników czy wchodzimy w ten temat bo mieliśmy się zrzucić na premię. Wszyscy zgodzili się przeznaczyć na to swoje premie. Po tej zgodzie powiedziałem Sławkowi P. żeby zadzwonił do zawodników ŁKS. On powiedział, że sprawę załatwi. Ustaliliśmy, że on załatwi sprawę tylko z wybranymi zawodnikami, a nie z całą drużyną. On się dogadał i powiedział, że będzie potrzebne na ten mecz 20 tys. Tę kwotę albo ja wziąłem od F. i przekazałem Sławkowi albo on bezpośrednio wziął ją od F. Dzień przed meczem pojechaliśmy do Łodzi i umówiliśmy się na kawę z kolegami ŁKS. On się umówił z tymi kolegami dzień przed meczem. Nie pamiętam czy on poszedł na to spotkanie sam czy z kimś od nas. Ja z nim nie byłem na tej kawie. On nam wtedy mówił z kim jest ugadany z ŁKS, ale ja dzisiaj tych nazwisk nie pamiętam. Wydaje mi się, ale nie jestem pewny, że on wymienił nazwisko M. Później powiedział nam, że sprawa została załatwiona. Mecz wygraliśmy.


Michał B. - b. piłkarz ŁKS Łódź:
Chciałbym jeszcze opowiedzieć o meczu z Cracovią z 2 czerwca 2004. Cracovia walczyła wtedy o awans. Pamiętam, że wtedy przed meczem przyszedł do szatni nasz prezes G. i przy wszystkich zawodnikach (tu znajdziecie skład na ten mecz) oraz trenerze, którym był wtedy Wojciech B. oraz przy kierowniku drużyny Jacku Ż. powiedział, że ten mecz z Cracovią musimy przegrać. Powiedział też, że w razie porażki możemy liczyć na pieniądze z Cracovii, ale nie podał kwoty jaka wchodzi w rachubę. Te słowa prezesa słyszeli wszyscy zawodnicy, trener B. i jeszcze dwaj pozostali trenerzy Marek Ch. i Grzegorz W. Wszyscy przyjęli to do wiadomości, było jasne, że G. musiał dogadać się z kimś z Cracovii. My zawodnicy z tego co się orientuję, to z nikim z zawodników Cracovii nie rozmawialiśmy na temat odpuszczenia tego meczu. Przynajmniej ja tego nie wiem, a jako kapitan bym wiedział. Po tym słowach G. ja jako jedyny powiedziałem, że nie będę robił z siebie wariata i powiedziałem żeby mnie nie wystawiał, że nie będę grał w takim meczu. I B. mnie nie wystawił, byłem w tym meczu rezerwowym. Trenerzy po tym poleceniu G. także w żaden sposób nie zaprotestował, że ten mecz mamy przegrać. Wiem od kolegów, że w przerwie meczu ponownie podszedł do nich G. i ponownie powiedział powiedział im żeby odpuścili mecz i, że dostaną za to pieniądze. Ja nie byłem przy tej rozmowie, byłem w tym meczu rezerwowym i w przerwie rozgrzewałem się. Do przerwy był remis w tym meczu, ostatecznie przegraliśmy go 4:1. Po meczu wracaliśmy autobusem i w autokarze były rozdzielane te pieniądze od Cracovii. Nie wiem jaka była łączna ta kwota, rozdzielali te pieniądze zawodnicy. Pieniądze te dał nam G. ale nie pamiętam czy osobiście czy przez kierownika Ż. Pieniądze te zostały rozdzielone pomiędzy wszystkich zawodników, trenerów i kierownika. Z tego co się orientuję to kwoty były zróżnicowane, ja dostałem kwotę rzędu 1-1,5 tys. zł, nie pamiętam jej wysokości dokładnie. Ja wziąłem te pieniądze bo wszyscy brali więc i ja wziąłem. Wszyscy w takim samym stopniu odpowiadali za tę sytuację. Ja nie wiem z kim G. załatwiał ten temat w Cracovii. Nie wiem ile on dostał za odpuszczenie meczu.
Kolejne przesłuchanie Michała B.:
 Do tego sędziego Sławka, sędziego meczu Polaru, kazał mi jechać Daniel G. On mi kazał dać mu pieniądze. G. mi podał numer telefonu do tego sędziego i kazał mi go zapisać w swojej komórce jako "pan Sławek". Ja się z tym sędzią kontaktowałem, dzwoniłem do niego ze swojego telefonu (...).
Pamiętam, że gdy odbieraliśmy te pieniądze od zawodników Polaru tego Jacka S. i bramkarza, nazwiska nie pamiętam, to oni nam oddali te pieniądze pomniejszone o 4-5 tys. Dostaliśmy wtedy albo 15 albo 16 tys. Pamiętam dokładnie to, bo później Jarek P. rozmawiał ze mną na ten temat i miał pretensje, że zgodziliśmy się odebrać mniejszą kwotę. Z tej rozmowy tak zdawało się wynikać, że może on nas podejrzewa, że my część tych pieniędzy zabraliśmy ze S. dla siebie. Pamiętam, że rozmawiałem o tym z P. w McDonaldzie w Łodzi. To było już po przekazaniu tych pieniędzy temu sędziemu Sławkowi. Przy tej rozmowie w McDonaldzie był S.
Kolejne przesłuchanie Michała B.:Do tego sędziego Sławka, sędziego meczu Polaru, kazał mi jechać Daniel G. On mi kazał dać mu pieniądze. G. mi podał numer telefonu do tego sędziego i kazał mi go zapisać w swojej komórce jako "pan Sławek". Ja się z tym sędzią kontaktowałem, dzwoniłem do niego ze swojego telefonu (...).
Pamiętam, że gdy odbieraliśmy te pieniądze od zawodników Polaru tego Jacka S. i bramkarza, nazwiska nie pamiętam, to oni nam oddali te pieniądze pomniejszone o 4-5 tys. Dostaliśmy wtedy albo 15 albo 16 tys. Pamiętam dokładnie to, bo później Jarek P. rozmawiał ze mną na ten temat i miał pretensje, że zgodziliśmy się odebrać mniejszą kwotę. Z tej rozmowy tak zdawało się wynikać, że może on nas podejrzewa, że my część tych pieniędzy zabraliśmy ze S. dla siebie. Pamiętam, że rozmawiałem o tym z P. w McDonaldzie w Łodzi. To było już po przekazaniu tych pieniędzy temu sędziemu Sławkowi. Przy tej rozmowie w McDonaldzie był S.
Nie pamiętam dzisiaj jednej rzeczy, czy my daliśmy temu Sławkowi jedynie tę kwotę  15-16 tys. czy też dostaliśmy od G. jakieś dodatkowe pieniądze, które dołożyliśmy do tych, które dostaliśmy od zawodników Polaru.

Jakub S. - były bramkarz ŁKS Łódź:
 Przesłuchanie z 3 listopada 2010.
Przed meczem z Polarem wezwał mnie i Michała B. do siebie prezes Daniel G. i powiedział żebyśmy zawieźli na stację paliwową w Kępnie lub przy samym Kępnie pieniądze dla zawodników Polaru. On kazał nam jechać gdzieś jeden, dwa dni przed meczem. G. powiedział, że te pieniądze trzeba tam na stacji przekazać Jackowi S., bo to są pieniądze na kupno meczu z Polarem. Podejrzewam, że on zawezwał akurat nas bo ja znałem S. i miałem mocną pozycję w drużynie,  S. grał wcześniej w ŁKS, a B. był kapitanem drużyny.
Razem pojechaliśmy do wskazanego miejsca. G. powiedział nam o której godzinie mamy być na tej stacji. Z tego co pamiętam to ja się z S. nie umawiałem, byłem już tam umówiony przez prezesa. W czasie drogi na miejsce dzwoniłem do S. bo zabłądziliśmy i chciałem mu powiedzieć, że się spóźnimy. Z tego co pamiętam S. na to spotkanie przyjechał z bramkarzem Polaru. Daliśmy tę kopertę i nawet za dużo nie rozmawialiśmy. Już we Wrocławiu przed meczem G. podszedł do mnie i powiedział żebym powiedział S., że za te pieniądze w zamian ma być już do przerwy dla nas bezpieczny wynik. Przekazałem to S. Do przerwy był jednak remis. W przerwie meczu G. powiedział mi żebym przekazał S., że musi oddać pieniądze bo nie zrealizował polecenia i my nie wygrywaliśmy do przerwy. Gdy wychodziliśmy na boisko ja te słowa G. przekazałem S. W drugiej połowie my wygraliśmy ten mecz. Coś kojarzę, że były jeszcze jakieś ustalenia na wypadek rzutu karnego. Było ustalone, że bramkarz ma się rzucić w ustaloną stronę bramki. Później z tego powodu, że bramkarz zachował się w sposób ustalony S. nie chciał oddać wszystkich pieniędzy. Mówił, że dał już pieniądze bramkarzowi i on nie chce z tego powodu ich oddać. Po meczu wróciliśmy do domu. Zaraz po meczu lub dzień później dowiedziałem się od pana G., że mam ponownie pojechać do Wrocławia i odebrać te pieniądze od S. Wydaje mi się, że do Wrocławia pojechałem dzień po meczu. Dzwoniłem do Jacka S. i umówiliśmy się we Wrocławiu pod jakimś centrum handlowym. Nie znam Wrocławia, nie wiem co to za centrum. S. pod tym centrum wsiadł do samochodu i pojechaliśmy za to centrum. Na to spotkanie pojechaliśmy z Michałem B. On dostał od G. polecenie aby jechać  ze mną. S. sam był na tym spotkaniu. On powiedział, że nie odda wszystkich pieniędzy bo część dał temu bramkarzowi, i bramkarz nie chce oddać. Nie pamiętam jaką kwotę pieniędzy daliśmy S. i temu bramkarzowi. On oddał nam więcej niż połowę. Kojarzę, że on powiedział,  że ten bramkarz część pieniędzy ze swojej połowy oddał, a on oddaje swoją połowę w całości. Wydaje mi się, że jeszcze przy S. dzwoniliśmy do prezesa G. i przedstawiliśmy mu sytuację. Wydaje mi się, że oddaliśmy słuchawkę telefonu Jackowi S. i on sam rozmawiał z prezesem. Hasło od prezesa przez telefon było, że mamy wracać. Później prezes kazał nam jeszcze wydzwaniać i upominać się o pieniądze, a gdzieś po tygodniu powiedział, że mamy ten temat zamknąć i przestać dzwonić. Nie pamiętam aby S. przesłał mi w późniejszym terminie jakieś pieniądze. Nie pamiętam. Jeśli to miało miejsce to na pewno oddałem pieniądze prezesowi. Zanim jeszcze opuściliśmy Wrocław dostaliśmy od prezesa telefoniczne polecenie aby te pieniądze, które dostaliśmy od S. zawieźć sędziemu tego meczu z Polarem. Prezes powiedział nam, że mamy te pieniądze zawieźć pod hipermarket albo w Kluczborku albo w Opolu. Dzisiaj nie pamiętam czy to było to pod Kluczborkiem czy Opolem, ale to była jedna z tych dwóch miejscowości. Nie pamiętam czy dzwoniliśmy do tego sędziego. (...) Pojechaliśmy pod ten hipermarket i tam na parkingu był już ten sędzia. On przyjechał samochodem (...) Teraz jednak kojarzę, że chyba dzwoniliśmy do tego sędziego żeby zapytać gdzie dokładnie stoi. Daliśmy mu te pieniądze i on wtedy powiedział, to pamiętam "nas tu nie było". On był sam. To był sędzia główny tego meczu Polar - ŁKS. Wtedy my wiedzieliśmy ile było tych pieniędzy w kopercie bo dzwoniliśmy do prezesa G. Teraz po prostu tego nie pamiętam. Prezes całą tę kwotę, którą dostaliśmy od S. kazał dać sędziemu. Pojechaliśmy po tym spotkaniu do Łodzi.
Później po treningu prezes G. kazał nam przy nim dzwonić do S. i upomnieć się o pieniądze. Po pewnym czasie już prezes powiedział żebyśmy się tym nie zajmowali.
Chcę także powiedzieć o meczu rozgrywanym w tej samej rundzie w Krakowie z Cracovią.  Już kilka dni przed tym meczem były rozmowy między piłkarzami, że ten mecz będziemy musieli przegrać, że prezes załatwia sprzedanie tego meczu.  To były na razie takie luźne rozmowy. Nie było wtedy oficjalnego komunikatu i polecenia. Graliśmy normalnie i do przerwy był remis 0-0. Wtedy wszedł do szatni prezes G. i zrobił nam awanturę dlaczego jeszcze nie przegrywamy. Kazał nam przegrać ten mecz. On zaczął nas straszyć, że z klubu nas wyrzuci jeżeli nie przegramy tego meczu. Po przerwie ten mecz przegraliśmy. Z każdego po tej awanturze zeszło powietrze. Po meczu w autokarze gdy wracaliśmy dostaliśmy pieniądze za to, że przegraliśmy. Nie pamiętam kto te pieniądze dzielił i nam rozdawał, ale był to albo trener B. (Wojciech B.  obecnie prezes Podbeskidzia BB - dopisek dpanek), albo drugi Ch.  (Marek Ch. - legenda ŁKS - dopisek dpanek) lub trzeci W. lub kierownik Ż. Ja dostałem kwotę coś 1,5 tys. zł. Pieniądze dostała kadra meczowa czyli grający i rezerwowi. Te pieniądze nie były dzielone po równo, każdy dostał według jakiś zasług.
Trenerzy i kierownik też dostali swoją działkę. Być może inni zawodnicy wiedzieli wcześniej, że mamy ten mecz przegrać za pieniądze. Do mnie docierały jedynie takie pogłoski, że mamy ten mecz sprzedać, ale nikt wprost mi tego nie powiedział. (zarzuty ws. ustawienia meczu ŁKS usłyszało już kilkanaście osób, m.in. ówczesny trener ŁKS (a obecnie prezes Podbeskidzia Bielsko Biała) Wojciech B., drugi trener Marek Ch. oraz były piłkarz ŁKS (a obecnie Korony Kielce) Paweł G. 
W tej samej rudzie, wcześniej był mecz ze Stasiakiem Opoczno. Dzień lub dwa dni przed meczem dostałem telefon od prezesa G. i on powiedział mi, że będzie do mnie dzwonił prezes Mirosław S. i będzie mnie pytał czy ja wiem, że prezes G. otrzymał od S. pieniądze za to, że zawodnicy ŁKS w tym ja mają odpuścić mecz ze Stasiakiem. G. powiedział mi, że mam w rozmowie potwierdzić, ze wiem o tym i, że odpuścimy mecz, ale mamy grać normalnie. Wiem, że S. miał dzwonić po potwierdzenie do innych zawodników, kilku kluczowych. Faktycznie dzwonił do mnie pan S. i ja w rozmowie potwierdziłem mu to co w rozmowie kazał mi potwierdzić pan G. Graliśmy jednak normalnie i wygraliśmy ten mecz. Nie wiem ile pieniędzy dostał G.
Był jeszcze mecz z Piastem w tej rundzie. Przed tym meczem prezes G. powiedział nam, że ma pieniądze od działacza Piasta.za to abyśmy tego meczu nie wygrali. Z tego co kojarzę to Piastowi zależało albo na zwycięstwie albo na remisie. Prezes powiedział nam, że mamy grać normalnie, mimo, że on wziął z Piasta pieniądze. W przerwie meczu wybuchała awantura bo działacze Piasta mieli pretensje, że my gramy normalnie, że nie odpuszczamy.  Wtedy drzwi do naszej szatni otworzył G. i przy jakiś osobach stojących obok niego powiedział, że oddaje pieniądze i mamy grać normalnie. Wygraliśmy ten mecz.
W ŁKS grałem zanim jeszcze do tego klubu przyszedł pan G.  W pierwszym moim sezonie 2001/02 w ogóle nie mieliśmy premii. W drugim moim sezonie 20002/03 przyszedł pan G. Mieliśmy obiecane pieniądze za wyniki w konkretnych meczach. Zawsze w klubie były kłopoty finansowe więc na bieżąco nie wypłacano nam premii. Te pieniądze się zbierały, mieliśmy później dostać premie za wszystkie mecze. Myśleliśmy, że dostaniemy te pieniądze zbiorczo po ostatnim meczu decydującym o naszym utrzymaniu. Po tym meczu jednak przyszedł pan G. i wprost powiedział, że nie dostaniemy tych pieniędzy bo wszystkie pieniądze z tych premii poszły na łapówki dla sędziów. W szatni było ogólne niezadowolenie więc później pan G., jakoś w tygodniu, powiedział, że za dwa ostatnie mecze, dostaniemy jakieś pieniądze.
W kolejnym sezonie kwestia premii wyglądała już nieco inaczej. Mieliśmy przyznawane premie, kwitowaliśmy ich odbiór, natomiast nie były nam wypłacane w pełnej wysokości. My kwitowaliśmy odbiór większej kwoty, a faktycznie dostawaliśmy mniejsze kwoty. O tym, że tak mamy robić powiedział nam pan G. Wprost powiedział, że ta różnica pieniędzy idzie na łapówki dla sędziów. Gdy podpisywaliśmy te listy z premiami to dostawaliśmy od G. informacje, że z danej premii on odciąga określoną kwotę, bo taką kwotę przekazał sędziemu. On mówił zazwyczaj, że i tak bierze od nas jakąś połowę łapówki, a drugą połowę dokłada z własnej kieszeni. Dokładnie on mówił o dwóch częściach, bo zazwyczaj on mówił, ze daje większą część na łapówkę. On zabierał nam jakieś 40-50 procent premii. Pieniądze były wypłacane w gotówce, w pokoju G., w takim sekretariacie. Pieniądze te wypłacał Ż. ale w obecności G. Oni tam siedzieli razem. Otrzymaliśmy informacje od G., że łapówki będą proponowane sędziom za każdy mecz w sezonie 2003/04. Tam miało być podejście w każdym meczu do sędziów. Za każdy mecz zakończony naszą wygraną zabierali nam premie. Mówili, że te pieniądze idą na sędziów. Nie było takiego przypadku żeby nam zabrano pieniądze z premii, kiedy ta premia była przyznawana.
Nie wiem ile pieniędzy G. dostał od działaczy Piasta i Stasiaka.
Z. znał Ż. bywał czasami na meczach ŁKS. Czasami widywałem go na obiekcie w czasie gdy nie było żadnego meczu. Ż. też był kiedyś sędzią. Ja znałem Z., bo jesteśmy z tego samego rocznika i razem graliśmy w piłkę. Widywałem na ŁKS Krzysztofa Z. w obecności Ż. i G. Nie znam Grzegorza G.
Przesłuchanie Jakuba S. 14 czerwca 2013
(...) Ze mną nikt z Cracovii przed tym meczem się nie kontaktował. Chcę jednak powiedzieć, że o tym, iż Cracovia będzie chciała od nas kupić ten mecz zaczęto już mówić gdzieś tydzień przed tym meczem. To były takie rozmowy między zawodnikami, że któryś coś tam słyszał. Nie potrafię tego odtworzyć w szczegółach, ale taka była atmosfera i takie dochodziły głosy. Jeden przykładowo mówił, że pewnie Cracovia będzie chciała ten mecz kupić. Drugi przyszedł i mówił, że już działacze prowadzą jakieś rozmowy,  trzeci, że ktoś tam gdzieś pojechał na rozmowy. To były tego typu rozmowy, nie pamiętam już kto mówił, ale kojarzy mi się jedna osoba - Jacek K. On był blisko z G. i on jakoś cały czas na telefonie wisiał z G. (...)
My spaliśmy przed tym meczem w hotelu na obrzeżach Krakowa, blisko było do takiego dużego centrum handlowego. Pamiętam nawet, że do tego hotelu przyjechał G., być może z P. i jakimiś zawodnikami ustalali ten temat sprzedaży meczu. Mnie przy tym stole nie było więc szczegółów nie powiem, ale wiem, że był omawiany ten temat. Później ten G. wszedł do szatni tak jak mówiłem. Po meczu dzieliliśmy pieniądze. Ostatnio chyba powiedziałem, że to trenerzy dzielili, ale chyba jednak było tak, że to my te pieniądze dzieliliśmy w autokarze. Wszyscy dostali, którzy byli w autokarze, wszyscy z kadry meczowej i nawet ci, których nie było, a którzy grali w naszym zespole w tej rundzie, czy też sezonie. Pamiętam, że dwie osoby, których nie było z nami, którzy zostali w Łodzi, też dostali pieniądze. Pamiętam, że były przy tym podziale odłożone pieniądze, dla jakiś chyba dwóch osób, te osoby miały dostać te pieniądze, w Łodzi. Trenerzy też dostali pieniądze, bo pamiętam, że zastanawialiśmy się czy trzeci trener W. też ma dostać. Postanowiliśmy, że dostanie. Skoro on jako trzeci dostał to pierwszy i drugi też musieli dostać. Kierownik Ż. też dostał. Nie wiem tylko teraz, nie pamiętam, czy trener B. z nami jechał autokarem, ale on też miał dostać pieniądze z podziału. (...)     
Było tak, że G. w przerwie meczu kazał mi powiedzieć S., że się wycofujemy bo do przerwy był remis, po meczu G. kazał nam męczyć telefonami tego S., aby oddał pieniądze. Tak jak mówiłem S. oddał pieniądze, ale nie całą kwotę, na pewno nie brakowało jedynie 2 tys. jak mówi S., ale nie pamiętam już dzisiaj ile brakowało. My poinformowaliśmy o tym, że brakuje tych pieniędzy G., byliśmy z nim na telefonie. S. mówił, że oni nie mają pieniędzy. Te zwrócone pieniądze daliśmy wtedy sędziemu meczu, tak jak wyjaśniałem. Wróciliśmy do Łodzi i wtedy Jarek P. kazał nam nastraszyć S. kibicami. Kazał nam powiedzieć im, że to są pieniądze kibiców i mają je oddać. My tak zrobiliśmy, ale S. chyba tych pieniędzy nie oddał, mi przynajmniej nie oddawał. Po pewnym czasie znowu podszedł do mnie P. i powiedział, że mamy się już tymi pieniędzmi nie zajmować. Z tej rozmowy wywnioskowałem, że to już teraz oni czyli pewnie P. i Goszczyński będą się odbiorem tej kwoty zajmować. Jak to się skończyło nie wiem. (...)

Jacek K. - b. piłkarz ŁKS Łódź:
Przesłuchanie z 30 września 2009:
Miał się odbyć mecz między: ŁKS a Zagłębiem Lubin. Grałem wtedy w ŁKS. Przed meczem zadzwonił do mnie Sławomir P., który wtedy był zawodnikiem Zagłębia. Nie pamiętam dokładnie na ile przed tym meczem on do mnie zadzwonił, ale myślę, że to było kilka dni przed meczem. W rozmowie zaproponował mi żebyśmy przegrali ten mecz za 20 tys. zł. Nie pamiętam dokładnie szczegółów tej rozmowy, ale mniej więcej wyglądało to tak, że on mnie prosił żebym porozmawiał z innymi zawodnikami ŁKS. Wydaje mi się, że już wtedy powiedział, że rozmawiał z Arkadiuszem M. i M. jest w temacie. Nie pamiętam czy to ja podszedłem z tym tematem do M. czy on on też mnie o to zagadnął, w każdym razie jakoś na treningu zaczęliśmy rozmawiać na ten temat. On potwierdził, że miał telefon od P. Uzgodniliśmy, że nie będziemy wtajemniczać w ten temat innych zawodników ŁKS.Wzięliśmy to odpuszczenie meczu na siebie. Jakoś później chyba rozmawialiśmy z P. telefonicznie i daliśmy mu odpowiedź, że zgadzamy się sprzedać ten mecz.
Pieniądze zostały przekazane jeszcze przed meczem Arkowi M. On trzymał je w swoim mieszkaniu. Ja dostałem swoją działkę od Arka dopiero po meczu. Pieniądze dostałem od Arka w jego mieszkaniu po meczu w dniu meczu. Dał mi 10 tys. zł. Nie pamiętam dzisiaj jak zostały przekazane przed meczem pieniądze Arkowi M. Sądzę, że wtedy to wiedziałem, dzisiaj nie pamiętam. Coś kojarzę, ale nie jestem pewien, że chyba P. przywiózł mu te pieniądze albo do domu albo spotkali się gdzieś na mieście. W każdym razie M. miał te pieniądze już przed meczem.
Chcę powiedzieć także o innych sytuacjach, o których mam wiedzę:
Graliśmy w rundzie jesiennej sezonu 2003/2004 z Cracovią. Mecz był rozgrywany w Krakowie. Ja w tym meczu nie grałem, bo miałem kontuzję. Chciałem jednak na ten mecz pojechać i zabrał mnie na ten mecz prezes Daniel G. Jechałem z nim samochodem. Z nami jechał jeszcze jego ochroniarz. Gdy byliśmy w drodze do Krakowa to G. rozmawiał przez telefon z drugim prezesem ŁKS Jarosławem P. W czasie tej rozmowy usłyszałem, że pan P. jest w Krakowie już od dwóch dni i prowadzi rozmowy na temat sprzedania tego meczu z działaczami Cracovii. Z tych rozmów wywnioskowałem, że wszystko zostało uzgodnione. Następnie pojechaliśmy z panem G. na spotkanie właśnie z panem P. i działaczami Cracovii. Do tego spotkania doszło w restauracji na starym rynku w Krakowie. Gdy przyjechaliśmy do restauracji siedzieli tam trzej działacze Cracovii i prezes P.   Z rozmowy wywnioskowałem, że sprzedaż tego meczu została dogadana. Jednym z tych przedstawicieli Cracovii był jej sponsor i jednocześnie właściciel tej restauracji, w której siedzieliśmy. Nie pamiętam nazwy tej restauracji (...) Jeszcze utkwiło mi w pamięci to, że gdy wychodziłem z tej restauracji to zobaczyłem Radka Majdana. który szedł z Dodą. Z restauracji wyszedłem z prezesem P. i on zawiózł mnie na stadion i mnie tam zostawił. Prezes P. gdzieś poszedł. Później on przyszedł i siedział podczas meczu obok mnie na trybunach. Pierwsza połowa zakończyła się remisem. W związku z tym w przerwie meczu P. zaczął odbierać telefony. Z tego co zrozumiałem osoba dzwoniąca niepokoiła się o wynik meczu, w kontekście wcześniejszych ustaleń. Po tych telefonach P. gdzieś poszedł i za jakiś czas wrócił. Mecz zakończył się naszą przegraną 4:1.Po meczu do Łodzi wracałem z prezesem P. Z nami jechali jacyś jego znajomi. W czasie drogi zadzwonił do niego G. i i z tego co zrozumiałem pytał go czy ma pieniądze za mecz. P. to potwierdził, powiedział, że ma. Myślę, że on wtedy mówił jedynie o tych pieniądzach, które zachował dla siebie i ewentualnie prezesa G., bo z tego co wiem to on wcześniej musiał przekazać pieniądze albo kapitanowi albo innej osobie, myślę, że starszemu zawodnikowi. Wiem, że te pieniądze, nie wiem czy w całości, czy też nie zostały wręczone zawodnikom ŁKS jeszcze w autokarze, kiedy wracali z tego meczu.W autokarze zostały podzielone na zawodników z kadry meczowej. Nie wiem czy wtedy wszyscy zawodnicy dostali pieniądze, czy też jedynie niektórzy dostali w autokarze. To znaczy z tego co wiem dostali wszyscy z kadry meczowej, ale nie wiem czy wszyscy w autokarze czy niektórzy później w klubie. Wiem, że każdy zawodnik z podstawowego składu i z ławki dostał coś po 15,-2 tys. zł. Ja to wszystko wiem z tych rozmów, których byłem świadkiem, ale także z rozmów z zawodnikami ŁKS w szatni. To był bardzo oficjalny temat sprzedaży tego meczu. Wszyscy o tym głośno mówili. To były jeszcze czasy kiedy nie ukrywało się takich rzeczy. Nie pamiętam dokładnie z kim z zawodników rozmawiałem na ten temat. Rozmawiałem z wieloma, mówiło się o tym głośno,  ale na pewno z  tego co pamiętam mówił mi, że dostał pieniądze w takiej kwocie bramkarz Jakub S.
Ja nie znam nazwisk tych pozostałych działaczy Cracovii. Myślę, że może bym ich rozpoznał. Najbardziej utkwił mi w pamięci ten jeden sponsor - właściciel tej restauracji. (...) Ja za ten mecz nie dostałem pieniędzy, nie byłem w składzie tego meczu.
Do ŁKS trafiłem na kilka dni przed meczem Zagłębie Lubin - ŁKS. Gdy przyszedłem do ŁKS funkcjonował już tam system uzyskiwania pieniędzy na łapówki dla sędziów z premii zawodników. Nikt mnie o tym nie poinformował, to było coś naturalnego i od razu wiedziałem o co chodzi. Podpisywaliśmy, że odbieramy wyższe premie, a dostawaliśmy niższe. Kwot dokładnie nie pamiętam. Kojarzę, że dostawaliśmy około 30 procent premii mniej. O tym się głośno nie mówiło, ale wszyscy wiedzieli, że te pieniądze idą na sędziów. To już tam funkcjonowało i było czymś naturalnym, dlatego ja się nie dziwiłem, nie protestowałem, przyjąłem te zasady. Czasami dostawaliśmy pieniądze do ręki, czasami były przelewane na konta bankowe. Niezależnie od sposobu wypłat te premie były zaniżane. Gdy były nam te premie wypłacane to wypłacał je kierownik Ż. Czasami wypłacała te pieniądze taka pani, ale nie pamiętam jej nazwiska. Nie byłem informowany o kupowaniu meczów u sędziów.  Było wiadomo, że mecze są kupowane, ale tym zajmowali się tym działacze używając naszych pieniędzy. Czasami trener mówił nam przed meczem żebyśmy padali na polu karnym. Odnosiłem wrażenie, że mówił to w kontekście przekupienia sędziego, ale wprost tego nie mówił.
Pamiętam, że w rundzie wiosennej wiosennej graliśmy z Polarem Wrocław we Wrocławiu. Przed meczem podszedł do mnie trener B. i powiedział mi, że jak będzie rzut karny to mam strzelić w konkretny róg bramki. On wtedy powiedział dokładnie, że to ma być lewy lub prawy róg, nie pamiętam dzisiaj który róg on wskazał. Faktycznie został podyktowany rzut karny i zauważyłem, że bramkarz niejako ewidentnie rzucił się w przeciwny róg do tego, który wskazał mi trener. Było widać, że bramkarz wiedział, w który róg będę strzelał i rzucił się w przeciwny, jeszcze w taki sposób abym dokładnie wiedział. w którą stronę on się rzuca.
Z tego co pamiętam to ja przed meczem nie wiedziałem, że ten mecz jest kupiony, tzn. nikt mi wprost nie powiedział. Jedynie po słowach trenera się domyślałem. Z tego co pamiętam to dopiero po meczu mówiło się między zawodnikami, że ten mecz był kupiony.
W tym sezonie graliśmy mecze z Pogonią i Arką. Tam było bardzo ciężko nawiązać walkę, głośno było, że te kluby są bardzo mocne w podchodzeniu pod sędziów. Na Arce to pamiętam, sędzia jawnie nas kręcił, nawet nie krył się, że jest kupiony. Tak się wtedy zdenerwowaliśmy, że chcieliśmy w trakcie meczu zejść z boiska. Nawet chyba zeszliśmy na chwilę na znak protestu.
Przesłuchanie 19 czerwca 2013
To co powiedziałem (podczas poprzedniego przesłuchania - dopisek dpanek) jest prawdą. Jedną kwestię wtedy pomyliłem. Później gdy się nad tym zastanawiałem doszedłem do przekonania, że się pomyliłem gdy składałem wyjaśnienia.  Chodzi o to, że wszystko jest z tego protokołu prawdą, z tym, że ja przed meczem z Cracovia do Krakowa nie jechałem z panem G., jak wcześniej powiedziałem, a z panem P. To nie P. czekał na nas w restauracji z tymi działaczami z Cracovii, a tylko pan G. czekał, a ja do restauracji przyszedłem z panem P. To pan G. był już w Krakowie wcześniej i prowadził rozmowy z działaczami Cracovii. Byłem świadkiem tych rozmów między G. i P. ws. sprzedaży tego meczy gdy jechałem na mecz z P., z tym, że w samochodzie jechał ze mną P. a rozmawiał z  nim G., a nie jak ostatnio powiedziałem, że to G. był w samochodzie.W tych rozmowach, które słyszałem w samochodzie padały kwoty, za sprzedaż tego meczu Cracovii, ale ja tych kwot nie pamiętam. (...) Ja na pewno jechałem do Krakowa w dniu meczu. (...)
Nie potrafię rozpoznać na tych tablicach osób reprezentujących Cracovię,  które były wtedy w tej restauracji w Krakowie. Ja tych osób po prostu nie pamiętam. Okazane mi zdjęcia też mi niczego nie przypomniały. (...)

Jacek Ż. - b. kierownik drużyny ŁKS Łódź
(...) Nie przyznaję się do popełnienia zarzucanych mi przestępstw. (...) Ja chciałem powiedzieć, że w ŁKS pracuję od 15 lat. Zawsze starałem się pracować uczciwie i sumiennie. Nigdy nie starałem się swoją postawą aby być z racji zajmowanego stanowiska posądzony o osiąganie jakiś korzyści. Jako kierownik drużyny miałem wielokrotny kontakt z sędziami obserwatorami wynikający z pełnienia funkcji, przez co rozumiem nawiązywanie kontaktów z sędziami i obserwatorami. Przedstawione zarzuty dotyczą zdarzeń sprzed 9 lat i trudno mi się tak dokładnie wypowiedzieć w tej sprawie. Zdaję sobie sprawę, że z racji zajmowanego stanowiska i w związku z toczącym się postępowaniem prokuratury mogłem być narażony na pomówienia, a może zeznania osób, którym z łatwością przyjdzie powiedzieć, że wręczałem łapówki. (...)
Jeśli chodzi o mecz Cracovia - ŁKS z czerwca 2004 to w tym meczu coś śmierdziało. Ja się dowiedziałem o tym po meczu kiedy od jednego z zawodników naszej drużyny dostałem pieniądze w kwocie 1000 zł i ten zawodnik powiedział, że to za ten mecz z Cracovią. Ten mecz przegraliśmy, a zawodnicy dostali kasę za ten mecz, domyślam się, że od kogoś komu zależało na dobrym wyniku Cracovii. Szczegółów nie znam bo nie brałem w tym udziału.  Te pieniądze dostałem w autokarze, gdy wracaliśmy do Łodzi. Ja siedziałem z przodu i nie patrzyłem co się działo z tyłu. Przypuszczam, że inni zawodnicy też dostali pieniądze do podziału. ale nie przypatrywałem się temu.
Wiem, że na meczu w Krakowie był G., był też Jarosław P. Ja ich widziałem w hotelu już dzień wcześniej. Nie pamiętam w jakim hotelu nocowaliśmy. Ja nie wiem jaką formalnie w klubie funkcję pełnił Jarosław P., uważam, że nie pełnił żadnej funkcji bo żadnych dokumentów nie podpisywał. Zawodnicy mówili do niego panie prezesie lub panie dyrektorze. Z mojej wiedzy wynika, że był on przedstawicielem sponsora (...)  
Bywało, że ja kilkakrotnie dzwoniłem do sędziów naszych meczów i informowałem ich, że będą wynagrodzeni, jeżeli mecz wygra ŁKS. Nie pamiętam do których sędziów dzwoniłem. Ja miałem numery do sędziów z racji zajmowanego stanowiska, były też sytuacje, że dostawałem numer od Krzyśka Z. Krzysiek Z. był w tym czasie czynnym sędzią, znaliśmy się od lat, razem wcześniej sędziowaliśmy, on przy mnie się uczył. Znaliśmy się też z boiska, ja praktycznie codziennie prowadziłem z nim zajęcia bramkarskie, gdy on trenował w ŁKS, był w wieku 14-18 lat. Mogło tak być, że ja prosiłem Z. żeby wcześniej zadzwonił do takiego sędziego i zapowiedział, że ja będę dzwonił. Były też takie sytuacje, że ja rozmawiałem z takim sędzią bezpośrednio na stadionie i informowałem go, że za zwycięstwo ŁKS będzie jakąś pula.
Nie pamiętam w których meczach rozmawiałem osobiście z sędziami i składałem im propozycje. Uważam, że takie sytuacje gdy osobiście rozmawiałem z sędziami i składałem im propozycje były może 2-3. Ja miałem powiedzieć, że dostanie taki sędzia kasę, ale jej nie wręczałem. Mogło tak być, że ja informowałem sędziego jaka będzie wysokość tej kwoty. Ja robiłem to na prośbę nieznanego mi gościa, o którym będę wyjaśniał.    Wydaje mi się, że nie było takiej sytuacji, żeby pan G. prosił mnie żebym składał propozycję sędziom naszych meczów. Nie przypominam sobie takiej sytuacji żeby pan G. przekazywał mi pieniądze dla sędziów. Nie było takiej sytuacji żebym przekazywał Krzyśkowi Z. pieniądze przeznaczone dla sędziów naszych meczów.
Ja nigdy nie przekazywałem pieniędzy sędziemu K. w związku z meczem ŁKS - KSZO. Wiem, że przekazywał K. pieniądze jakiś gościu. To było przed pokojem gdzie jedliśmy kolację w klubie. Poprosiłem pana K. na korytarz, bo zrobiłem to na prośbę tego pana. Ja tej osoby nie znam, to był mężczyzna w wieku 30-40 lat, szczupły. Powiedział żebym wywołał sędziego, przed meczem ten nieznajomy powiedział mi, że jak mecz wygra ŁKS to K., sędzia dostanie pieniądze. Nie wiem dlaczego ten mężczyzna powiedział to właśnie mnie. Nie wiem dlaczego nie powiedział tego osobiście sędziemu. Ten mężczyzna powiedział mi żebym tę informację przekazał sędziemu. Nie wiem czy ten mężczyzna powiedział mi jaka kwota wchodzi w rachubę dla sędziego K. Nie pamiętam czy z tym mężczyzną rozmawiałem w dniu meczu, przed meczem czy dzień wcześniej, ale raczej dzień wcześniej. Ja poinformowałem sędziego K., że są dla niego przewidziane pieniądze w przypadku zwycięstwa ŁKS. Ja nie pamiętam czy rozmawiałem z K. przed meczem telefonicznie czy osobiście na stadionie.  Ja nie pamiętam dokładnie, ale zakładam, że porozmawiałem z tym K. o tej propozycji, bo następnego dnia wywołałem K. do tego mężczyzny. Ja nie pamiętam czy K. dostał pieniądze od tego mężczyzny. Ja się bałem tego mężczyzny, który mi kazał rozmawiać z K., bo on był z mafii. Czy on był faktycznie z mafii to nie wiem, ale ktoś mi o tym powiedział, ale ja już nie wiem kto. Ja nic nie wiem czy ten mężczyzna miał jakieś kontakty czy związki z panem G., ja ich nigdy razem nie widziałem.
W tej sytuacji gdy ja rozmawiałem osobiście z sędzią meczu ŁKS przed meczem to też robiłem to na prośbę tego mężczyzny z mafii.
Ja z Krzyśkiem Z. widziałem się ostatni raz z kilkanaście dni temu w klubie. On przyjechał do nas żeby zaproponować sprzęt sportowy. Na temat postępowania ws. korupcji nie rozmawialiśmy.
Znam sędziego Grzegorza G., nigdy nie składałem mu propozycji korupcyjnych, związanych z meczami ŁKS, nigdy nie przekazywałem mu pieniędzy. Wiem, że G. i Z. znali się jako sędziowie. To właściwie tyle.
Jeśli chodzi o mecz ŁKS - Polar to w szatni między zawodnikami mówiło się, że ten mecz jest ustawiony z sędzią i, że zawodnicy zawozili temu sędziemu pieniądze. Ja słyszałem rozmowę zawodników między sobą w szatni. Nie wiem, którzy zawodnicy zawozili te pieniądze sędziemu. Ale nie wiem jaka tam była kwota.
Ja nie mam wiedzy żeby zawodnicy ŁKS w sezonach, których dotyczą moje zarzuty przekazywali swoje premie lub ich część na łapówki dla sędziów. Ale nie wykluczam takiej możliwości bo tak to w piłce działało przecież.
Kojarzę sędziego K. z nazwiska, ale nie kojarzę twarzy tego sędziego. Ja nie pamiętam czy składałem propozycję korupcyjną temu sędziemu., bo takie przypadki były. Ale nie potrafię przypisać tych swoich działań do konkretnego sędziego.
Jeżeli ja dzwoniłem do sędziego O. przed meczem z Arką to mogłem szukać potwierdzenia czy on sędziuje nam mecz. Chciał to wiedzieć czasami G. czasami piłkarze.A może to był jeden z tych przypadków gdy ja miałem złożyć propozycję korupcyjną, ale nie wiem czy tak było. Może miałem mu przekazać jakieś hasło o które prosił Krzysiek.
Ja nie wiem po co miałem przekazać hasło sędziom od Krzyśka Z. To brzmi niewiarygodnie i głupio, ale ja tak robiłem, ale nie wiem po co. Prosił mnie o to Z. Ja nie spytałem Z. po co mam te hasła przekazywać, chociaż znałem go dobrze od lat. Może to były jakieś zabawy, a może chodziło o coś innego.

Daniel G. - były sponsor i działacz ŁKS Łódź:
 (..) nie przyznaję się do ich (zarzutów) popełnienia. (...) będę składał wyjaśnienia w tej sprawie. Z tych zarzutów to jedynie wiem, że mecz z Cracovią był sprzedany.
Dzień wcześniej, przed tym meczem pojechałem do Krakowa. Gdy był już w Krakowie to zdzwoniłem się z Darkiem M., on był w Cracovii menadżerem lub prezesem grupy STU - coś takiego. Umówiliśmy się na kolację na Starym Mieście, nie pamiętam dokładnie tej restauracji. Chyba nikt inny nie uczestniczył w tym spotkaniu. Wypiliśmy alkohol i w pewnym momencie Darek M. zaczął się ze mnie śmiać i pytał po co ja w ogóle tu przyjechałem, bo przecież mecz jest sprzedany i przegrany przez ŁKS. Powiedział, że chłopaki czyli zawodnicy ŁKS i Cracovii już dogadali się między sobą. Ja nie bardzo w to uwierzyłem, po prostu myślałem, że on mnie podpuszcza. Na drugi dzień przyjechali kibice ŁKS, moi koledzy m.in. Jarek P. z kolegami, Jarek B. z kolegami i jeszcze więcej osób przyjechało i poszliśmy na obiad do restauracji (...) na Starym Mieście. Tam zjedliśmy obiad, wypiliśmy po kieliszku. Właściciel tej restauracji czy też dzierżawca postawił nam trzy butelki wódki. Zapłaciliśmy za obiad, napoje, a za tą wódkę nie chciał pieniędzy.
Po obiedzie pojechaliśmy na mecz. Tam czekał na nas Darek M. i wprowadził nas na loże i poszliśmy do cateringu. W drugiej połowie zobaczyłem, że zawodnicy ŁKS odpuszczają mecz, a wtedy Darek M. zaczął się śmiać i mówił: a nie mówiłem, że tak będzie. Wściekłem się, wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy stamtąd. Darek M. jeszcze mówił: po co się wściekasz, jak Tobie przecież punkty już nie są potrzebne, a dla nas te trzy punkty dla naszego awansu są jak zbawienie. Darek M. nie mówił mi jaką kwotę dostali ci zawodnicy.
W tej restauracji było gdzieś 30 osób, ale chyba sami ŁKS-iacy, chyba nie było nikogo z Cracovii, trudno mi powiedzieć, czy był ktoś z Cracovii. Na pewno ten właściciel restauracji był kibolem Cracovii. Darka M. raczej tam nie było, bo on chyba był na stadionie. Ktoś takie hasło rzucił, chyba Jarek P., żebyśmy przed meczem spotkali się właśnie w tej restauracji. 
W przerwie meczu nie wchodziłem do szatni zawodników, ja nigdy nie wchodziłem do szatni zawodników.
Nie pamiętam gdzie nocowali zawodnicy ŁKS, stop, przypominam sobie, na wjeździe do Krakowa, w takim lesie. Zaraz jak przyjechałem do Krakowa, pojechałem do chłopaków do tego lasu, to było przed kolacją z M. później, już po tej kolacji się z nimi nie widziałem.
O tym, że mecz był sprzedany powiedziałem chyba trenerowi (Wojciechowi Boreckiemu - dopisek dpanek), nie pamiętam kto był wtedy trenerem. Ale to była tajemnica poliszynela, wszyscy o tym mówili, że mecz był sprzedany. Chyba też powiedziałem o tym wiceprezesowi ŁKS Januszowi M. Chyba żadne konsekwencje nie zostały wobec zawodników wyciągnięte.
Darka M. przedstawił mi dużo wcześniej Jarek P. Przywiózł go P. bo oni mieli założyć u nas klub 100 na tej samej zasadzie co w Krakowie. Założyli ten klub. Później Darek M. chciał mi podebrać zawodnika Mariana Świątka i oferował mi kilku zawodników.
My spotykaliśmy się towarzysko, jeżeli już to tylko gdy oni przyjeżdżali na mecze ŁKS.
W kwietniu 2009 zostałem wyrzucony z klubu przez kibiców, a piłkarze mnie totalnie olali. Od tego czasu nie mam żadnego kontaktu z zawodnikami tego klubu. W 2003 i 2004 nie miałem konfliktów z zawodnikami ŁKS. Jedynie miałem pretensje do Piotra D., bo on pożyczał ode mnie pieniądze i nie oddawał na czas. Takich piłkarzy było więcej: K., M. Ostatecznie nie oddali mi wszystkich pieniędzy. Były to kwoty rzędu od 1000 do 3 tys.
S., B., S., lewego obrońcę, nie pamiętam nazwiska, dwóch bramkarzy, wyrzuciłem z klubu za to, że handlowali meczami. Wyrzuciłem ich w 2006 lub 2007. W sezonie 2006/07 powiedziałem, że oni sprzedają mecze bo grali w poprzek. W tym roku przejąłem drużynę i robiliśmy czystkę. Pięciu lub siedmiu wyrzuciłem. Drużynę przejąłem w 2006. Przejąłem stowarzyszenie ŁKS. W zamian za przejęcie Stowarzyszenie dostało jeden procent udziału w sportowej spółce akcyjnej ŁKS, ja miałem 69 procent udziałów, a 30 procent miał Maciej J. (...)
Znam Krzysztofa Z., on przychodził na mecze. Znam go jedynie jako kibice ŁKS. Nie utrzymywaliśmy żadnych relacji towarzyskich, spotykaliśmy się jedynie na meczach.
Czasem rozmawiałem ze Z. telefonicznie.  Rozmawialiśmy o jakiś piłkarzach. On był sędzią i jak mu jakiś wpadł w oko jakiś młody piłkarz, to on dzwonił i pytał, że jakiś wpadł w oko. Ja do niego dzwoniłem i pytałem czy ktoś nie wpadł mu w oko. O tym rozmawialiśmy telefonicznie.
Na oczy nigdy nie widziałem Grzegorza G. Nazwisko znam, ale na oczy go nie widziałem.
W tym miejscu prokurator poinformował podejrzanego, że nie mógł w 2006 lub 2007 wyrzucić z klubu Jakuba S., bo Jakub S. rozegrał ostatni mecz w sezonie 2003/2004, również Michał B. przestał być zawodnikiem ŁKS po rundzie jesiennej 2004/2005. Jacek S. grał natomiast w ŁKS w sezonie 2002/2003. 
Poddaję się, ale w każdym razie w 2006 nie było ich już w klubie. B. też pożyczał pieniądze. S. nie pożyczał. Za nieoddawanie pieniędzy i za handlowanie meczami wylecieli z klubu, ale nie wiem już kiedy.
Jarek P. był pracownikiem Macieja J. i pojawił się w klubie przede mną.
Nie mogę odtworzyć czy w tej restauracji w Krakowie był K.
Nigdy nie uczestniczyłem w żadnych zdarzeniach korupcyjnych. Wiem, że przyjeżdżali sędziowie i wołali pieniądze. Normalnie przyjeżdżali do klubu i mówili, że jak nie dostaną pieniędzy to nas skręcą. Ja to słyszałem na korytarzu w klubie, ale ja nigdy nie dawałem pieniędzy. Ja z tego światka sędziowskiego znałem jedynie Z. Ja nie dawałem pieniędzy sędziom, mimo, że oni się dopominali.
Zawodnicy za wygrany mecz mieli 20 tys. zł premii. Nic nie wiem o tym, aby zawodnicy oddawali premie na łapówki dla sędziów. Jacek Z. był kiedyś sędzią, więc znał tych sędziów wszystkich. Nie wiem nic na ten temat, aby Jacek Ż. miał jakieś korupcyjne kontakty z sędziami.


 Lista oskarżonych o korupcję w polskim futbolu.  
Lista skazanych za korupcję  
Lista ustawionych meczów  
Kto ustawił/próbował ustawić najwięcej meczów - zobacz listę
Mapa korupcji w polskim futbolu 

Zobacz nasz profil na Facebooku 
Zobacz nasz profil na Twitterze    

Reklamy, które widzicie od jakiegoś czasu na blogu nie sprawiają, że zarabiam jakieś duże pieniądze. Są to jednak pieniądze, które  pozwalają opłacić rozmowy telefoniczne lub bilety na pociąg, gdy zdobywam newsy na bloga. Jeżeli więc czytasz moje artykuły - na pewno warto kliknąć!