środa, 17 września 2014

Korupcja w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Zeznania Krzysztofa W.

Krzysztof W. to jedna z osób, które nie usłyszały zarzutów dotyczących korupcji, mimo, że jak sam mówił, wiele o niej wiedział. Jego zeznania są momentami zaskakujące i chyba nie do końca przekonały wrocławską prokuraturę.

Pierwsze przesłuchanie (niestety nie mam daty, ale na pewno z 2008)
Chciałbym dobrowolnie poinformować o sytuacjach korupcyjnych, które miały miejsce w klubie Świt Nowy Dwór Mazowiecki, kiedy z tym klubem współpracowałem. W 2004 prowadziłem firmę (...), która zajmowała się marketingiem sportowym oraz sponsoringiem. W grudniu 2003 napisałem ofertę dla klubu Świt Nowy Dwór Mazowiecki po czym zostałem zaproszony na rozmowę ws. podpisania umowy o współpracy pomiędzy moją firmą a klubem MKS Lukullus Nowy Dwór Mazowiecki. Współpraca miała dotyczyć pozyskiwania sponsorów dla klubu. Umowa została podpisana. Na przestrzeni kilku miesięcy współpraca się zacieśniła. Bywałem wtedy na wszystkich meczach granych przez Świt u siebie. Poznałem wtedy wielu ludzi związanych z piłką nożną. Między innymi poznałem wtedy dobrze prezesa Świtu Wojciecha Sz. Andrzeja L., który pełnił wtedy funkcję dyrektora sportowego, Grzegorza D., który był II trenerem oraz pierwszego trenera J., którego imienia w tej chwili nie pamiętam. W okolicach lutego 2004  na terenie zakładów mięsnych Lukullus w pokoju pana prezesa doszło do mojego spotkania z prezesem Wojciechem Sz., podczas którego rozmawialiśmy na temat przyszłości klubu.

Wyjaśnienia Wojciecha Sz. - czytaj więcej

Wtedy Sz. powiedział mi, że zaniedługo w klubie będzie nowy trener, który będzie miał dojścia do sędziów, co pozwoli utrzymać Świt w I lidze. Wcześniej prezes wielokrotnie żalił się, że jego klub jest notorycznie kręcony przez inne kluby, które miały dojście do Fryzjera i w ten sposób kupują za pieniądze u niego mecze.

Wyjaśnienia Ryszarda F. Fryzjera - czytaj więcej

W tym czasie nie znałem Fryzjera z imienia i nazwiska, natomiast z wiedzy zasłyszanej wiedziałem, że jest to osoba, która kręci sędziami piłkarskimi. Nigdy osobiście nie poznałem Fryzjera. W jednej z rozmów Sz. pytał się mnie czy mam dojście do Kolatora, gdyż wiedział, że miałem rozmaite kontakty sportowe i biznesowe. Dlatego może myślał, że będę miał dla niego dotarcie, ale nie miałem. Wracając do spotkania z prezesem. Prezes powiedział, że nowy trener będzie miał dobre układy i dotarcie do sędziów. Prezes Sz. powiedział wprost, że teraz to my czyli Świt będzie kupował mecze dzięki czemu zostanie w I lidze. W związku z tym poprosił mnie żebym ostro zabrał się za poszukiwanie sponsorów gdyż będą potrzebne pieniądze. Wtedy jeszcze Sz. nie powiedział mi kto będzie tym trenerem. Jakiś czas później, prawdopodobnie w marcu 2004, przyjechał do klubu Świtu pan Janusz Wójcik. Wcześniej nie znałem go osobiście, widziałem go jedynie przelotnie podczas kilku imprez sportowych. Janusz Wójcik cieszył się wtedy wśród piłkarzy i działaczy klubu wielkim autorytetem jako były trener reprezentacji Polski. Janusz Wójcik miał być nowym trenerem klubu Świt. Ja nie uczestniczyłem wtedy w rozmowach z Januszem Wójcikiem na temat jego kontraktu. Wiadomo było, że zadaniem Wójcika miało być utrzymanie klubu w I lidze. W rozmowie z Sz. dowiedziałem się, że Wójcik będzie załatwiał korzystne dla Świtu wyniki.z sędziami w zamian za pieniądze przeznaczone specjalnie na ten cel przez Świt.

Wyjaśnienia Janusza Wójcika - czytaj więcej

Wtedy też od Sz. dowiedziałem się, że Wójcik miał obiecane poza kontraktem, w zamian za utrzymanie się w I lidze, że dostanie pod stołem 100 tys. zł.  Sz. powiedział mi to podczas rozmowy przy piciu kawy w klubie. Cieszyłem się dobrym zaufaniem Sz. gdyż byłem odbierany w klubie jako człowiek L., do którego miał pełne zaufanie.  
Wójcik zaczął prowadzić klub od meczu z Odrą Wodzisław. W tym meczu oficjalnie jako trener występował Grzegorz D., gdyż Janusz Wójcik nie miał w tym czasie jeszcze ważnej licencji lub coś w tym stylu. W dniu meczu z Odrą Wodzisław Sz. przywiózł do klubu ze sobą 30 lub 40 tys. Następnie w pokoju dyrektora klubu dał je przy mnie Andrzejowi L. i kazał mu odliczyć i zapakować w kopertę 20 tys. Powiedział, że te pieniądze są dla sędziego, który przyjedzie sędziować spotkanie z Odrą oraz dla obserwatora tego spotkania. Dla mnie było jasne, że trener Janusz Wójcik załatwił pozytywny wynik dla naszego klubu i teraz trzeba było za to zapłacić. Andrzej L. przeliczył te pieniądze i wsadził je w kopertę. Na niedługi czas przed meczem do sekretariatu klubu wszedł mężczyzna, który następnie skierował się do pokoju dyrektora klubu Świt. W tym pokoju byłem ja, dyrektor L. i prezes Sz. Sz. podniósł z biurka kopertę kolory żółtawego, w której było przygotowane 20 tys. i podał je temu mężczyźnie. Nic przy tym nie mówili. Powiedzieli sobie jedynie dzień dobry. Po czym mężczyzna ten wziął kopertę, włożył do torby i wyszedł. Ja wtedy myślałem, że to jest jakiś pośrednik, który przyszedł po pieniądze dla sędziego. Natomiast gdy zaczął się mecz, zobaczyłem, że ten mężczyzna, który wziął od Sz. kopertę był głównym sędzią tego meczu. Był to młody mężczyzna dość wysokiego wzrostu. Wtedy nie wiedziałem jak się nazywa, teraz wiem, że to był Jarosław Ż. Po meczu widziałem go również w szatni sędziowskiej klubu. Byłem wtedy zdziwiony, że odebranie pieniędzy odbywa się w tak jawny sposób. Nie sądziłem, że pieniądze odbierze osobiście sam sędzia, tylko jakiś pośrednik. Nie pamiętam dokładnie przebiegu tego spotkania. Mecz się zakończył chyba wynikiem 3:1 dla Świtu. Z tego co pamiętam na tym meczu był obecny Wiesław Kaczmarek. Po meczu była wielka feta w klubowej knajpie na terenie klubu. Wśród zawodników wzrosło bardzo morale. Myślę, że zawodnicy byli przekonani, że to oni sami dzięki swoim umiejętnością wygrali ten mecz. Myślę, że nie mieli żadnej wiedzy, że ten mecz został kupiony. (...)

Korupcja w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki - czytaj więcej 

Następny mecz był z Górnikiem Łęczna 24.04.2004. W dniu meczu, na kilka godzin przed prezes Sz. przywiózł pieniądze w kopercie koloru białego formatu A4. Sz. powiedział mi, że ma w niej 22 tys. Było to w pokoju dyrektora klubu. Powiedział mi, że te pieniądze miały być dla sędziego, który przyjdzie sędziować spotkanie. W pokoju był też Janusz Wójcik. Piliśmy wtedy we trójkę kawę. Janusz Wójcik powiedział w pewnym momencie do Sz., że musi iść załatwić pewną sprawę i zwrócił się do Sz. - Daj mi to co masz dla mnie. Wtedy Sz. dał mu tę kopertę z 22 tys. Dla mnie było jasne, że Wójcik ma przekazać te pieniądze sędziemu. Nie pamiętam dokładnie przebiegu tego spotkania. Natomiast pamiętam, że zakończyło się korzystnym dla Świtu wynikiem 1:0. Bramkę strzelił chyba Zaganiacz. Po meczu był w Przeglądzie Sportowym artykuł, z kontekstu którego wynikało, że dobry trener Janusz Wójcik odmienił drużynę i dlatego Świt jeszcze walczy. Ja nie wiem czy Janusz Wójcik przekazał te pieniądze sędziemu czy obserwatorowi czy wziął je dla siebie, bo ja tego nie widziałem.
Następne spotkanie było 8 maja 2004 z Polonią Warszawa. Ten mecz był również kupiony. W dniu meczu, podobnie jak wcześniej do klubu przyjechał Sz. Sz. przyjechał z żoną i jakimś młodym mężczyzną, który był prawnikiem. Mężczyzna ten mówił do Sz. "wujku". Tym razem nie widziałem żeby Sz. komuś przekazywał kopertę z pieniędzmi gdyż on był z rodziną i ja do niego nie podchodziłem. Widziałem natomiast, że Sz. zamknął się w swoim pokoju na dłuższą chwilę ze S., chyba Januszem i tam rozmawiali. Następnie poszedłem na mecz. Z tego co pamiętam to sędzia podyktował w tym meczu chyba dużo żółtych kartek dla zawodników Polonii co zmusiło ich do mniej agresywnej gry. Sędzią tego meczu był Grzegorz G.

Wyjaśnienia Janusza S. - b. członka zarządu Świtu NDM - czytaj więcej

Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Świtu. Po meczu Janusz Wójcik szybko pojechał do domu i wyjątkowo chyba nie został po meczu by pić alkohol z okazji wygranej (...) Dopuszczam taką możliwość, że S. odebrał od Sz. pieniądze, które następnie przekazał Wójcikowi, ale to jest tylko moja teoria. Podczas imprezy z okazji zwycięstwa doszło do rozmowy między mną, S., Tatkiem H., jakimś mężczyznom z portalu internetowego (...) i innym członkiem zarządu, którego imienia i nazwiska teraz nie pamiętam. Podczas tej rozmowy S. powiedział do mnie w sposób ironiczny, że Wójcik to świetny trener - wygrywa wszystko co ma wygrywać. Ja wiedziałem, że jest to wypowiedź ironiczna i, że w domyśle chodziło o to, że Wójcik świetnie załatwiał mecze, ale pozostali rozmówcy tego nie wiedzieli.
Następny mecz był chyba z Lechem Poznań. Jak zwykle w dniu meczu Sz. miał już przygotowane pieniądze. Ja nie widziałem tych pieniędzy i nie wiem ile ich było. Przypuszczam, że Wójcik i Sz. przed meczem ustalili ile tych pieniędzy ma być, gdyż przed meczami Sz. zawsze już miał przygotowane pieniądze. 
Ale wiem na pewno, że pieniądze na mecz z Lechem były przygotowane i przekazane sędziemu Robertowi M. Ja na tym meczu siedziałem na trybunach i rozmawiałem z Andrzejem M. L. powiedział do mnie - zobaczysz jaki będzie ładny mecz. Ja się go zapytałem - to co załatwione? A on odpowiedział, że załatwione. Dla mnie było jasne, że ten mecz jest kupiony.(...)
Chciałbym jeszcze dodać, że trenowanie zespołu przez trenera Janusza Wójcika sprowadzało się do kupowania meczów. Nie przychodził prawie w ogóle na treningi. (...) Janusz Wójcik prawie w ogóle nie interesował się klubem. (...)

Przesłuchanie z 5.06.2008
Na wstępie chciałem powiedzieć, że 2-3 tygodnie temu napisałem na ogólnie dostępny adres mailowy CBA i opisałem pewne zdarzenia korupcyjne, o których wiedziałem. Były to zdarzenia dotyczące korupcji związanej z (...) i korupcji w sporcie, w piłce nożnej i innych dyscyplinach. Ja podałem swoje dane będąc gotowym do kontaktu z funkcjonariuszami CBA. Telefonicznie skontaktował się ze mną funkcjonariusz CBA, był to funkcjonariusz z Wrocławia. Jego interesował temat korupcji w piłce nożnej. Ja spotkałem się z tym funkcjonariuszem w Warszawie, gdzie zostałem przez niego przesłuchany w charakterze świadka 28 maja 2008.
Ja od małego byłem związany ze sportem. Mój ojciec był pracownikiem Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki. Zajmował się kontrolą finansową klubów sportowych, następnie był sekretarzem generalnym Polskiego Związku Tenisa Sportowego. Poza tym pracował w Polskim Związku Brydża Sportowego. Był cały czas związany ze sportem. Dzięki niemu obracałem się w środowisku sportowym. Ja studiowałem prawo w Warszawie. Nie skończyłem tych studiów. Na pierwszym roku studiów założyłem z kolegą agencję modelek i tym się zajmowałem. Około 2002 zacząłem zajmować się sportem. Pracowałem wtedy w agencji reklamowej z siedzibą w Warszawie. Z tego co się orientuję to ta agencja już nie istnieje. Ja się zajmowałem pozyskiwaniem sponsorów dla klubów żużlowych oraz samych żużlowców, np. Piotra Protasiewicza. Ja byłem wtedy w bliskich kontaktach z Władkiem Gollobem, zasiadałem w zarządzie WKM Gwardia Warszawa - drugoligowym klubie żużlowym. Współpracowałem też z klubem żużlowym Polonia Bydgoszcz, przy organizowaniu turniejów Grand Prix. Zajmowałem się też organizacją mistrzostw w brydżu sportowym. Ja sobie wyrobiłem nazwisko i markę w środowisku sportowym, szczególnie jako osoba umiejąca pozyskiwać sponsorów dla klubów sportowych. W 2003 ja zająłem się pozyskiwaniem sponsorów dla klubów piłkarskich. Byłem na rozmowach w takich klubach jak: Górnik Polkowice, Świt Nowy Dwór Mazowiecki, Polonia Warszawa, Widzew Łódź. Jeśli chodzi o moje kontakty ze Świtem to pierwsze rozmowy prowadziłem z działaczem Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej, nie pamiętam jego nazwiska, na imię miał Krzysztof. Nie wiem jaką funkcję pełnił ten Krzysztof w MZPN. (...) To był niski facet, był blondynem. Ja znałem jego nazwisko, teraz nie pamiętam. My spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, grywaliśmy wspólnie w kasynie (...). On grywał codziennie - przede wszystkim w pokera i ruletkę. On przegrywał straszne pieniądze. To Krzysztof skontaktował mnie z Andrzejem L. - ówczesnym kierownikiem czy dyrektorem Świtu. Ja spotkałem się z nim w Nowym Dworze w siedzibie klubu. Okazało się, że L. zna mojego ojca i rozmowy były łatwiejsze. Pierwsze rozmowy przeprowadziłem w listopadzie 2003, to było po aferze barażowej związanej z meczem Świtu ze Szczakowianką. Ja przyjechałem do klubu na spotkanie z L. z moim współpracownikiem Tomaszem H. On pomagał mi w skonstruowaniu umowy ze Świtem. H. miał też dostęp do różnych firm i mógł mi pomóc w uzyskiwaniu sponsorów. L. opowiadał na tym spotkaniu o klubie, aferze barażowej i o trudnej sytuacji Świtu w rundzie wiosennej 2003/2004. Mówił, że zamyka się okno transferowe, że mają mało czasu na pozyskiwanie zawodników. Powiedział, że właśnie trafił do nich zawodnik Z. z Legii, że kręci ich w transferach menadżer M. L. powiedział, że u nich w klubie nie istnieje właściwie marketing, że mają tylko jednego sponsora - firmę Lukullus, której właścicielem był i jest pan Sz. Powiedział, że pomagają im też dwie firmy o nazwach: Kołacz i Smaczek. Jedna z nich to była ciastkarnia - piekarnia, druga zajmowała się produkcją pierogów. Powiedział, że są im potrzebne pieniądze, że cały ciężar sponsorowania leży właściwie na firmie Lukullus i pieniądzach uzyskanych z Canal Plus. L. powiedział, że mają koncepcję przekształcenia stowarzyszenia w spółkę sportową. akcyjną i, że bardzo zależy im na utrzymaniu się w I lidze, chociaż ich sytuacja jest dramatyczna. Ja uznałem, że podjęcie współpracy ze Świtem może być dla mnie opłacalne i korzystne. Ja z H. przygotowałem projekt opisujący strategię i rozwój tego klubu. Prowadziliśmy wtedy rozmowy z browarami Gambrinus, którzy byli zainteresowani sponsoringiem w naszej pierwszej lidze piłkarskiej. Sprawdzaliśmy gdzie i jakie reklamy można usytuować na stadionie, na biletach i koszulkach zawodników. Mieliśmy koncepcję przebudowy strony internetowej, materiałów reklamowych. Taki był przebieg pierwszej rozmowy z L. Następnie on wyraził zainteresowanie naszą propozycją i doszło do kolejnych rozmów. W następnej rozmowie w siedzibie klubu uczestniczył pan Sz. Spotkaliśmy się w cztery osoby: ja, H., L. i Sz. to była końcówka grudnia 2003/początek stycznia 2004. Pamiętam, że zawodnicy Świtu byli wtedy na zgrupowaniu na Cyprze. Sz. odebrałem na tym spotkaniu jako osobę konkretną i rządzącą tym klubem. Nikt nie miał tyle do powiedzenia co on. Mówił o planowanych wzmocnieniach klubu, o zamiarach zmiany trenera. Mówił o aferze barażowej, która skazała klub na niebyt, że nie miał możliwości kupienia zawodników, ale chce żeby runda wiosenna była dużo, dużo lepsza. Ja powiedziałem, że napiszemy oferty sponsorskie dla firm, że będziemy je wysyłali i prowadzili rozmowy na rzecz klubu. Powiedziałem, że będę potrzebował pełnomocnictw do takich działań i, że będziemy musieli określić warunki finansowe naszej współpracy. Sz. pytał mnie jak ja to widzę. Ja powiedziałem, że uczciwą ofertą będzie otrzymanie przez nas 20 procent kwoty od pozyskanego sponsora. Sz. powiedział, że jego prawnik będzie musiał przygotować umowę o współpracy. Daliśmy sobie tydzień na przygotowanie tych dokumentów. Dalej rozmowy toczyły się z prawnikiem Sz. (...) Nie pamiętam nazwiska tego prawnika i skąd on był. Z nim też spotykaliśmy się w klubie. Któregoś wieczoru umówiliśmy się na podpisanie umowy w klubie. Wtedy poznałem pana S. i drugiego mężczyznę o nazwisku chyba J. To byli ci dwaj sponsorzy, właściciele firm Kołacz i Smaczek. Wiem, że oni zasiadali w radzie nadzorczej klubu. W trakcie rozmów było im nie w smak, że nasza prowizja jest taka duża, chcieli mniej. Sz. zaczął mnie trochę bronić, mówił, że przecież ja przyprowadzę sponsora do klubu, że mam też jakieś koszty.  Powiedział, że lepiej mieć sponsora niż nie mieć. Po wielu rozmowach doszło do podpisania umowy, na tych warunkach, które ja przedstawiłem. Ja w chwili obecnej nie dysponuję tą umową, dysponuję natomiast pełnomocnictwem do reprezentowania klubu w rozmowach ze sponsorami. Ja byłem stroną tej umowy, prowadziłem działalność pod nazwą (...). Umowę ze strony klubu podpisywali panowie Sz.,  L., S. i ten drugi sponsor chyba J. To byli przedstawiciele zarządu klubu. Data podpisania tej umowy jest zgodna z datą pełnomocnictwa, które otrzymałem. To pełnomocnictwo zostało sporządzone w dniu podpisania umowy. Ja dalej ustaliłem szczegóły współpracy z Sz., chciałem się dowiedzieć z jakimi sponsorami już rozmawiał, żeby nie pukać do tych samych drzwi.
Sz. odbierał mnie jako człowieka L., do którego wg. mnie miał pełne zaufanie. Było widać, że L. i Sz. są dobrze zżyci. L. pomaga też Sz. w sprawach prywatnych. W krótkim czasie ja poznałem pozostałych pracowników klubu: trenera Jabłońskiego, drugiego trenera czy asystenta Grześka Zmitrowicza. Najlepszy kontakt miałem z L., z którym zacząłem regularnie grywać w brydża u H. Ja zacząłem także dobrze żyć z Sz., przyjeżdżałem do niego do zakładu na kiełbaskę, czasami zrobiliśmy jakąś flaszkę. Gdy były prowadzone rozmowy ze sponsorami, to Sz. zapraszał ich do siedziby firmy. On miał na pierwszym piętrze fajny pokój, tam były kosze z wędlinami, była dobra atmosfera do rozmów. Ja w tym czasie przygotowałem już kilka wstępnych umów ze sponsorami. Był przygotowany projekt umowy z portalem internetowym K2Lider, z Gambrinusem, który później się wycofał, z włoską firmą, której nazwy już nie pamiętam. (...) Ostatecznie w późniejszym czasie doszło do podpisania umowy z tym portalem K2Lider. Z tego co pamiętam, już w trakcie rundy wiosennej, na początku doszło do mojego spotkania z  Sz.  w jego firmie. On powiedział, że mam się wziąć konkretnie do roboty, do pozyskiwania sponsorów, bo będą nam potrzebne pieniądze. Powiedział, że zamierza zatrudnić nowego trenera, powiedział też, że skończy się kręcenie Świtu przez sędziów. To była dość długa rozmowa przy wódeczce. Poruszaliśmy też inne tematy. W tej pierwszej rozmowie nie padło nazwisko trenera, który ma przyjść do Świtu, a którym okazał się Janusz Wójcik. W tej rozmowie Sz.. powiedział mi, że ten trener będzie miał dojście do sędziów i, że to pozwoli na utrzymanie Świtu w pierwszej lidze. Wcześniej w trakcie takich rozmów Sz. żalił mi się, że Świt jest kręcony przez sędziów, że sędziowie są przekupywani przez przeciwne drużyny. Żalił się też, że nie ma dojścia do Fryzjera, który może załatwić przekupienie sędziów. On użył takiej właśnie ksywki Fryzjer na określenie osoby, która ma dojście do sędziów.  Ja osobiście nie znałem i nigdy nie poznałem tego Fryzjera, chociaż o nim słyszałem w trakcie różnych rozmów, w tym tych przy brydżu. Sz. mówiąc, że ten trener będzie miał dojście do sędziów, ale nie mówił, że będzie to dojście do Fryzjera  i przez tę osobę do sędziów. Było dla mnie jasne z tych słów Sz., że teraz Świt będzie kupował mecze i będzie się mógł utrzymać w lidze. Wiem też, że w krótkim czasie w klubie pojawił się Zbigniew Boniek. Wiem to od L., wiem, że były takie założenia, że jeśli Świt nie utrzyma się w I lidze to Sz. wraz z Bońkiem wejdą w Widzew Łódź. To wiem od L.  Wydaje mi się, że to Boniek mógł stać za tym, że Wójcik trafił do Świtu. Ale to są moje przypuszczenia. Sz. nie miał dobrej pozycji w lidze, inni patrzyli na niego spode łba, to było związane z tą aferą barażową. On potrzebował osoby, która go uwiarygodni i pomoże w kontaktach z innymi osobami związanymi z piłką nożną. Boniek się do tego świetnie nadawał. Pamiętam, że w tej lub w jednej z następnych rozmów pytał mnie czy ja znam kogoś z centrali PZPN. Chodziło mu o to czy znam kogoś z kim będzie można porozmawiać na temat ewentualnego kupienia jakiegoś meczu, spytał mnie też wprost czy nie znam Gienka Kolatora. Ja odpowiedziałem, że nikogo z centrali PZPN nie znam, że nie znam też Kolatora.

Wyjaśnienia Ireneusza S. - b. działacza Świtu NDM - czytaj więcej

Następnie doszło do spotkania mojego, Sz., L. i H. w siedzibie firmy Lukullus ze sponsorem - przedstawicielem firmy K2Leader. Sz. powiedział wtedy wprost, że oni mogą dawać pieniądze bo Świt utrzyma się w I lidze. Sz. już był pewien przyszłych zdarzeń. Mi było wstyd za te słowa bo ten sponsor pytał skąd ta pewność skoro Świt ma tak mało punktów. Ja go trochę czarowałem, że Świt będzie miał dobrych zawodników. Nie wiem czy on mi uwierzył. Jakiś czas potem chyba w marcu 2004 w klubie pojawił się pan Janusz Wójcik. On zajechał swoim pięknym srebrnym mercedesem i wszystkich poznał. Poznał się też ze mną. Ja wcześniej nie znałem Wójcika osobiście, widziałem go na kilku imprezach sportowych. Okazało się, że to on miał być tym trenerem Świtu (...). Wójcik dobrze się czuł w klubie, był byłym trenerem reprezentacji Polski, roztaczał wokół siebie aurę mocnego człowieka, który dużo może. On się chwalił kogo zna ze środowiska piłkarskiego, kto jest jego człowiekiem. Ja nie uczestniczyłem w rozmowach kontraktowych z Wójcikiem. Sz. w trakcie kolejnej rozmowy ze mną dopingował mnie do pozyskiwania sponsorów, przekonywał mnie, że moja praca nie pójdzie na marne. On mówił, że Wójcik jest tym trenerem, który ma zapewnić dotarcie do sędziów, ich przekupienie, zdobycie punktów i w efekcie utrzymanie się w lidze. Ze słów Sz. wynikało, że głównym powodem zatrudnienia Wójcika było to, że on może dotrzeć do sędziów i, że dzięki jego kontaktom będzie można ich przekupić i zapewnić zwycięstwo. Wynikało z jego słów, że Wójcik nie przyszedł do klubu trenować, ale kupować. Sz. powiedział mi też, że Wójcik ma od niego za utrzymanie w lidze dodatkowo obiecane 100 tys. zł. pod stołem. Nawet Sz. zapytał mnie retorycznie: "co ty za takie pieniądze nie utrzymałbyś klubu?". Sz. był w tym czasie pełen wiary i nadziei w możliwości Wójcika i utrzymanie w lidze. Ja temat Wójcika poruszyłem też podczas spotkania przy kartach z L. To były trochę oględne rozmowy, bo w tych spotkaniach uczestniczyły też postronne osoby. Ale L. miał świadomość, że do klubu, jak to nazwał, przyjdzie "załatwiacz".
Następnie przyszedł mecz z Odrą Wodzisław (10 kwietnia 2004 - dopisek dpanek), Wójcik był już trenerem, chociaż formalnie wpisany był jako trener Z., bo Wójcik nie miał jakiegoś dokumentu. Ja przyjechałem wcześniej do klubu, musiałem przygotować zaproszenia dla sponsorów. Ja siedziałem w gabinecie L. (...) Gdy ja byłem w pokoju L., był też tam L., wszedł Sz. On zamknął drzwi, powiedział do L. - masz tu pieniądze i odlicz z nich 22 tys. Sz. przekazał mi pliki banknotów, to były chyba 100 zł. Pamiętam, że część banknotów była przewiązana banderolką, a część zawinięta i przewiązana gumką. Pamiętam, że Sz. powiedział żeby L. nie sugerował się banderolką bo tam może być nierówna kwota. Powiedział L., że ma przeliczyć te pieniądze i przygotować 20 tys. Sz. zostawił te pieniądze i wyszedł. L. usiadł przy biurku na końcu pokoju i przeliczył te pieniądze.  Te odliczone pieniądze włożył do koperty. Pozostałe schował chyba do kieszeni marynarki. Ja nie zadawałem żadnych pytań, L. też nic nie mówił. Ja siedziałem wtedy na kanapie, a L. przy biurku. Chciałem jeszcze dodać, że wcześniej, jeszcze przed tą sytuacją, gdy Sz. przyniósł te pieniądze, ja byłem w klubowej kawiarence przy hali sportowej na obiedzie z L. i Sz.I podczas tego obiadu rozmawialiśmy o zbliżającym się meczu i Sz. powiedział, że będą przygotowane pieniądze dla sędziego i obserwatora tego meczu. Wracając do sytuacji w pokoju L. gdy on przeliczył pieniądze i przygotował tę kwotę w kopercie do jego pokoju przyszedł Sz. On zostawił otwarte drzwi od tego pokoju. Po chwili do tego gabinetu wszedł młody mężczyzna. On miał przy sobie podręczną torbę sportową. (...) On powiedział jedynie dzień dobry. Nie przedstawił się, ja wcześniej tego mężczyzny nie znałem. Sz. wziął wtedy z biurka tę kopertę z odliczonymi pieniędzmi i dał temu mężczyźnie. On wziął tę kopertę, schował ją do torby i wyszedł. Sz. też po chwili wyszedł z pokoju. Ja z L. zostałem w tym pokoju. Ja go nie pytałem kim jest ten mężczyzna, który odbierał pieniądze. Zakładałem, że to jest jakiś pośrednik, który przekaże te pieniądze sędziemu i obserwatorowi. Ja później udałem się na mecz i byłem bardzo zdziwiony, właściwie zaszokowany, że ten mężczyzna, który odebrał pieniądze jest głównym sędzią tego meczu (Jarosław Ż. - dopisek dpanek). Byłem zaszokowany, że to wszystko odbywa się tak na żywca.

Wyjaśnienia Jarosława Ż. - czytaj więcej

Nie pamiętam jakim wynikiem zakończył się ten mecz, ale Świt go wygrał. Po meczu była feta w klubowej knajpie po konferencji prasowej. Sędziego tego meczu, już po spotkaniu nie widziałem. Wójcik  był krótko na tej imprezie w knajpie. Podczas tej rozmowy przed meczem, podczas obiadu Sz. powiedział, że pieniądze mają być przygotowane dla sędziego i obserwatora, ale nie powiedział w jakich kwotach czy proporcjach. Pieniądze przygotowane w kopercie przez L. były jedną całością w tym sensie, że nie były dzielone na dwie odrębne kwoty. Nie wiem nic czy i jaka kwota z tych pieniędzy przekazanych sędziemu trafiła do obserwatora.
Na temat tych zdarzeń z sędzią meczu Świt - Odra nie rozmawialiśmy ze sobą. Nie rozmawiałem z L., Sz. i innymi osobami. Nie było tematu. Nikt na ten temat nie podjął rozmowy i nie kontynuował tematu.
Następny mecz to był mecz wyjazdowy Świtu z Amiką. Ja nie byłem na tym meczu, nie byłem zresztą na żadnym wyjazdowym meczu Świtu.  Nie uczestniczyłem w żadnym zdarzeniu związanym z tym meczem, wiem jedynie oględnie od L., że ten mecz też był załatwiany z sędzią. Wiem tylko tyle, żadnych szczegółów nie znam.
Kolejny mecz to mecz z 24 kwietnia 2004 z Górnikiem Łęczna (w rzeczywistości ten mecz został rozegrany 17 kwietnia 2004 - dpanek). Nie pamiętam kto był sędzią tego meczu (sędzią był Krzysztof S.- dopisek dpanek). Podobnie, na kilka godzin przed tym meczem ja byłem w pokoju L.  Był tam też W. i przyszedł Sz. Pamiętam, że w trójkę piliśmy kawę, do pokoju wchodził też i wychodził L. On już był zajęty organizacją meczu, kwestią ochrony i sprzętu. Wcześniej Sz. rozmawiał w mojej obecności z L. To było w pokoju L. I wtedy Sz. powiedział, że ma przygotowane 22 tys. dla sędziego. Potem gdy byliśmy przy kawie - ja, Sz. i Wójcik, to Wójcik powiedział, że musi iść załatwić sprawę i zwrócił się do Sz. żeby dał mu to co ma dla niego. Wtedy Sz. przekazał mu kopertę A4 koloru białego. Dla mnie to było oczywiste, że to jest koperta z pieniędzmi, o których wcześniej Sz. mówił L. Wójcik wziął tę kopertę i wyszedł. Ja nie widziałem komu i gdzie Wójcik przekazywał tę kopertę. Świt wygrał 1-0, a bramkę strzelił chyba Zaganiacz.  
Nie mam żadnej wiedzy o meczu wyjazdowym Świtu z Wisłą Płock.
Następny mecz to było spotkanie Świtu z Polonią Warszawa. Pamiętam, że na tym meczu sponsorem był już ten portal K2Lider. On miał założone banery na stadionie, nazwa tej firmy była wydrukowana na biletach. Jako sponsor pojawiła się też firma Frito Lay. To Sz. ściągnął tę firmę. Reklamowali się na koszulkach zawodników, mieli na stadionie balon. W czasie meczu były rzucane chipsy. Pamiętam, że na meczu był Sz. z żoną i ten młody prawnik. (...) to był ten prawnik, który przygotowywał umowę między mną a Świtem. On mieszkał gdzieś pod Warszawą. Pamiętam też S. Przed meczem wspólnie przebywaliśmy na terenie budynku klubowego (...). Pamiętam, że Sz. zamknął się wtedy z S. w pokoju. A my (...) staliśmy w sekretariacie, a później poszliśmy na kawę do kawiarni klubowej. Pamiętam, że z panią Sz;. rozmawialiśmy na temat kolarki górskiej Mai Włoszczowskiej bo Lukullus ją sponsorował. Tym zajmowała się żona Sz., pamiętam prosiła mnie o pomoc w znalezieniu kolejnego sponsora dla Włoszczowskiej. (...) Jak czekaliśmy w tym sekretariacie to z gabinetu Sz. wyszedł S. Za chwilę wpadł tam Janusz Wójcik. (...) Pamiętam, że mecz wygrał Świt, a sędzia dał chyba dużo żółtych kartek przeciwnikom. Po meczu była impreza w kawiarni klubowej (...) Wszyscy byli zadowoleni bo Świt wygrał, ale tam pojawiły się ironiczne wypowiedzi, głównie S., także moje, jakiego dobrego mamy trenera. (...) L. gdy mnie odwoził powiedział, że ten mecz był kupiony. Miał być załatwiony przez Wójcika, który miał dojście do sędziów.  Tak twierdził L. Wracaliśmy wtedy tylko we dwóch i mogliśmy porozmawiać swobodniej. L. coś powiedział, że wynik załatwił G. - ten sędzia. Zapamiętałem to nazwisko bo osobę o tym nazwisku miałem w szkole. Pamiętam, że L. powiedział mi kwotę jaka miała być dla sędziów, kojarzę, że chodziło o 20 tys. Nie mam żadnej wiedzy żeby ten mecz z Polonią miał być załatwiony z zawodnikami tej drużyny.
Kolejne spotkanie w Nowym Dworze to mecz Świt - Lech Poznań. Po wejściu na stadion rozmawiałem z L.  On powiedział żebym zobaczył jaki Sz. jest rozluźniony, on powiedział, że od kiedy jest Wójcik, to Sz. się już tak nie denerwuje. (...) Pamiętam, że po meczu L. mówił mi, że musiał jechać przed meczem do kantoru wymienić jakąś walutę na złotówki. Mówił, że musiał jechać po pieniądze dla Sz. do kantoru. Było jasne, że chodziło o pieniądze na załatwienie tego meczu. Tak to odebrałem z jego słów. Była też taka sytuacja w przerwie meczu, że ja przyszedłem do S. On przebywał w sali konferencyjnej Grzegorzem Z. i J. Tam słyszałem jak S. mówił, że dużo poszło na zawodników. Ja zrozumiałem, że zawodnicy Lecha wzięli pieniądze. Ja po prostu przyłączyłem się do rozmowy, która już trwała i usłyszałem te słowa. Czy coś było załatwiane z zawodnikami Lecha to ja nie wiem. Na ten temat L. nic nie mówił
 Następny mecz był meczem o wszystko Świt Nowy Dwór - Górnik Polkowice, wg mnie fascynujący mecz. Wynik decydował o tym kto spada.  To był bardzo zacięty mecz. Według mnie przewagę miał Świt. Ja słyszałem, że ten mecz ma załatwić Wójcik, że on będzie wiedział kto będzie sędziował. Mówiło się o kwocie 100 lub nawet 150 tys. dla sędziego. To słyszałem od L. Ale to, że mecz ma być kupiony słyszałem też od Z. i S. Pojawiały się też informacje, że zawodnicy próbują się ze sobą skontaktować i coś załatwić. O tym słyszałem parę dni przed meczem w kasynie w Warszawie. Byłem tam z tym Krzyśkiem z Mazowieckiego ZPN, o którym zeznawałem. On był z jakimś mężczyzną z PZPN, którego nie znałem. Ten mężczyzna mówił o tych podchodach zawodników.  Mecz zakończył się remisem 0:0. To spowodowało spadek Świtu. Od tego meczu już nie byłem na stadionie piłkarskim. Gdzie czy i do kogo trafiły pieniądze w związku z tym meczem nie wiem.
Ja wcześniej zeznawałem, że J. i S. partycypowali w kosztach  związanych z łapówkami. Ja tak twierdzę na podstawie swoich spostrzeżeń. Oni mieli wiedzę, że mecze są kupowane. Oni często bywali na obiekcie, jakaś ta ich współpraca z Sz. była bliska. Wiem, że im bardzo zależało na utrzymaniu Świtu w I lidze, bo wiedzieli, że Sz. może odejść.
Ja wiem też, że pieniądze trafiły do sędziego meczu Świt Nowy Dwór - GKS Katowice. To był sędzia C.  To chyba było w czwartek lub piątek chyba przed tym meczem z GKS. (...) Ja postanowiłem się udać do hotelu Mariott, zakładałem, że spotkam tam L., nawet przypuszczałem, że on tam może grać w ruletkę. (...) Schodząc ze schodów zauważyłem go w lobby przy windach. Ja podszedłem, nakrzyczałem na niego, że robi sobie żarty z ludzi, że się umawia i nie przyjeżdża. L. powiedział, że on musi załatwić tu szybko sprawę, że musi być sam i żebym gdzieś sobie poszedł. Ustaliliśmy, że pójdę do kasyna i będę tam na niego czekał. Wchodząc po schodach na grę widziałem z tych schodów jak witał się z mężczyzną, którym był sędzia C. Ja tego sędziego kojarzyłem wcześniej z prasy sportowej. To był chyba jeden z dwóch sędziów, którego byłem w stanie rozpoznać. Ja poszedłem do kasyna. (...) Po około 10 minutach przyszedł tam L. (...) Pojechaliśmy na Żoliborz po brydżystę Leszczynę. (...) Na brydżu nabijałem się z L., że kupuje mecze. L. powiedział, że trzeba sobie radzić w życiu. Mówił, że jak drużyna nie umie wygrać to mecz trzeba kupić. Dokładnego przebiegu rozmowy nie pamiętam, bo byłem pod wpływem alkoholu. Jakiś czas potem, podczas jednej z rozmów z L. gdy już wiedziałem jak to działa i miałem doświadczenie ze Świtu on mi potwierdził, że mecz był kupiony u C. Padła w tej rozmowie jakaś kwota, było to mniej niż 20 tys. Kojarzę, że to było kilkanaście tysięcy, na pewno więcej niż 10 tys. Ja byłem na tym meczu z GKS. Sędziował ten C., to był ten sam mężczyzna, którego widziałem z L. w Mariocie. 
Ja wiem, że Wójcik miał co najmniej dwa numery telefonów w czasie gdy pracował w Świcie. Wiem, że jeden z nich to był numer pre-paidowy, który mieli tylko zaufani.  Wiem to stąd, że kiedyś Wójcika nie było przez trzy dni w klubie. L. do niego wydzwaniał na oficjalny - znany nam numer telefonu. Wójcik nie odbierał. Wtedy Sz. podał L. jego inny numer telefonu, był to numer pre-paidowy. Ja byłem wtedy w klubie. L. przy mnie dzwonił do Sz., mówił, że nie ma kontaktu z Wójcikiem i wtedy Sz. podał mu ten inny numer do Wójcika. Ja wtedy sobie zapisałem ten numer Wójcika. Nie pamiętam jednak tego numeru. L. wtedy udało się dodzwonić na ten tajny numer Wójcika. 
Ja sam kilkakrotnie byłem świadkiem jak Wójcik zmieniał karty telefoniczne. To były sytuacje w restauracji klubowej Świtu, raz w Warszawie gdy byłem na stadionie Gwardii Warszawa, a Wójcik rozmawiał z Maciejem Szczęsnym. Ja siedziałem wtedy w pobliżu. To było już wtedy jak Wójcik był trenerem Świtu.
Ja potwierdzam, że robiłem różne notatki w kalendarzu. (...) Ja tam na przykład wpisywałem wyniki meczów, które należy obstawiać w polskiej lidze u bukmachera, żeby wygrać zakłady. Miałem taką wiedzę od takiego Jarka, którego poznałem przez człowieka z Polskiego Związku Kolarskiego. On prowadził firmę, dokładnie polski oddział firmy, która budowała w tym czasie we Włoszech pole campingowe. Nie pamiętam nazwiska tego Jarka. (...) On mi mówił jakie trzy dane mecze obstawiać w polskiej lidze. Ja to wpisywałem w tym kalendarzu. Ja jednak z tej wiedzy nie korzystałem, ale wyniki się sprawdzały. Jarek obstawiał - chodziłem z nim do bukmachera, on brał dość wysokie wypłaty. Ja nie grałem, wolałem grać w kasynie. (...) wiem, że ten Jarek był bardzo blisko Kolatora. (...)
Ja w tym kalendarzu zapisywałem też zdarzenia dotyczące meczów Świtu. Pisałem wynik, sędziego, kwotę jaka miała do niego trafić. Zapisywałem też z kim się spotykałem, z jakimi sponsorami, spisywałem dane z wizytówki.
Wpisywałem te informacje dotyczące meczów Świtu bo chciałem uwiecznić swoją wiedzę, chciałem się zabezpieczyć, wykorzystać w przyszłości do swoich celów, nazwijmy biznesowych. Nie chcę rozwijać tego tematu. Ja nigdy nikogo nie szantażowałem.  Nie rozpowiadałem też kto za co, kiedy i dlaczego wziął pieniądze. Ten kalendarz ja zostawiłem w miejscu swojego dotychczasowego zamieszkania. (...) Wczoraj byłem z CBA w celu przeszukania w tym mieszkaniu, ale tego kalendarza nie było. (...)

Przesłuchanie z 1 sierpnia 2008      
Przebywając do wczoraj tj. do 31 lipca 2008 w areszcie śledczym Warszawa Mokotów przy ul. Rakowieckiej otrzymałem gryps o następującej treści: żebym się odpierdolił od sprawy piłkarskiej bo zajmie się mną KORAL. Po jego odczytaniu poczułem lęk i obawę o swoje życie i zdrowie. Gryps ten zniszczyłem w obawie przed kontrolą funkcjonariuszy więziennych i nałożeniem na mnie kary. Ten gryps został dostarczony przez osoby, według mojej wiedzy, ze spacerniaka obok mnie tj. przerzucony przez mur. Działo się to 25 lipca podczas mojego spaceru na spacerniaku. Po wyjściu z AŚ, będąc w miejscu zamieszkania mojej dziewczyny, poinformowała mnie, że w ub. tygodniu przed klatką jej bloku dwóch nn mężczyzn groziło jej pozbawieniem życia lub zdrowia. Chodziło im o to żebym zaprzestał składać zeznania ws. afery piłkarskiej. Ponadto wcześniej grożono mi w czerwcu przed domem moich rodziców, abym odwołał swoje zeznania. Mężczyzn, którzy grozili mi widziałem pierwszy raz. Jestem w stanie ich rozpoznać. (...) Po tej wizycie nn mężczyzn opuściłem mieszkanie udając się do swojej dziewczyny. (...) nie dowiedziałem się od niej jak wyglądali. Z jej relacji wynika, że najprawdopodobniej nie będzie w stanie ich rozpoznać.
  
Przesłuchanie z 4 sierpnia 2008
(...) Potwierdzam, że w końcu czerwca wysyłałem sms do funkcjonariusza CBA  (...), z którym miałem wcześniejszy kontakt  tej sprawie. Ja wysłałem z tego co pamiętam 2-3 sms ze swojego telefonu komórkowego. Nie pamiętam dokładnie treści tych wiadomości, tzn. nie jestem w stanie dokładnie ich zacytować, ale chodzi o to, że informowałem go, że mi grożono, że wyprowadziłem się i będę chciał odwołać zeznania, które składałem ws. Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Te moje sms były efektem sytuacji, która miała miejsce kilka dni do tygodnia wcześniej, zanim wysłałem te wiadomości sms. Było tak, że w tym czasie ja mieszkałem u swoich rodziców w Warszawie, (...) Nie pamiętam jaki to był dzień tygodnia, ale był już wieczór. (...) Ja wracałem do domu i gdy byłem już pod samym blokiem podeszło do mnie dwóch mężczyzn (...)  Ten starszy zapytał mnie - czy pan Krzysztof W.? Ja to potwierdziłem i wtedy ten starszy mężczyzna zapytał mnie czy może mi zająć chwilę czasu. Ja się wtedy trochę zdenerwowałem. I ten starszy mężczyzna powiedział mi żebym nie zajmował się sprawą piłki nożnej, żebym odwołał zeznania. Taki był sens tych słów. Powiedział też, że coś się może stać mojej siostrze i mojemu bratankowi. Powiedział, że tyle wypadków się teraz zdarza. Ja byłem bardzo zdenerwowany i wystraszony - powiedziałem tylko - dobrze. I wtedy ci mężczyźni odeszli, a ja poszedłem do domu. (...) następnego dnia wyprowadziłem się od rodziców. (...) Z tego co pamiętam 11 lipca 2008 zostałem zatrzymany przez policję. Okazało się, że zostałem aresztowany decyzją sądu (...) 11 lipca 2008 udałem się do siedziby CBA, gdzie chciałem ustalić termin przesłuchania w związku ze sprawą, która się toczy w Krakowie. Tam funkcjonariusze CBA ustalili, że jestem poszukiwany listem gończym i przekazali mnie policji. Okazało się, że tymczasowe aresztowanie zastosował wobec mnie sąd w Warszawie w związku z postępowaniem, w którym jestem oskarżony za oszustwo na kwotę 500 zł na szkodę Polkomtela. (...) Ja w areszcie dostałem gryps. (...) Na tym grypsie było napisane "Krzysztof". Podał mi go do ręki współwięzień z mojej celi (...)  W tym grypsie było napisane, żebym się odpieprzył od piłki nożnej, a jak nie to się zajmie mną Koral. Taki był kontekst tego grypsu. Ja nie wiem od kogo dostałem ten gryps, nie wiem kto to jest Koral, nie znam osoby o takim nazwisku lub pseudonimie. Ja się zastanawiałem kim jest ten Koral, zasięgałem informacji od współwięźniów z którymi siedziałem. Jeden z nich, ale nie wiem dokładnie kto, powiedział mi, że to jest człowiek z gangu ożarowskiego. Ja ten gryps zniszczyłem i wyrzuciłem chyba do toalety, bądź go spaliłem w umywalce. Nikomu o tym grypsie nie mówiłem, nikomu go nie czytałem, nikomu nie mówiłem o jego treści. Ja zniszczyłem ten gryps, bo obawiałem się, że on może zostać u mnie znaleziony podczas przeszukania i mogę zostać ukarany. Z tego co sobie przypominam to ten gryps dostałem w dniu swoich imienin - 25 lipca 2008. Ja po wyjściu z aresztu pojechałem do swojej dziewczyny. Od niej dowiedziałem się, że ja też odwiedziło dwóch jakiś mężczyzn i któryś z nich miał powiedzieć, że lepiej żeby Krzysiek nie zeznawał bo może go stracić. Moja dziewczyna była przerażona, nie wiedziała o co chodzi. To było w tym samym tygodniu co ja dostałem ten gryps. Ja Monice o tym grypsie nie powiedziałem. (...)
Ja nie miałem żadnych wątpliwości, że ci mężczyźni, którzy grozili mi i Monice, wiedzieli, że ja zeznaję w sprawie piłkarskiej. To wynikało wprost z ich słów i żądań żebym wycofał zeznania ze sprawy piłkarskiej. Ja obawiałem się i obawiam się nadal tych facetów i ich gróźb, boję się, że coś może się stać mi lub mojej rodzinie. I obawiam się tego nadal bo przecież ta cała sprawa jeszcze się nie skończyła.
O tym, że ja składam zeznania ws. piłkarskiej wiedzieli tylko: przesłuchujący mnie prokurator, funkcjonariusz CBA i osoby, które poinformowałem ja sam. O tym, że ja składałem zeznania wiedział tylko Andrzej L. i Tadeusz H.  (...) .  Ja podejrzewam, że L. mógł z kimś rozmawiać o moich zeznaniach w tej sprawie, a ich efektem były groźby kierowane wobec mnie.      

Lista oskarżonych o korupcję w polskim futbolu.  
Lista skazanych za korupcję  
Lista ustawionych meczów  

Zobacz nasz profil na Facebooku  
Zobacz nasz profil na Twitterze    


Reklamy, które widzicie od jakiegoś czasu na blogu nie sprawiają, że zarabiam jakieś duże pieniądze. Są to jednak pieniądze, które  pozwalają opłacić rozmowy telefoniczne lub bilety na pociąg, gdy zdobywam newsy na bloga. Jeżeli więc przeczytałeś/przeczytałaś ten artykuł do tego miejsca bo to zastanów się czy nie warto kliknąć kilka razy więcej w reklamy.