poniedziałek, 23 maja 2011

Proszowianka Proszowice

Jeden z tych klubów, którego nazwa się do tej pory nie wypływała zbyt często ze śledztwa dotyczącego korupcji w polskim futbolu. Jednak jeden z sędziów opowiada o propozycji jaką dostał i przyjął z tego klubu.



Wyjaśnienia Mirosława S. - byłego sędziego z Opola (całość wyjaśnień tutaj):
Mecz z 30 kwietnia 2003 roku Proszowianka Proszowice - Unia Tarnów 2:0. Otrzymałem na miejscu przed meczem od prezesa klubu Proszowianka Leszka Kokosińskiego. Powiedział, że daje 3 tys. zł za trzy punkty. O remisie nic nie mówił. Propozycja ta padła gdzieś przed meczem, okoliczności nie pamiętam dokładnie. Było to na stadionie. Świadków nie było. Propozycję przyjąłem. Obserwator meczu Zbigniew Bil otrzymał ode mnie tysiąc złotych. Przed meczem mówiłem mu, że Proszowianka premiuje mecz. Pieniądze przekazałem mu po meczu w drodze do samochodu. Asystentów w to nie wtajemniczałem. Pieniądze po meczu przekazał mi osobiście Kokosiński w gabinecie.

Wydarzenia dotyczą rozgrywek sprzed 1 lipca 2003 roku więc nie podlegają ściganiu.

Nazwa Proszowianki pojawia się też w wyjaśnieniach Przemysława Mierzwy ze śledztwa ws. korupcji w Arce Gdynia:
W sezonie 2003/2004 - jak opowiadał w śledztwie- grał część meczów, był też rezerwowym. "Nie udało się nam awansować, mówiono, że Cracovia finansowała sędziów i inne zespoły grające z nami. Były to tzw. podpórki. Stali Rzeszów obiecali 50 tysięcy złotych za wygranie z nami (Stal wygrała 1-0). Wojtek Pszeniczny mi to potwierdził" - opowiadał w śledztwie Mierzwa. Piłkarz dodaje, że pieniądze za "urwanie punktów" Koronie dostać mieli także zawodnicy Proszowianki Proszowice. "Do przerwy Korona wygrywała 1-0, do szatni w przerwie wszedł ktoś z Cracovii i obiecał 35 tysięcy złotych. Skończyło się remisem 1-1. Opowiedział mi o tym Darek Mielec" - mówił Przemysław Mierzwa.

Sędzia asystent Jarosław B. opowiadał o klubach, które miały płacić łapówki. Wymieniał Górnika Wieliczkę, Stal Rzeszów. Przytaczał jeden z meczów Górnika z Proszowianką (prawdopodobnie chodzi o mecz z czerwca 2003 roku, kiedy jeszcze nie obowiązywały przepisy o korupcji w sporcie). "Propozycje były z obu stron, drużyny walczyły o utrzymanie w III lidze. Padł remis. Sędziowaliśmy uczciwie, ale wzięliśmy 5 tys. zł. od Wieliczki. Główny dostał połowę, my po 25 procent" - mówił w śledztwie Jarosław B.

Dziennik Polski o Proszowiance